Swart, Peter - Roflore

Aleksander Gruszczyński,

Image„Pewnego dnia książę Yascath posłał po Roflore i poprosił go, aby został Mistrzem Arady. Roflore odpowiedział, że musi najpierw odbyć podróż, żeby móc przyjąć to życiowe zadanie. Przeto książę Yascath rozkazał mu odbyć 200-letnią podróż poprzez dusze wszystkich Aradanów z wszystkich planet gwiazdy Kavhalan. I Roflore tak uczynił.”

Historia napisana przez Petera van der Laana i udźwiękowiona przez Petera Swarta jest chyba najbardziej zaskakującym albumem ostatnich lat. Muzyka jest tu raczej tłem dla opowiadanej historii, a nie odwrotnie. Sam Peter Swart pisze, że główny bohater tej historii, Roflore, jest swego rodzaju minstrelem, który ma ukazać mieszkańcom planety Nylyo 'mistyczne dźwięki stwórcy'.

Muzyka jest przeważnie spokojna, stonowana, a większość fragmentów tekstu jest recytowana. Większą część albumu stanowią powtarzające się motywy akustyczne, wprowadzające melancholijny nastrój, kojarzący się z bezkresem kosmosu. Z rzadka przeplatane są one elementami bardziej dynamicznymi.

Peter Swart, korzystając z tych minimalistycznych form, próbuje przenieść słuchacza przez nieskończony przestwór wszechświata do systemu gwiezdnego Kavhalan. Holenderski muzyk chce zilustrować samotność i wątpliwości bohatera historii, ale także jego rozwój osobisty. Styl w jakim prezentowane jest tło muzyczne bardzo nastraja do rozmyślań, do zajrzenia także wgłąb siebie i odkrycia własnych słabości, ale także ukrytych jeszcze możliwości.

Można ten album trochę porównać z dokonaniami Gazpacho. Także jest to taki 'atmosferyczny rock'. Łagodne, akustyczne brzmienia pozwalają cofnąć się myślami do dokonań elektronicznych minimalistów lat 70. i poczuć się trochę jak wtedy. Album „Roflore” nie może być słuchany w tle, trzeba go wchłaniać całym sobą. Sam Peter Swart jest psychologiem i dobrze wie jak zainteresować słuchaczy.

Jednocześnie nie mogę powiedzieć, żeby była to płyta dla każdego. Tak jak wspomniałem, nie można tego albumu po prostu słuchać, więc nie jest on przeznaczony dla osób, które muzykę traktują zawsze jako tylko rozrywkę. Ten album trzeba przeżywać, trzeba spróbować wczuć się w rolę Roflore, podróżującego pomiędzy planetami w poszukiwaniu wiedzy. Krótko podsumowując: mnie ta płyta się podoba, ale nie spodoba się każdemu. Warto po nią sięgnąć, warto się z nią zapoznać, ale koniecznie trzeba najpierw przemyśleć, czy będziemy się w stanie w ten album wczuć.

MLWZ album na 15-lecie