Eldovar - A Story Of Darkness & Light

Maciek Lewandowski, Eldovar - A Story Of Darkness & Light

Powiedzenie „wszystkie drogi prowadzą do Rzymu” w tym przypadku powinno zostać sparafrazowane i ta jakże znana metafora nieuniknionego losu, niezależnie od wybranej ścieżki, znajduje oto kolejny cel podróży – Berlin. Może nie do końca ten cel był wybrany świadomie, ale najważniejsze jaki przyniósł efekt…

Oto powstała w połowie 2000 r. w amerykańskim Massachusetts kapela Elder, specjalizująca się w stoner i progresywnym rocku, z powodu pandemii dosłownie utknęła w stolicy Niemiec. Z kwartetu, który został założony przez frontmana i wokalistę Nicka DiSalvo, gitarzystę i klawiszowca Michaela Risberga, perkusistę Georga Ederta oraz basistę Jacka Donovana, tylko ten ostatni pozostał w USA w związku z ograniczeniami związanymi z Covid. W Berlinie swoich amerykańskich przyjaciół postanowiło ugościć lokalne trio Kadavar, które to w ubiegłym roku wydało niezwykle dobrze przyjętą płytę pt. „The Isolation Tapes” i które także porusza się najczęściej po klimatach hard, stoner, prog i psychodelic rocka. Kadavar powstał dekadę później w porównaniu do Amerykanów. To berlińskie trio tworzą obecnie Christoph "Lupus" Lindemann – gitara i śpiew, Christoph "Tiger" Bartelt – perkusja oraz Simon "Dragon" Bouteloup – gitara basowa.

"Czas izolacji był bardzo intymny, przygnębiający i nie zachęcał do napisania kolejnego hardrockowego albumu, ot tak po prostu. W domu nie szukałem głośnych gitar ani ścian dźwięku. Wszystko stało się wręcz ciche, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz, aż do tego stopnia, że dźwięk prawie zniknął. Zaczynałem słuchać rzeczy, których zwykle bym nie słuchał, takich jak krople wody, kroki, ptaki lub wiatr..." – wspomina Lupus. Pandemia i jej konsekwencje przynoszą szereg, przeważnie nieprzyjemnych, skutków ubocznych. Ale ostatnimi czasy ta wyjątkowa sytuacja budzi nową perspektywę i kreatywność muzyków, szczególnie kiedy łączą się siły twórcze z kimś, kto w przypadku obu stron, wnosi szereg nowych pomysłów i tym samym przegania czarne chmury niemocy artystycznej, stagnacji i apatii.

Tak właśnie stało się w przypadku Kadavar oraz zespołu Elder. Najważniejsza była muzyka i efekt tej niezwykłej współpracy. Artyści nie tracili więc czasu na wymyślanie nawet zbyt oryginalnej nazwy tego projektu. W ten oto sposób powstał Eldovar, a rezultatem tego muzycznego aliansu jest niezwykły album „A Story of Darkness & Light", który ukazał się 3 grudnia 2021 roku nakładem wytwórni Robotor Records. Cały materiał nagrano podczas wspólnej sesji trwającej od marca do czerwca 2021r. Za produkcję, miksy oraz mastering odpowiada Tiger Bartelt. Zdjęcie na okładkę wykonał wspomniany już Christoph "Lupus" Lindemann, a ostateczną szatę graficzną zaprojektował Max Groundstroem.

Sekstet nagrał siedem doskonałych utworów, które elegancko poruszają się między klasycznym rockiem, w różnym natężeniu mocy, ze sporym progowym i psychodelicznym wpływem unoszącym się nad całością. Wszystkie te piosenki wykonane są na najwyższym poziomie, nie czuć tu żadnego efektu gry „na siłę”, a wręcz przeciwnie, pokazują one niezwykły potencjał obu zespołów z jak najlepszej strony.

Choć historia muzyki niejednokrotnie udowadniała, że efekt współpracy wszelkich „supergrup” bywał, delikatnie mówiąc, różnie oceniany, to w przypadku Kadavar i Elder tej obawy co do niskiej oceny nie ma absolutnie. Tutaj wręcz czuć i to od pierwszego do ostatniego akordu, że muzycy wymieniają się pomysłami, są twórczy i produktywni. Odkrywają swoje podobieństwa, łączą umiejętnie też i różnice, tworząc w efekcie magnetyzm godny podziwu.

