Eivør – Segl

Maciek Lewandowski, Eivør – Segl

Eivør Pálsdóttir pochodzi z małej wsi Syðrugøta, liczącej niespełna 400 mieszkańców, położonej na Wyspach Owczych. Badania oraz wykopaliska archeologiczne wykazały, że jest to jedna z najstarszych osad należących do całego archipelagu Wysp. Wielu eksploratorów historii uważa, że mieszkał tam staronordycki wódz z czasów wikingów Tróndur í Gøtu, a to dlatego, że z osady tej rozpościera się wyjątkowo dobry widok, jaki miałby na horyzoncie i krótką odległość do swojej floty. Do dziś w Syðrugøtu wciąż znajduje się wiele niezbadanych ruin wielowiekowych, nieodkrytych gospodarstw, przysypanych przez wieki ziemią.

W takich oto okolicznościach dorastała Eivør, farerska piosenkarka, autorka tekstów i aktorka. To właśnie tam, w tym opuszczonym regionie, znanym z surowego subpolarnego klimatu, spustoszonym przez wiatr i deszcz, kształtowała się jej wrażliwość artystyczna, co zdecydowanie wpłynęło na jej bogatą muzyczną wrażliwość.

Swój pierwszy występ telewizyjny zaliczyła w wieku zaledwie 13 lat, a pierwszy album zatytułowany po prostu „Eivør Pálsdóttir” wydała mając lat 17. Od samego początku kariery jej muzyczne zainteresowania obejmowały niezwykle szeroki zakres gatunków, takich jak folk, pop, art rock, elektronika, aż po jazz i muzykę klasyczną. Od dwóch dekad jest jedną z najbardziej kreatywnych i wpływowych kobiet w branży muzycznej, nie tylko na rynku farerskim. Jej twórczość jest niezwykle ekscytująca, przemyślana i dopracowana wręcz do perfekcji, przez co stała się inspiracją dla wielu artystów z całego świata.

Eivør osiągnęła międzynarodową sławę w 2015 roku dzięki swojemu wkładowi w ścieżkę dźwiękową niezwykle popularnego brytyjskiego serialu historycznego „The Last Kingdom”. Jej wszechstronny i charakterystyczny wokal wykorzystany został również do bardziej znaczących ról w programach telewizyjnych „Homeland” , „Game of Thrones” oraz w grach wideo „God of War” i „Metal Gear Survive”.

Najnowsza jak do tej pory płyta Eivør – „Segl” jest już jej dziewiątym pełnowymiarowym albumem i swoją premierę miała 18 września 2020 roku. „Segl” w języku farerskim oznacza – żagiel. To metaforyczne wykorzystanie prób i udręki dryfowania na falach, aby opisać niekontrolowany i nieznany kierunek, w którym często prowadzi nas życie. Możesz starać się tak kierować swoją trasę na obrany cel, najlepiej jak tylko potrafisz, ale podczas najsilniejszych burz przychodzą chwile, w których twoja podróż wymyka się spod kontroli.

"Ten album jest w dużej mierze o podróży człowieka dryfującego po morzu życia. Tematy odzwierciedlają zarówno to, co dzieje się podczas niej w jego wewnętrzu, jak i to co przynosi podczas rejsu siła natury. Chodzi o zmianę, wybór, odwagę, miłość, marzenia i praktycznie wszystko na co masz wpływ lub musisz zaakceptować to, co daje nieznany los" – mówi o płycie sama artystka i dodaje: "Podczas podróży możesz podnosić żagle, ale nie możesz kontrolować wiatru. Jednocześnie wiatr jest jedyną rzeczą, która popycha cię do przodu, więc potrzebujesz odwagi, aby zaufać, że płyniesz we właściwym kierunku".

Idealnym cytatem pasującym do tych inspiracji i myśli Eivør jest zdanie niemieckiego teologa i jezuity, członka ruchu oporu przeciwko III Rzeszy - Alfreda Delpa: „Trzeba postawić żagle na nieskończonym wietrze – dopiero wtedy poczujemy do jakiej podróży jesteśmy zdolni”.

„Segl” to zbór dwunastu kompozycji utkanych i połączonych kameralnym popem, elektroniką, folkiem i tradycyjnymi nordyckimi dźwiękami. Choć produkcją płyty w dużej mierze zajmowała się sama Eivør oraz jej mąż Tróndur Bogason, to znaczące piętno na brzmieniu albumu wywarł ostatecznie Dan Heath – producent znany ze współpracy m.in. z Laną Del Rey.

