Stick Men featuring Gary Husband - Owari

Artur Chachlowski, Stick Men featuring Gary Husband - Owari

Cały jazzrockowy świat mocno przeżywa powrót do życia grupy Liquid Tension Experiment (album „3” wydany przez InsideOut Music w piątek 16 kwietnia br.), tymczasem życie nie zna próżni i w międzyczasie wykreowało innych bohaterów sceny jazz rock fusion. Nie sposób nie cieszyć się z faktu, że przez kilkanaście ostatnich lat panowie Pat Mastelotto, Tony Levin i Markus Reuter, jako Stick Men, zadziwiają swoją kreatywnością oraz wirtuozerią prezentowaną na swoich kolejnych wydawnictwach. W tym także koncertowych. Bo oto niedawno ukazała się płyta „Owari”, na której do tria gościnnie dołączył keyboardzista Gary Husband. Jestem pod ogromnym wrażeniem muzycznego kunsztu, jaki zespół prezentuje na tym wspaniałym koncertowym krążku. A niewiele brakowało, żeby w ogóle go nie było. Ale po kolei…

W połowie 2019 roku szef wytwórni MoonJune Records i promotor tras koncertowych, Leonardo Pavkovic, zorganizował tournee Stick Men po Dalekim Wschodzie zaplanowane na początek 2020 roku. Miało ono obejmować cztery koncerty w Chinach, jeden w Hongkongu oraz kolejne cztery w Kraju Kwitnącej Wiśni.

Tak misternie przygotowany plan w ostatniej chwili runął w gruzach. Zawisło nad nim widmo kilku prawdziwych katastrof. Najpierw okazało się, że występ w Hongkongu nie dojdzie do skutku z powodu trwających niepokojów politycznych w tej byłej brytyjskiej kolonii. Potem gruchnęła wieść o szalejącym covidzie i odwołano wszystkie cztery chińskie koncerty. Na szczęcie japońskie występy wydawały się niezagrożone, więc szybko przearanżowano daty, a z logistycznego, a tym samym finansowego punktu widzenia, był to nie lada wysiłek, i 26 lutego 2020 roku zespół wraz ze swoją ekipą przybył z różnych stron świata do Nagoi. Po jednodniowym odpoczynku, aklimatyzacji i krótkiej próbie Stick Men 28 lutego dotarli do klubu Blue Note Nagoya, by dać pierwszy koncert z tej już mocno okrojonej trasy. Tam zastała ich wiadomość, że będzie to ich jedyny koncert, gdyż z powodu wzbierającej fali pandemii japoński rząd ogłosił zamknięcie wszystkich publicznych miejsc koncertowych począwszy od następnego dnia.

Z szeroko zakrojonych dalekowschodnich planów ostał się ten jeden jedyny koncert, który na szczęście zarejestrowano i wydano niedawno na płycie „Owari” (po polsku: „Koniec”). Te wszystkie opisane wyżej dramatyczne wydarzenia nadają temu wydawnictwu wyjątkowego wymiaru. Wyczuwalny jest dreszcz emocji, gdy zespół szturmem przebija się przez energetyzujące wersje swojego studyjnego kanonu, przeplatanego potężnymi improwizacjami i – jakże by inaczej – prezentacją utworów z repertuaru King Crimson (najlepsza jest fantastyczna wersja „Lark’s Tongue In Aspic, Part II”! Ależ się tego słucha!). Zresztą cały koncert jest niezwykle elektryzujący. Rozpoczyna się od spokojnego, mocno rozimprowizowanego tematu „Hajime”, delikatnie rozpędza się mocno rozmarzonym i zanurzonym w jazzrockowych klimatach „Hide The Trees”, a nawet wprowadza powiew brzmienia funk w utworze „Schattenhaft” pochodzącym oryginalnie z pamiętnego, bardzo dobrego albumu „Prog Noir”. Energia przebijająca z gry Pata oraz jego niesamowicie zręczne rytmy stanowiące osnowę muzyki Stick Men są tutaj prawdziwą rozkoszą dla uszu. Utwór „Crack in the Sky” przynosi spowolnienie emocji, stanowi niezbędny element refleksji, pozwalając, przynajmniej na pięć i pół minuty, na rozluźnienie zmysłów spętanych intensywnością tej muzyki. No i przynosi też recytowaną, bo raczej nie śpiewaną, frazę w wykonaniu Tony Levina. Następujący zaraz potem utwór tytułowy to kosmiczna improwizacja, która pociąga nas swoim falującym rozedrganiem basowych rytmów, a w temacie „Prog Noir” przenosimy się w nastrojową spacerockową otchłań, znowu z mocno zaznaczoną ’wokalną’ rolą Tony Levina. To moim zdaniem jeden z najwspanialszych momentów tego koncertu. Po dziewięciominutowej uduchowionej kompozycji „Swimming In T”, w której nie sposób nie zachwycić się szybującymi i monumentalnie brzmiącymi partiami gitar Markusa Reutera, dochodzimy do punktu kulminacyjnego płyty – drugiego karmazynowego utworu „Level 5”. Stanowi on wspaniałe ukoronowanie tego wspaniałego koncertu. Prawdziwego święta muzyki fusion i jazzrockowego misterium, które miało miejsce rok temu na scenie klubu Nagoya Blue Note. Aż chciałoby się westchnąć: szkoda, że mnie tam nie było!

Warto jeszcze podkreślić świetną robotę wykonywaną przez Gary Husbanda, który nauczył się koncertowego setu w kilka dni, grając z zespołem zaledwie na paru próbach. Jego dyskretna, a przy tym finezyjna gra na klawiaturach dodaje kolejną soniczną warstwę do i tak już wspaniale głębokiego brzmienia grupy. Bez niego ten koncert nie byłby tak porywający. Bez dźwięków obsługiwanych przez niego instrumentów, ta płyta nie brzmiałaby tak wspaniale.

Album „Owari” kończy się trwającym ponad kwadrans bonusowym nagraniem „The End Of The Tour”. Nie znam jego pochodzenia, ale wyraźnie nie pochodzi ono z tego samego koncertu, a ze swoimi zapętlonymi plamami dźwięków przypomina swoim stylem raczej elektroniczny ambient niż jazz rock. Ot, taka ciekawostka na koniec, nomen omen, płyty „Owari”. Podkreślmy: bardzo dobrej płyty, na której Stick Men brzmią tak monumentalnie i dostojnie, jak jeszcze nigdy dotąd w swojej historii.

MLWZ album na 15-lecie