„To, co zaczęło się jako pomysł, aby po prostu wspólnie jammować, stało się podróżą samą w sobie, a po miesiącach przekopywania się przez sesję, pisania i przepisywania części oraz opracowywania planu nie tylko improwizowanej płyty, ale także prawdziwego albumu koncepcyjnego, z dumą mogę powiedzieć, że dało to efekt, który zaskoczył nas samych” – wspomina ponownie Lupus.

Ten trwający klasyczne prawie 45 minut album otwiera kompozycja "From Deep Within” i już ona jest szczególnie interesującym przykładem dwoistości zespołów w akcji. To psychodeliczny połysk, gdzie cięższe riffy łączą się z mglistymi, łagodniejszymi momentami. Słychać tu ewidentnie inspirację rockiem lat 70., w którym gitary nawiązują ewidentnie do Pink Floyd. Ale to czerpanie z tej epoki ogranicza się tylko do tego co najlepsze. Sekwencje i tekstury z napędzającym środkowym segmentem, wskazują na bardziej złowieszczy, przywołujący zapewne izolację, kierunek.

"In The Way" oparty jest na akustycznej strukturze, która sprawia, że nasze myśli i skojarzenia dryfują gdzieś w okolice czasów dominacji dzieci-kwiatów lat 60., a także akustycznych utworów z wczesnych płyt rodzącego się wtedy progresywnego rocka. To kolejna dobrze skrojona piosenka, spokojniejsza najwyraźniej od poprzedniczki. Brzmi tak jak inspirowany folkiem utwór Led Zeppelin, z bogatą podróżą poprzez ekscytujące pejzaże dźwiękowe.

Trzeci na liście to absolutny muzyczny killer! "El Matador" to totalnie przyjemny kosmiczno-progresywny odjazd! Utrzymany w balladowym tempie z chwytliwym, niemal radiowym refrenem. Wspaniała i delikatnie pulsująca kompozycja opowiadająca o zmieniającej świat… miłości. Jak wspominają muzycy, ta piosenka najbardziej ewaluowała podczas sesji, aby przybrać ostateczną wersję, okraszoną gościnnym udziałem Kristofa Hahna z kultowego zespołu Swans, z jego charakterystyczną gitarą stalową. Do tego małego arcydzieła, powstał niezwykle sugestywny teledysk w reżyserii Ismaela El Iraki – francusko–marokańskiego filmowca, cudem ocalałego z ataku terrorystycznego w Bataclan w Paryżu w listopadzie 2015 roku. Zobaczymy w nim sceny z filmu „Zanka Contact”, który został zainspirowany tym traumatycznym przeżyciem El Irakiego i jego powrotem do zdrowia po tym, jak znalazł się w samym środku horroru. Film ten spotkał się z niezwykłym przyjęciem na festiwalu filmowym w Wenecji w 2020 roku, gdzie jego bohaterka, Khansa Batma, zdobyła nagrodę dla najlepszej aktorki, a sam obraz został wytypowany do prezentacji na kolejnych sześć międzynarodowych festiwali. Jest to historia gwiazdy rocka Larsena Snaka, który powraca do swojej rodzinnej Casablanki, gdzie spotyka Rajae, dziewczynę z ulicy o złotym głosie. Oboje szaleńczo zakochują się w sobie, ale ich namiętność szybko zostaje opanowana przez ich traumatyczną przeszłość i para wyrusza na pustynię, aby uciec przed własnymi demonami…

Eldovar w "El Matador" przywołuje genialnie swoją muzyką te wszystkie obrazy i kolory, uczucia i doznania. Ich dźwięki to halucynacje i czyste czary. To tutaj ci najbardziej prawdziwi artyści nie boją się sięgnąć do wewnętrza i wyruszyć w podróż do najciemniejszych głębin swoich dusz. A to co prezentują to hipnotyzująca muzyka z dopasowanymi poetyckimi tekstami, łącząca głęboko eksperymentalne brzmienie i niezapomniane riffy. Absolutny majstersztyk i mój oboisty nr 1 z całej płyty.