Całość otwiera śpiewany w języku farerskim "Mánasegl" („Żagiel nadziei”) - nieco zimny, a czasem wręcz lodowaty utwór, z elektronicznym pogłosem, który brzmi niczym drugi wokal, co nadaje tej piosence futurystyczny akcent otaczający emocjonalną główną melodię.

„Let It Come” to pełna namiętności piosenka, w której dudniący, ale przytłumiony beat dosłownie płynie wraz z dynamicznym wokalem, nasuwającym chwilami mocne skojarzania z Björk.

W „Sleep On It”, oprócz wspomnianych wcześniej elektronicznych efektów dźwiękowych, usłyszymy bęben szamana oraz charakterystyczne okrzyki, które fantastycznie łączą się z główną melodią i nadają starofolkowy nastrój.

"Let It Come" opowiada o niepewności i odwadze, zaś "Sleep On It" o bezsenności i trudnych decyzjach. Eivør wybrała te dwie piosenki jako promujące wydawnictwo, ponieważ, jak sama podkreśla, od samego początku czuła, że w jakiś sposób pasują do siebie. Chociaż historie te opowiadane są z dwóch różnych perspektyw, to obie obracają się wokół idei niewiedzy, co cię czeka i w jaki sposób znaleźć spokój w tym chaosie niepewności. Opisują one także wewnętrzną walką w człowieku, gdyż są przedstawiane z punktu widzenia osoby dążącej do znalezienia swojej jedynej słusznej drogi. Jest to jednocześnie bardzo istotna opowieść o świecie i czasach, w których żyjemy.

„Hands” to tylko i aż delikatny głos Eivør z towarzyszeniem subtelnego brzmienia pianina i smyków. Jeden z najbardziej wzruszających momentów albumu i przecudownej urody piosenka miłosna, przy której nie uronić łez jest wielką sztuką…

Morning has come, alive and ready

Beside my love, fingers drawing

Letters on your skin, tongue-tied

Oh me, oh my, time is hanging

Safe from harm, steady your heart

And I am defenseless every time

 

Now hold me sweet, please

Wrap me in your hands

Don't ever leave me

Nothing like your hands

 

Lining out shapes of our bodies

Melting, begging

Take me back in, can't get enough

You take command, I'll be your lady

Heaven sent, love no other

Oh, mine is just enough

 

And hold me sweet, please

Wrap me in your hands

Don't ever leave me

Nothing like your hands

Oh, hold me sweet, please

Wrap me in your hands

Don't ever leave me

Nothing like your hands

"Nothing To Fear" to utwór, który porusza temat bezgranicznej miłości do kogoś takiego, jakim jest, pomimo jego błędów i wad. Uczuciem nie da się kierować racjonalnie, tego nie sposób zaplanować. Nigdy nie wiesz jak zareaguje twoje serce, co i kto sprawi, że opanuje twój umysł, ciało i dosłownie wszystko, to tego stopnia, że z tęsknoty nie będziesz w stanie złapać oddechu. A często jest tak, że właśnie te czyjeś błędy, trudne czy wręcz beznadziejne sytuacje, w których się odnaleźliście, sprawiają, że kochasz jeszcze bardziej…

"Truth" to także balladowa kompozycja o zgłębianiu tytułowej prawdy, której poszukiwania nigdy nie można zlekceważyć, nawet żyjąc w tym mrocznym, teraźniejszym świecie. Wszyscy w końcu stanowimy wspólnotę, czy tego chcemy czy nie, a ktoś na pozór dziwny i "obcy na ulicy" może okazać się niezastąpionym towarzyszem w ciemności.

W „Skyscrapers” Eivør nawołuje swoim śpiewem, jak również pokrzykiwaniami niczym nordycki wojownik do walki o samoświadomość, poczucie własnej wartości, godności oraz wychodzenia poza utarte ścieżki, które czasami mocno nas ograniczają.

Artystka zaprosiła na swój album także gości - w balladzie "Only Love" śpiewa w duecie z islandzkim piosenkarzem oraz autorem tekstów Ásgeirem Trausti. Rezultatem jest naprawdę piękna miłosna piosenka, gdzie głosy tych dwojga doskonale się uzupełniają.

„This City” dla odmiany brzmi złowieszczo i groźnie, przywołując klimatem triphopowe rejony znane z albumów Massive Attack i Portishead, na których elektroniczne bity zapraszają do tańca bez względu na to czy stoisz czy siedzisz.

„Patience” to piękno w czystej, nieskażonej postaci. Co ciekawe, słowa to tego muzycznego klejnotu zostały napisane przed wybuchem epidemii wirusa Covid i nie miały z tym nic wspólnego. Ale przez przypadek pasują teraz idealnie do obecnych czasów, w których bezustannie musimy czekać, mieć nadzieję, desperacko szukając właśnie cierpliwości, aby przejść przez wszystkie tak trudne chwile.

