Kornmo - Fimbulvinter

Artur Chachlowski, Kornmo - Fimbulvinter

5 listopada wytwórnia Apollon Records wydała nowy, trzeci już w dorobku grupy Kornmo, album zatytułowany „Fimbulvinter”. Nie przypominam sobie wcześniejszych płyt tego zespołu, wiem tylko, że choć początki Kornmo to rok 2015, jednak działalność tej grupy jest wynikiem blisko 50-letniej przyjaźni i muzycznej współpracy Odd-Roara Bakkena (k) i Nilsa Larsena (bg). Kiedy ich dawny zespół Morild rozwiązał się (Morild pozostawił po sobie dwie płyty: „Time To Rest” (2010) oraz „Aves” (2013) – obie omówione na naszych łamach), chęć wspólnego tworzenia muzyki była tak silna, że obaj panowie postanowili kontynuować swoją współpracę, ale już pod innym szyldem.

Nils miał głowę pełną pomysłów, tematów i linii melodycznych oraz swój wierny instrument – gitarę Fender Jazz Bass. Odd-Roar dysponował domowym studiem, bogatym arsenałem pełnym gitar i instrumentów klawiszowych, syntezatorem Mooga, organami Korga, a także, a może raczej przede wszystkim, nienasyconą chęcią do grania i tworzenia. Skład ich nowego zespołu uzupełnił syn Nilsa, Anton J.R. Larsen, który gra na perkusji. Anton też wniósł do grupy coś od siebie. Nie tylko młodzieńczy entuzjazm i nowe pomysły, lecz także techniczną i cyfrową wiedzę niezbędną do prowadzenia domowego studia i ostatecznie stał się tym, który zajął się produkcją i miksem. Mieszanka doświadczenia i rutyny szybko dała efekt w postaci pierwszej płyty „Svartisen” (2017) oraz wydanej dwa lata później „Vandring”. Teraz ukazuje się album nr 3 – podobnie jak dwie poprzednie płyty w pełni instrumentalne, siedemdziesięciominutowe dzieło podzielone na 5 muzycznych części (najdłuższa to blisko półgodzinna kompozycja „Kjempene våkner”, niewiele krótsza, bo trwająca 19 minut z sekundami, jest „Dovre faller”) wypełnione instrumentalnym rockiem progresywnym, którego korzenie sięgają wczesnych lat 70., elementami muzyki ludowej, a wszystko to zagrane jest ze sporym naciskiem na melodykę. W efekcie wszystko to sprawia, że słuchając tej płyty odnosi się wrażenie jakby po uszy było się zanurzonym w pastelowej stylistyce spod znaku muzyki grupy Camel.

Każdy dźwięk wypełniający płytę „Fimbulvinter” inspiruje się naturą i nauką, zwłaszcza siłami natury, które ukształtowały ziemię w epoce lodowcowej. Stylistycznie muzyka Kornmo to klimatyczny symfoniczny prog o norweskim posmaku, mocno osadzony na syntezatorowych oldschoolowych brzmieniach vintage. Klimat budują dźwięki organów, podniosłe partie klawiszy, uroczyste nastroje i bogate, często wręcz monumentalne, aranżacje. Wszystko to daje dzieło kompletne (nawet na okładce płyty znajdziemy ewidentne odniesienia do tematyki będącej inspiracją dla muzyki), kontemplacyjne, wysmakowane i marzycielskie. Do słuchania ze słuchawkami na uszach. W skupieniu. Najlepiej w ciemności…

MLWZ album na 15-lecie