Jordsjø - Pastoralia

Artur Chachlowski, Jordsjø - Pastoralia

Norweska grupa Jordsjø kontynuuje najlepsze tradycje skandynawskiego rocka XX wieku i 7 maja wydaje swój trzeci właściwy, pełnowymiarowy album zatytułowany „Pastoralia”. Zespołowi, podobnie jak na wcześniejszych wydawnictwach, z powodzeniem udaje się łączyć klasyczny i organiczny progresywny rock z folkowym akcentami.

„Pastoralia” to ośmioczęściowa muzyczna podróż od minimalistycznych melotronowych pierwiastków do fragmentów pełnych rockowej ekstazy, w których to Jordsjø przenosi się ze swoją muzyką na jazzrockowe, mocno progresywne terytoria. To pozycja obowiązkowa dla każdego fana skandynawskiego prog rocka, a zarazem muzyczny klejnot, który każdy słuchacz zakochany w brzmieniach grup Änglagård, Black Magic, Wobbler i Sinkadus powinien odkryć dla siebie. Całość została nagrana i wyprodukowana przez Jordsjø w okresie od marca do listopada 2020 roku w piwnicy Bjørnerud Farm w Våler, Østfold. A więc to album pandemiczny, lecz słychać na nim nieograniczoną przestrzeń, powiew wolności oraz prawdziwą radość życia. I grania!

Premierę albumu „Pastoralia” poprzedziły trzy single prezentowane w naszej audycji. Zarówno „Skumring I Karesuando”, „Mellom Mjødurt, Marisko og Søstermarihånd”, jak i „Beitemark" zostały ciepło przyjęte przez słuchaczy. Wiem, że nie inaczej będzie z pozostałymi utworami wypełniającymi program tego albumu. Wspaniale prezentuje się kompozycja tytułowa, zachwycają dwa krótkie, instrumentalne akustyczne (grają tylko klarnet, kontrabas i akustyczna gitara, a wspaniałych dźwięków tyle, że nie sposób opisać!) interludia „Fuglehviskeren” i „Vettedans”, momentalnie można zauroczyć się trzecim singlowym nagraniem „Beitemark”… W gronie ośmiu muzycznych tematów znajduje się też dziesięciominutowy utwór zatytułowany „Jord III”, będący swoistą kontynuacją jego dwóch pierwszych części zamieszczonych w programie płyty „Jord” z 2017 roku. Umieszczony na samym końcu albumu staje się jego prawdziwą ozdobą, a także mocno uduchowionym, dojrzałym i godnym podsumowaniem skupiającym w sobie to wszystko, co najlepsze w brzmieniu Jordsjø.

Tematyka płyty oparta jest na marzeniach i tęsknocie za wolnością, która można znaleźć w tańczą i cieszą się życiem w ciemności wokół rozpalonych ognisk…

Na koniec szybko przypomnijmy: Jordsjø to właściwie duet składający się z multiinstrumentalisty Håkona Oftunga (Tusmørke, Black Magic) i perkusisty Kristiana Frølanda. Mają oni niebywały talent do łączenia organicznych progresywnych brzmień z ciekawymi melodiami, nadając przy tym swojej muzyce wybitnie folkrockowego posmaku. Posługują się wyłącznie akustycznymi instrumentami, nie stosują żadnych elektronicznych podpórek, tym samym osiągają czyste, organiczne, czy - jeżeli ktoś lubi to określenie – oldschoolowe brzmienie. Grają jakby czas się zatrzymał, jakby wirtualna machina czasu przeniosła ich o 50 lat wstecz do undergroundowych piwnic i klubów, gdzie graną prosto z serca muzykę nie tylko się słuchało, ale i przeżywało.

Do Oftunga i Frølanda na albumie tym dołączyli liczni renomowani muzycy: Ola Mile Bruland (Actionfredag), Håkon Knutzen, Vilde Mortensen Storesund, Mats Lemjan, Christian Meaas Svendsen i Åsa Ree (Meer, Tusmørke, Wobbler). Dzięki temu udało się oddać prawdziwą potęgę tej muzyki i osiągnięto efekt starodawnego, żywego, niezakłóconego żadnymi okolicznościami, fascynującego progrockowego brzmienia.

MLWZ album na 15-lecie