D Project

Millenium - Interdead

Artur Chachlowski,
ImageI oto w ręce trafia nam nowy album krakowskiej grupy kierowanej przez Ryszarda Kramarskiego. Dodajmy od razu, że to album bardzo udany. To o tyle istotne stwierdzenie, że wcale nie było pewne w jakim kierunku podąży Millenium, szczególnie w kontekście swojej ubiegłorocznej płyty „Deja Vu”. Na nic zdały się tłumaczenia lidera zespołu, że tamten album był swego rodzaju eksperymentem, zabawą w nowe aranżacje, czy próbą nowego spojrzenia na starsze utwory. W efekcie, uciekając się do eufemizmu należy powiedzieć, że „Deja Vu” nie cieszył się dużą popularnością pośród artrockowej braci. Ale tak, jak zaznaczyłem na wstępie: teraz mam dobrą wiadomość. Nowy album pt. „Interdead” uspokoi zawiedzionych, ucieszy niedowiarków i w ogóle pozostawi po sobie bardzo dobre wrażenie. Szczególnie przy dokładniejszym zapoznaniu się z jego zawartością. Stylistycznie nawiązuje on do wydanej przed 5 laty płyty „Vocanda”. Też jest koncept albumem, tym razem opowiadającym historię internetowego uzależnienia i wyobcowania głównego bohatera, któremu na imię Adrian. Muzykę skomponował Kramarski (k), angielskie słowa napisał Łukasz Gałęziowski (v). To właśnie zasługą Kramarskiego jest, że klimat płyty „Interdead” długimi chwilami przypomina nastrój solowych płyt Rogera Watersa, to głos Gałęziowskiego sprawia, że czujemy się, jakbyśmy obracali się w muzycznych rejonach zbliżonych do grupy Arena. Dwóm filarom Millenium towarzyszą Piotr Płonka (g), Tomasz Paśko (dr) oraz Krzysztof Wyrwa (bg). Razem nagrali kawał solidnej, niezwykle ciekawej muzyki. Najlepsze momenty? Jest ich sporo, ale wyróżniłbym sam początek płyty w postaci dwóch utworów „Insomnia” i „Gambler”, po nich robi się, ale tylko  na chwilę, nudnawo, ale wkrótce następują zapierające dech w piersiach kompozycje „Canto” i „Madman”. Palce lizać. No i jest jeszcze finał płyty: kompozycja „Demon” oraz dwuczęściowy utwór „Burning”. Nie wiem tylko dlaczego,ale wydaje mi się, że wypadłby on jeszcze lepiej, gdyby odwrócić kolejność obu jego części. Ale to tylko takie małe dywagacje. Nie czepiam się więc, bo tym razem naprawdę nie ma czego.
MLWZ album na 15-lecie