Chain Reaktor - Homesick

Artur Chachlowski, Chain Reaktor - Homesick

„Homesick” to wydana na początku czerwca br. debiutancka płyta Chain Reaktor, którą ten holenderski zespół usiłuje znaleźć swoje miejsce na współczesnej mapie progresywnego rocka.

Jest to prawdziwie rodzinne przedsięwzięcie. Bracia Bart (wokal, gitara i flet) oraz Arjan Laan (perkusja) wyrobili już sobie markę dzięki własnemu zespołowi Skylake (album „In Orbit” z 2019 roku). Ich ojca, Erika Laana (wokal, klawisze), doskonale pamiętamy z zespołu Silhouette. Kwartet uzupełnia gitarzysta basowy Mark op ten Berg. Jak to często bywa, na płycie znaleźli się też zaproszeni goście (Sophie Zaaijer, Martin Steckfuss i znana z albumu Skylake, Suzan van den Engel), którzy wzmacniają i urozmaicają brzmienie grupy – odpowiednio - skrzypcami, saksofonami oraz dodatkowymi chórkami.

Muzyka Chain Reaktor to nowoczesny rock progresywny, pełen melodyjnych kompozycji przeplatanych, mniej więcej w równych proporcjach, delikatnymi pasażami oraz (prog) metalowymi naleciałościami. ‘Kim naprawdę jesteśmy pośród tego zagonionego świata wypełnionego wieloma wątpliwymi pokusami i złudnymi ofertami?’. ’Jak dajemy sobie radę w odizolowaniu i samotności?’. ‘Jaki wpływ na nasze życie mają politycy i korporacje?’ - na takie pytania grupa Chain Reaktor stara się znaleźć odpowiedzi, a muzycznie zabiera słuchacza w trwającą prawie godzinę muzyczną podróż utrzymaną w duchu współczesnego progresywnego rocka.

Produkcje zespołu przypominają dokonania grupy Silhouette, ale podczas słuchania płyty na myśl przychodzą też nazwy Subsignal i Frost*. Bardzo dobrze wypada gitarzysta Bart Laan, a jego gitarowe solówki mają pewną zadziorność, która bardzo dobrze pasuje do muzyki. Długie solo w jego wykonaniu w tytułowym utworze „Homesick” zestawione ze skrzypcową partią oraz melodią zagraną na saksofonie stanowi uroczy kontrast, czyniąc tym samym ten utwór jedną z najważniejszych kompozycji na tym albumie. Erik Laan, który jest jednym z najlepszych klawiszowców w holenderskim prog rocku, też nie zawodzi. Niezależnie od tego czy tylko ubarwia rzeczy, które dzieją się na pierwszym planie czy też gdy sam wychodzi do przodu z jakąś finezyjną solówką, wszystko nabiera odpowiednich kształtów i kolorów. Głosy Barta i Erika są do siebie dość podobne. Trzeba dobrze się wsłuchać, by przekonać się, że Chain Reaktor ma aż dwóch wiodących wokalistów. Sekcja rytmiczna pracuje bez zarzutu i trzeba przyznać, że pod względem instrumentalnym Chain Reaktor stanowi mocne, dobrze zgrane ze sobą combo.

Jeżeli chodzi o poszczególne utwory, to oprócz wspomnianej już wyżej kompozycji tytułowej, na szczególne wyróżnienie zasługuje utwór „The Day That Never Came”, który otwiera to wydawnictwo. Trwa ponad 10 minut i każdemu instrumentaliście pozostawia wystarczająco dużo miejsca, by każdy z nich mógł zabłysnąć i zademonstrować swoje techniczne możliwości. Zawiera on w sobie mnóstwo elementów (śpiew ptaków, finezyjne przejścia perkusyjne, chórki, ciekawe melodie, bogate partie instrumentalne), które powodują, że jest on zdecydowanie najmocniejszym punktem programu płyty. Trzecim nagraniem, na które należy zwrócić uwagę jest „Stop Yelling”. To bezbłędny progrockowy numer, do którego praktycznie trudno się przyczepić. Za to słabiej wypada zakończenie albumu w postaci nagrania „A Thousand Diamonds”. I choć znowu słyszymy tutaj efektowne gitarowe solo, to całej kompozycji brakuje mocy i pewnych epickich wzlotów, które idealnie pasowałyby akurat w tym miejscu. Nie jest to zły utwór, ale przyznam, że nie tak wyobrażałem sobie zakończenie tej, skądinąd ciekawej, płyty z ambicjami. Ale i tak, ku mojemu zaskoczeniu, najsłabiej wypadają trzy wybrane na single utwory: „The Lying King”, "Lonely City” oraz „Enjoy Your Life”.

Na koniec kilka słów podsumowania. Album „Homesick” to melodyjny progresywny rock, który przekonuje zarówno z kompozytorskiego, jak i wykonawczego punktu widzenia. Ma on swoje lepsze i gorsze momenty, ale ten pierwszy krok wykonany przez zespół Chain Reaktor należy uznać za udany. Ciekaw jestem czy „Homesick” to jednorazowy projekt czy też otwarcie pewnego ważnego rozdziału w historii holenderskiego prog rocka? Ciekaw jestem jak sprawy potoczą się w przyszłości i wiem, że na pewno będę śledzić dalsze losy tego zespołu.

MLWZ album na 15-lecie