Minimum Vital - Atlas

Artur Chachlowski,
ImageGrupa Minimum Vital w trakcie blisko 20 lat istnienia zyskała sobie miano chyba najbardziej popularnej francuskiej grupy rockowej, kojarzonej z szeroko rozumianym art rockiem. Charakterystyczne i łatwo rozpoznawalne brzmienie zespołu mocno oparte na wirtuozerskich popisach braci Thierry (k) i Jean-Luc (g) Payssan już wiele lat temu stało się prawdziwą wizytówką zespołu, a takie płyty, jak „Sarabandes” (1990), czy „La Source” (1993) cieszyły się sporą popularnością i to nie tylko w rodzimej Francji. Niezwykle płynne, zagrane z niespotykanym polotem kompozycje o łatwo wpadających w ucho liniach melodycznych zawsze budziły zachwyt tysięcy fanów po obu stronach Atlantyku. Po kilku latach przerwy, kiedy to bracia Payssan próbowali swoich sił pod szyldem Vital Duo, powracają teraz wraz ze swoim macierzystym zespołem albumem „Atlas”. Czego można się po nim spodziewać? Powiem tak: to płyta bez zaskoczeń. Jeżeli ktoś zna i ceni sobie dotychczasowy dorobek zespołu, ten nie poczuje się rozczarowany ani na jotę. Sympatycy twórczości Minimum Vital z pewnością znajdą na płycie „Atlas” te wszystkie elementy, które ukochali sobie w starszych kompozycjach zespołu. We wszystkich 8 utworach znajdujących się na tym albumie dzieje się dużo dobrego. Już otwierające całość nagranie „Saltarello” budzi zachwyt nie tylko finezją i maestrią wykonania, lecz przede wszystkim ciekawymi partiami wokalnymi. Duże brawa należą się tu śpiewającemu duetowi Jean-Baptiste Ferracci – Sonia Nedelec. A potem już do samego końca albumu zespół Minimum Vital nie pozwala słuchaczowi na odrobinę wytchnienia, czy nudy. Na tej płycie króluje tempo. Nie znaczy to wcale, że technika braci Payssan polega na wydobywaniu ze swoich instrumentów maksymalnej ilości dźwięków w jednostce czasu. Jest dokładnie na odwrót. W muzyce Minimum Vital wszystko jest dokładnie przemyślane, logicznie poukładane, a akcenty rozłożone są w idealny wręcz sposób. To świeża, ożywcza i bardzo wiosenna płyta.
MLWZ album na 15-lecie