Patience, when did you become a stranger?

I hardly know you anymore

Patience, if only we could be together

Won't you come knocking on my door

 

I want to walk with you again

Even if I have to wait

I just want to walk with you again

Tell me it’s not too late

 

Patience, there's a shadow in the mirror

It's not who I want to be

Patience, I’ve seen you in my mother

She never lost her faith in me

 

I want to walk with you again

Even if I have to wait

I just want to walk with you again

Tell me it's not too late

 

Everything I thought I knew is fading in the sand

There's nothing left to hold on to

Every time I lose my ground and I reach out for your hand

I know no one else can save me now but you

 

I want to walk with you again

Even if I have to wait

I just want to walk with you again

Tell me it's not too late

Tell me it's not too late

„Stirdur Saknur” to kolejny duet, tym razem z norweskim wokalistą i kompozytorem Einarem Selvikiem - frontmanem zespołu Wardruna. Nie będzie zatem żadnego zaskoczenia, że usłyszymy w nim nordycko–folkowe oblicze artystki i nawiązanie do ludowych korzeni. Oczywiście taka współpraca może sprawić, że słuchacz może oczekiwać folkowej, tradycyjnej, romantycznej piosenki. I rzeczywiście, choć zaczyna się ona od takich właśnie elementów, to w miarę trwania porywający akcent nadaje piosence odświeżający aspekt wysoce emocjonalnego, zagadkowego ducha. W połączeniu z tekstem ten utwór sprawia, że serce zacznie krwawić, szczególnie kiedy usłyszymy wers "...Wszystko, co było, odeszło z Tobą..."

Tą niezwykłą płytę wieńczy niesamowita pieśń „Gullspunnin” zaśpiewana do słów wiersza napisanego przez farerskiego poetę, który nazywa się Marjun Syderbø Kjælnes. To wręcz psalm opisujący klimat ukochanego miejsca na terytorium Wysp Owczych, ale napisany z perspektywy kogoś, kto mieszka w Kopenhadze i zamierza powrócić w te swoje wytęsknione rejony – „Jeśli wrócisz do domu, zadzwoń do mnie. Drzwi mojego serca są szeroko otwarte. A pokój czeka na Ciebie"… A wszystko to wtopione jest we wręcz anielskie, nastrojowe dźwięki fortepianu i smyczków… Ten utwór autentycznie, jak zamknie się oczy, zabiera słuchacza w pełną wyobraźni podróż w te przecudne rejony naszego globu, nieskażone jeszcze destrukcyjną ręką człowieka…

Album „Segl” jest przepiękną harmonią różnych elementów i emocji. Szczery i podnoszący na duchu wokal Eivør stanowi główną atrakcję płyty, choć podejmuje czasem bardzo trudne i smutne tematy. Muzyczne elementy, takie jak elektronika i trip hop, a także płynna orkiestracja, oferują dynamiczny i wszechstronny pakiet urzekających emocji. Tempo kompozycji jest powolne, a jednocześnie kojące. Nic tu nie jest wymuszone, a z każdej piosenki płynie autentyczność i szczerość. Choć słowo folk pojawia się przy opisie wielu utworów, to zapewniam, że jest to jak najbardziej nowoczesny, wszechstronny i orzeźwiający swoją naturą album. Eivør wkłada w każdą kompozycję maksimum swoich nieprzeciętnych umiejętności wokalnych, osiągając szczyty wielobarwnych emocji, z maksimum sentymentu w kulminacyjnych chwilach. To niesamowite jak artystka ewoluowała w kierunku nowoczesnego stylu pisania piosenek, nie pozostawiając za sobą wrodzonej, wrażliwej, romantycznej natury. Polecam ten album każdemu, kto lubi muzykę najwyższej jakości, niezależnie od tego, czego słucha się na co dzień. Zachwycą się nim zwolennicy zarówno Björk, Kate Bush, jak i wszelkich innych gatunków muzycznych, gdyż stanowić będzie on prawdziwy diament w każdej kolekcji płyt.

W lipcu bieżącego roku Eivør wystąpiła specjalnie dla duńskiej królowej, która odwiedziła Wyspy Owcze. Za całokształt swojej twórczości, królowa osobiście odznaczyła wokalistkę Krzyżem Rycerskim „Riddarakross”.

A w ostatni weekend sierpnia Lady Eivør wystąpi podczas najsympatyczniejszego festiwalu muzycznego Ino Rock i jestem wręcz pewien, że oczaruje swoim głosem i charyzmą cały inowrocławski amfiteatr.

MLWZ album na 15-lecie