Nieco odpoczynku i oddechu przynosi instrumentalny, eteryczny, niesiony głównie przez syntezatory, niespełna trzyminutowy przerywnik - "Rebirth Of The Twins", będący jednocześnie wprowadzeniem do piątego utworu na albumie - „Raspletin". To instrumentalny numer niezwykle urozmaicony za pomocą spotkania psychodelicznych pasaży z dawką wzorcowego rock'n'rolla. Nad jego medytacyjnym nastrojem swoistą pieczę stanowią perkusiści, którzy również mają coś do udowodnienia. Solo gitarowe stopniowo kołysze się w górę i w dół, symbolizując tym samym nie tylko spokój i wyciszenie, ale także tajemniczy niepokój i zamieszanie.

Nr 6 na płycie to ponad jedenastominutowy kolos, wręcz hymn - "Blood Moon Night". To tutaj jak na dłoni widać i słychać dobitnie geniusz połącznia brzmienia Eldera i Kadavara. To naprawdę dostojna i harmonijna kompozycja, nieco przypominająca brzmienie samych Beatlesów. Króluje w niej gitarowy motyw, który kontroluje całą gamą nastrojów. od tych spokojnych, refleksyjnych, by nagle wręcz wybuchnąć i sprowadzić słuchacza z marzycielskich obłoków z powrotem na twardą, niczym beton, ziemię. Te eksplozje emocjonalne są niczym wyrzucenie z siebie swego rodzaju gniewu i całej frustracji związanej z izolacją. Całość przypomina idealnie kontrastujący świat myśli podczas długich dni lockdownu i nadaje piosence, niczym na obrazie, stosowną warstwę farby, tylko po to, aby pod koniec dostosować się do cichego podstawowego tonu albumu.

Płytę wieńczy uroczy utwór „Cherry Trees" stanowiący niezwykłe, bajkowe wręcz zakończenie… Przyjemne ciepłe tony fortepianu prowadzą cały utwór, a kilka pięknych przerywników wokalnych sprawia, że znów optymistycznie patrzymy w przyszłość po tej emocjonalnej przejażdżce rollercoasterem. Piękna kulminacja tej nadzwyczajnej płyty.

"A Story Of Darkness & Light" to uduchowiony i niezwykle intymny album. Wydaje się dosłownie grającym na całej klawiaturze emocjonalnego świata w tym trudnym czasie. Wzajemne oddziaływanie dwóch zespołów, czy wręcz mikrokosmosów, tworzy dźwięki, które prawdopodobnie nigdy by nie powstały oddzielnie od siebie. Spontaniczność nadaje tej płycie czegoś magicznego i dodaje nieoczekiwanie nowe odmiany emocji, stylów do i tak już szerokiej gamy umiejętności obu zespołów.

Symbioza dwóch ekscytujących grup spotykała się z wolnością i czasem, aby zwyczajnie i naturalnie pozwolić wszystkiemu płynąć i zobaczyć, co z tego wyjdzie. Sesja nagraniowa szybko stała się bardziej chemią, niż tylko zwykłym jammowaniem. Na prostym motywie własnych przeżyć, lęków i obaw sześciu muzyków zbudowało swój własny świat, aby odreagować, aby powrócić do wymarzonej normalności. I choć czasem utwory przynoszą trudniejsze dźwięki, to finalnie pozostaje mistyczna, niezwykle osobista muzyka. A jeśli dryfowanie w sferach psychodelicznych nie zawsze jest czymś pozytywnym, to w efekcie album finalnie zachowuje swój pełen nadziei ton.

Być może takie wspaniałe projekty będą mogły być kontynuowane również po tych ciężkich dniach, o których wszyscy marzymy, by odeszły w zapomnienie jak najszybciej. Świat muzyczny z pewnością ma na to wystarczająco dużo miejsca. W przeciwnym razie pozostaje nam zawsze czekać z wypiekami na twarzy i z wielką niecierpliwością na kolejne płyty tych niezwykłych zespołów, jakimi z pewnością są Elder i Kadavar…

MLWZ album na 15-lecie