Jasmeno - Elixir

Tomasz Dudkowski, Jasmeno - Elixir

Debiutancka płyta Jasmeno ukazała się pod koniec sierpnia 2020 roku. Spotkała się ona ze sporym uznaniem zarówno wśród polskich, jak i zagranicznych rozgłośni radiowych. Nic więc dziwnego, że kryjący się za tą nazwą kompozytor, autor tekstów oraz, w skrócie, klawiszowiec, Slavomir Maria Nietupski zdecydował się „kuć żelazo póki gorące” i przygotował nowy materiał, który umieścił na minialbumie zatytułowanym „Elixir”.

Jego podstawę tworzy 6 kompozycji trwających w sumie 21 minut. W rozpoczynającym całość utworze „Alchemy” na pierwszy plan wysuwa się wspaniała partia solowa gitary w wykonaniu Marka Depy na tle klimatycznych klawiszowych plam. Ścieżka ta, podobnie jak oparta na takim samym patencie, kończąca zasadniczą część, kompozycja tytułowa może kojarzyć się z nagraniami Pink Floyd czy Camel („Elixir” miejscami zbliża się do „Selvy” Latimera). Te dwa nastrojowe fragmenty spinają klamrą zawartość EP-ki, ale nie znaczy to, że jest ona swoistym hołdem dla wymienionych wcześniej grup. Już drugie nagranie, „Sonet” zdecydowanie bliżej ma do sceny pop, czy nawet dance, twórczości takich artystów, jak choćby Robert Miles czy Schiller. Po raz pierwszy możemy usłyszeć tu głos Nietupskiego, który recytuje wiersz Jana Andrzeja Morsztyna, a o rockowy pierwiastek zadbał ponownie Depa, który wykonał porywające solo. Trzecia ścieżka – „Indefinite Antecedents” - to w zasadzie jedyny fragment opisywanego wydawnictwa, w którym słychać „prawdziwy” śpiew. Swoje ścieżki nagrała tu, znana z grupy Batalion d’Amour, Karolina Andrzejewska, która jest tu także autorką tekstu. Niejedyną, trzeba zaznaczyć. Wykorzystano tu także sentencje wybitnych współczesnych umysłów – filozofa Alana Wattsa oraz fizyka Stephena Hawkinga. W nagraniu można usłyszeć też prezenterkę Radia Gdańsk, Beatę Szewczyk, która czyta fragmenty wypowiedzi, a utwór tenwybrano do promocji EP-ki. I całkiem słusznie, gdyż jest to bardzo udana propozycja. Kompozycja „Nokturn” zwraca na siebie uwagę syntezatorowym basem, który może kojarzyć się z nagraniami Pet Shop Boys. Warstwę liryczną tworzy, recytowany ponownie przez lidera, wiersz Tadeusza Micińskiego. Pozostał jeszcze jeden fragment, którym jest bardzo przyjemny elektroniczny „Amber Skyline”. Oprócz skojarzeń z propozycjami wymienionych wcześniej Milesa i Schiller, możemy doszukać się w nim wpływów Jean-Michela Jarre’a czy Depeche Mode.

Podstawowy materiał uzupełniony został czterema nagraniami z debiutanckiego albumu, ale w nowych wersjach. Przede wszystkim zyskały one całkiem nowe, ciekawsze partie programowanych bębnów. Instrumentalny „Plankton” zachwyca gitarowym solem Włocha Andrei Noah Boma Boccarusso na tle elektronicznego podkładu. W pozostałym nagraniach wybranych z debiutu jest on także wokalistą (w „Nothing But Illusion” wspomaga go śpiewem i grą na gitarze Australijka Lecia Louise McPhail-Bell). Warto wspomnieć, że zarówno w „Nothing But Illusion”, jak i w kolejnych nagraniach możemy usłyszeć bas, na który gra Kacper Wołk (to także novum w stosunku do oryginalnych nagrań). W „Sunk In Emotions” grą na gitarze zachwyca Piotr Chomicz, a w kończącym ten zestaw utworze „Temptation In Vain” lekko jazzowy klimat zapewniają dźwięki trąbki w wykonaniu Roberta Jakubca oraz harfy, za którą zasiadła Gabriela Gutierrez, a wszystko to okraszone piękną solówką Boccarusso. Trzeba przyznać, że ten najciekawszy fragment debiutu brzmi teraz jeszcze lepiej, w udany sposób zamykając krążek.

I tak z 21-minutowej EP-ki „Elixir” rozrósł się on do, trwającego prawie 42 minuty, albumu. Wydany został w formie płyty kompaktowej oraz, po raz pierwszy w karierze Jasmeno, na 12-calowym „marbled green” winylu w kopercie typu gatefold. Trzeba przyznać, że prezentuje się on doskonale. Zainteresowani zakupem wersji fizycznej muszą się śpieszyć, albowiem oba nośniki zostały wytłoczone w zaledwie stu egzemplarzach każdy i zostało ich naprawdę niewiele.

Slavomir Maria Nietupski zaprezentował bardzo udany zestaw nagrań, w których miesza różne rodzaje muzyki – od klimatycznego rocka, przez wysublimowaną elektronikę oraz podany w wysmakowany sposób pop i muzykę dance, przyprawioną szczyptą jazzu i gotyku. Taki miks mi bardzo pasuje, a czytającym te słowa polecam zapoznanie się z wykreowanym przez artystę światem nieoczywistych, acz bardzo interesujących dźwięków.

MLWZ album na 15-lecie