Fractal Mirror - Beyond Borders

Artur Chachlowski, Fractal Mirror - Beyond Borders

Fractal Mirror to działające od blisko 10 lat holendersko-amerykańskie przedsięwzięcie, o którym pisaliśmy już na naszych łamach przy okazji poprzedniej, wydanej w 2018 roku, płyty „Close To Vapour”. Zespół odrobinę zmienił się od tego czasu. Do Fractal Mirror powrócił Ed van Haagen (bas i dodatkowe wokale), a wraz z nim w składzie pojawił się znany brytyjski gitarzysta Gareth Cole (m.in. Tom Slatter Band, The Rube Goldberg Machine, One Sided Horse, Whitewater). Trzon grupy niezmiennie stanowią Leo Koperdraat (wokal i instrumenty klawiszowe) oraz perkusista Frank Urbaniak. Na wydanej w październiku ubiegłego roku płycie zatytułowanej „Beyond Borders” w charakterze gościa (tak zresztą było na wszystkich czterech dotychczasowych albumach) wystąpił znany z grupy Echolyn Brett Kull, który zaśpiewał w chórkach i zmiksował album, zaś produkcją i masteringiem zajął się nie kto inny, jak Larry Fast.

No i wyszedł z tego album nie tylko dobry, co bardzo dobry. Momentami ocierający się o perfekcję, szczególnie jeżeli mierzymy ją poziomem jakości muzycznych dźwięków w neoprogresywnej skali. Po tych wszystkich chwilach, jakie spędziłem z tym krążkiem na przełomie starego i nowego roku, moja prywatna ocena zahacza o jakieś 8, a nawet o 9 gwiazdek. Mamy na tej płycie udane kompozycje, wysoki poziom wykonawczy, wspaniałe ścieżki wokalne, świetne instrumentarium oraz mnóstwo wybornych pomysłów muzycznych zrealizowanych w finezyjny sposób. Gareth Cole okazał się świetnym dodatkiem do brzmienia Fractal Mirror. Jego gra na gitarze ożywia poszczególne  kompozycje. Dobrze, że do składu powrócił też Ed van Haagen. Jego linie basowe to absolutna radość dla uszu. W tle dodatkowe wokale (Brett Kull robi świetną robotę) są po prostu mistrzowskie. Zaś prawdziwą wisienką na torcie są monumentalne brzmienia melotronu, za które odpowiada lider i zarazem główny wokalista Leo Koperdraat.

Co na „Beyond Borders” oferuje nam grupa Fractal Mirror? Ten album to staromodny progres zagrany dostojnie, bez niepotrzebnego szaleństwa,  z wyraźnymi pokładami elegancji, a nawet, nie boję się tego określenia, z nutką muzycznego szlachectwa.

Album rozpoczyna się od instrumentalnego nagrania „Beyond” zdominowanego przez melotronowe brzmienia i przyjemne gitarowe dźwięki. Łagodnie wypływa z niego pierwsze prawdziwe magnum opus tej płyty - 17-minutowy, klasycznie epicki utwór „Ashes”. Znowu słyszymy tu mnóstwo melotronów i kilka świetnych partii gitar, a prowadzone w sposób meandryczny linie melodyczne tworzą sekcje układające się w rozbudowaną i złożoną z muzycznych klocków zgrabną całościową strukturę.

Potem mamy trzy nieco krótsze utwory: „Slip Away”, „Shadow Man” i „Kingdom Of The Lost”. I choć trwają ledwie po kilka minut, to ani na moment nie tracą one progresywnego charakteru. Jest to szczególnie widoczne w przypadku „Shadow Man”, który momentalnie przykuwa uwagę odbiorcy, a w finałowej części zachwyca porywającą partią syntezatorów, której nie powstydziłby się sam Tony Banks. Z kolei „Kingdom Of The Lost” posiada świetną harmonię wokalną zanurzoną w głębokiej  melancholii. Zresztą melancholia unosi się nad nową muzyką Fractal Mirror przez cały czas trwania płyty (osobom podatnym na takie posępne nastroje stanowczo odradzam słuchanie mocno dołującego, utrzymanego w Cohenowskim stylu, utworu „Slip Away”) . Lecz od czasu do czasu, niejako w przeciwwadze do tych posępnych i sentymentalnych klimatów, pojawiają się też subtelne i radośniejsze brzmienia, głównie za sprawą żywiołowych gitar  tworzących doskonały efekt i wzmacniających siłę uderzenia zespołu.

Po tych trzech wspomnianych wcześniej krótszych nagraniach nadchodzi czas na ostatni, szósty w tym zestawie temat – 12-minutową wielowątkową i wysmakowaną kompozycję „Borders”. I, podobnie jak umieszczone na początku płyty nagranie „Ashes”, zawiera ona lawinę świetnych instrumentalnych i wokalnych pasaży. Przez co stają się one wyróżniającym się fragmentem tego wydawnictwa.  W obu przypadkach ten dłuższy format daje zespołowi szansę na odpowiednie rozwinięcie pewnych muzycznych wątków, pojawienie się ciekawych tematów i sekcji, które  odpowiednio sparafrazowane, ozdobione i przerobione wielokrotnie powracają raz po raz podczas odtwarzania każdego z tych utworów.

Jeśli zsumujemy to wszystko razem, dochodzimy do wniosku, że mamy do czynienia z bardzo udanym albumem. Można narzekać, że wszystkie utwory utrzymane są w podobnym, powolnym i dostojnym tempie, ze stosunkowo niewielką dynamiką, że zespół gra jakby z lekko zaciągniętym hamulcem, że na dłuższą metę muzyka na nowej płycie Fractal Mirror może wydać się zbyt mroczna i przygnębiająca. Ale w tym szaleństwie jest metoda. Miękkie, staromodne brzmienia, magiczny klimat panujący na tej płycie i niesamowity, pozornie leniwy śpiew Koperdraata tworzą razem niezwykle udaną całość, która powoduje, że każdą minutę tej trwającej ponad trzy kwadranse płyty chłonie się z największą przyjemnością.

www.facebook.com/BadElephantMusic/

MLWZ album na 15-lecie