D Project, The - Shimmering Lights

Artur Chachlowski,
ImagePomysłodawcą tego tak lapidarnie nazwanego zespołu jest Stephane Desbiens. To kanadyjski muzyk, który uważnym fanom progresywnego rocka może być znany z wcześniejszej pracy w kilku rockowych formacjach. Najdłużej związany był z zespołem Sense, z którym wydał trzy płyty długogrające, ale jak mi się wydaje sława tej formacji raczej nie przekroczyła granic ojczystej Kanady. Inaczej było z grupą Red Sand, w której to Stephane Desbiens zagrał na instrumentach klawiszowych na pierwszym albumie „Mirrors Of Insanity” (2004). Po opuszczeniu Red Sand wystąpił (ale grając na gitarze basowej!) na płycie „The Word Of Qwaarn” innej, doskonale znanej sympatykom art rocka, formacji Qwaarn. Wiem, ze sama obecność w obu tych zespołach jest dla wielu fanów znad Wisły wystarczającą rekomendacją, gdyż – nie ma co ukrywać – zarówno Red Sand, jak i Qwaarn do dzisiaj cieszą się sporą estymą u progresywnej publiczności.

Niedawno Stephane powołał do życia swój własny projekt, do którego zaprosił swoich przyjaciół, wśród których znaleźli się wielce renomowani instrumentaliści. Nazwiska trzech najważniejszych gości powiedzą sympatykom art rocka wszystko: Tomas Bodin (The Flower Kings), Martin Orford (IQ) oraz Fred Schendel (Glass Hammer). I choć sam Desbiens na swojej płycie obsługuje melotrony i niesamowicie rozbudowaną baterię instrumentów klawiszowych, to wykonywane przez wymienionych muzyków partie są prawdziwą ozdobą albumu „Shimmering Lights”. Inna rzecz, że stanowią one głównie swego rodzaju nobilitację dla projektu Desbiensa, bo trzeba jednak przyznać, iż obecność trzech gwiazd prog rocka zaznacza się w sumie dość epizodycznie, bo zaledwie w 4 spośród 7 utworów wypełniających tę płytę. Większość partii instrumentalnych wykonywanych jest przez innych, mniej znanych muzyków (no, może poza Matthieu Gosselinem z aktualnego składu Red Sand), zaś sam autor i pomysłodawca całości podjął się roli wokalisty, gitarzysty i keyboardzisty. Skomponował też muzykę, a uczynił to do spółki ze swoim przyjacielem Francisem Foyem.

Z jakiego rodzaju stylistyką mamy do czynienia na płycie „Shimmering Lights”? Myślę że miłośnicy dobrego, pełnego rozmachu symfonicznego rocka nie będą zawiedzeni. Propozycje The D Project to bardzo dojrzałe kompozycje z pewnymi naleciałościami jazz rocka, dodającymi całej płycie nobliwości i wyjątkowości. Dzięki częstym partiom instrumentów analogowych (melotrony, Taurus pedals, moogi), czy wręcz akustycznych (wiolonczele), muzyka The D Project nabiera szlachetnego brzmienia retro. Trudno porównywać projekt Desbiensa do jakiegoś konkretnego wykonawcy sprzed lat, ale trzeba przyznać, ze nastrój epoki lat 70-tych został oddany na „Shimmering Lights” wręcz znakomicie. Siedem średniej długości kompozycji stanowiących program tego albumu przedstawia siedem zamkniętych opowieści, w których stylistyce usłyszeć można echa dokonań Genesis, Yes, Anthony Phillipsa, Barclay James Harvest, a nawet tria Emerson Lake And Palmer. Wszystkie one są naprawdę znakomite i nie ma wśród nich słabego, czy mniej udanego utworu. Wszystkie śmiało obdarzyć można znakiem art rockowej jakości, a klimat całej płyty można młodym progresywnym twórcom stawiać za wzór dobrego muzycznego smaku.

Gdybym miał wskazać swój ulubiony fragment płyty „Shimmering Lights”, to wybrałbym dwa utwory: instrumentalny „End Of Recess” z przewspaniałymi partiami akustycznej, szeleszczącej szumem nylonowych strun gitary oraz monumentalną 10-minutową kompozycję „September Solitudes”. Zresztą wszystkie pozostałe utwory posiadają w sobie przeogromną dawkę pozytywnej energii, potężnego symfonicznego brzmienia oraz na długo zapadającej w pamięć niepowtarzalnej atmosfery prawdziwego muzycznego misterium. I chociaż poszczególne utwory dość mocno różnią się od siebie i często wpisane są w odmienny, nierzadko zaskakujący muzyczny format (na przykład „What Is Done Is Done” to wręcz czysty heavy metal, a „That’s Life” to rozkrzyczany jazz rock fusion), to najlepiej smakują, gdy próbuje się je w komplecie. Tak też proponuję uczynić i na 50 minut oddać się we władanie tych wspaniałych dźwięków. Ciekawe czy i Wy, po wysłuchaniu tej płyty będziecie łapać się na tym, że ręka zawsze bezwiednie wędruje do klawisza z napisem PLAY? Nie bądźcie zdziwieni. Na płycie „Shimmering Lights” naprawdę można usłyszeć dużo dobrego grania i dzięki tej muzyce doświadczyć można wielu niezapomnianych artystycznych przeżyć.

MLWZ album na 15-lecie