Swart, Peter - Oderan

Artur Chachlowski, Swart, Peter - Oderan

Holenderskiego muzyka Petera Swarta przedstawialiśmy już na łamach MLWZ jakieś 10 lat temu, gdy omawialiśmy jeden z jego wcześniejszych albumów, „Roflorè” (2010). Dziś przed nami najnowsze dzieło artysty zatytułowane „Oderan”.

Muzyka zainspirowana jest napisaną przez Petera Swarta trylogią z gatunku science fiction „Kroniek van Oderan”. Nie czytałem, ale z dostępnych mi informacji wiem, że to pełna przygód opowieść o międzygwiezdnych podróżach i misji kolonialnej na odległą planetę Oderan. Muzyka ilustruje trzy książki w porządku chronologicznym z historiami skupiającymi się na związkach, eksploracji planet i osobistych reakcjach załogi na wyzwania związane z podróżą.

Narracja oparta jest na dziewięciu nastrojowych i instrumentalnych tematach. Jest wśród nich tylko jedna piosenka z wokalem Petera Swarta: utwór „The Tears of Tara”, który mówi o rodzącym się uczuciu pani biolog Tary Hanson do psychologa Martina Blacka. Każdej kompozycji towarzyszy dokładne omówienie kontekstu historii opublikowane w książeczce.

Peter Swart sam gra na wszystkich instrumentach (syntezatory i gitary), a muzycznie album „Oderan” przenosi słuchacza w świat relaksującego, melodyjnego, symfonicznego rocka z mocnymi akcentami położonymi na muzykę elektroniczną. Wszystko to utrzymane jest w spokojnej atmosferze New Age/Ambient. Kitaro, Jean-Michel Jarre (rewelacyjne tła i soundscape’y malowane przez czarno-białe klawisze), łagodny Camel (delikatne partie akustycznych gitar), a nawet ilustracyjny Pink Floyd – takie skojarzenia przychodzą do głowy podczas słuchania tej płyty. Płyta brzmi jak ścieżka dźwiękowa do wyimaginowanego filmu, pełna jest malowniczych tematów, muzycznych pejzaży oraz wspaniałej dźwiękowej przestrzeni. Sama muzyka jest utrzymana w dość skromnym tonie, a atmosfera niezwykle spokojna, nieomal refleksyjna.

Wielokrotnie słuchałem tego albumu późnym wieczorem, leżąc w łóżku i czytając do poduszki. Muzyka Swarta sprawdza się w takich warunkach wręcz idealnie. Dlatego oprócz waloru wybitnie artystycznego („Oderan” to album z naprawdę piękną muzyką), mamy tu też aspekt użyteczny. Nie jest to wszakże muzyka do brzęczenia w tle, lecz wspaniale relaksująca, pobudzająca wyobraźnię, idealnie nadająca się do marzenia i pozostania przy niej sam na sam z własnymi myślami.

MLWZ album na 15-lecie