Olsen, Endre - Baklengs Tebake

Artur Chachlowski, Olsen, Endre - Baklengs Tebake

Kolejna fantastyczna nowość z wytwórni Apollon Records. Choć tym razem jesteśmy z dala od typowo progresywno-rockowych klimatów. Mamy raczej do czynienia z nastrojowymi piosenkami, zaaranżowanymi akustycznie, lirycznymi songami, takimi do śpiewania przy ognisku czy w trakcie turystycznych wędrówek po bezkresnych wakacyjnych szlakach (czy uda się to w tym roku? – czas pokaże).

Endre Olsen – artysta raczej nam nieznany, acz wydaje się, że mający dobre notowania na lokalnym norweskim rynku muzycznym. Wydał właśnie swój nowy album pt. „Baklengs tebake” („Tam i z powrotem”), który jest kontynuacją podobno bardzo chwalonej przez krytyków płyty „Bøttevis Med Blått” (2018). Nowy album ma niesamowicie pozytywny wydźwięk, muzyka wlewa w uszy odbiorcy nieskończone pokłady optymizmu i choć niewiele rozumiemy z tego, co Endre śpiewa (a często śpiewa w duecie wraz z tworzącą piękne harmonie wokalne Ragnhild Kambo Grov), bo wykonuje swoje piosenki po norwesku, to słyszymy jak jego kompozycje w naturalny sposób przechodzą od całkowicie akustycznych klimatów do bogatych zespołowych aranżacji z syntezatorami, perkusją i elektrycznymi gitarami. Nie sposób nie docenić tych jakże bezpretensjonalnych i bardzo melodyjnych utworów, które wypełniają płytę „Baklengs tebake”. Olsenowi towarzyszą na tym krążku Tommy Haltbakk (k), Ole Gunnar Eikeland (bg), Einar Olsson (dr) oraz Vegard Bjerkan (fortepian w fantastycznym utworze „Venter om du komme”). Szczególnie ten pierwszy odegrał ogromną rolę w trakcie przygotowania tej płyty. I to nie tylko udzielając się na różnych instrumentach w studiu Plattenslager, lecz także pokazując swój talent przy stole mikserskim.

Komponowanie dla Olsena oznacza sięgnięcie po gitarę akustyczną, rozglądnięcie się wokół i aktywne szukanie inspiracji. A może nią być wszystko: wiejski krajobraz za oknem, dym z komina wijący się z sąsiednich chat, wysokie świerki, stare domostwa... W takim właśnie nastroju Olsen zaczął pisać nowe utwory i nic dziwnego, że stały się one swoistym „powrotem do korzeni”, świadectwem niepowtarzalnego nastroju i rozpościerającego się za oknem krajobrazu, a sama muzyka - pełna jest akustycznych instrumentów, niezwykle mocnych harmonii i wspaniałych melodii.

Pasja tworzenia, uczucie tęsknoty, wszechogarniająca melancholia… A także niezwykła melodyjność, prostota przekazu i niesamowity czar wybijający się ze wszystkich 10 piosenek wypełniających płytę „Baklengs Tebake” – to wyróżniki muzyki Endre Olsena. Przedstawia się on jako rockowy bard z powodzeniem wpisujący się w stylistykę singer/songwriter. A że śpiewa po norwesku?... Moim zdaniem dodaje to tylko kolorytu jego piosenkom. Nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić wszystkich słuchaczy o otwartych uszach do sięgnięcia po ten bardzo przyjemny album. Fajnie się go słucha i choć wiosna wciąż jeszcze nie rozkwitła na dobre, to wydaje mi się że to idealny album na zbliżające się milowymi krokami gorące słoneczne lato.

MLWZ album na 15-lecie