Vast Conduit - Always Be There

Olga Walkiewicz, Vast Conduit - Always Be There

Bill Jenkins – pianista, klawiszowiec, kompozytor, którego wiele osób kojarzy z ostatnią odsłoną grupy Enchant, to artysta penetrujący różne gatunki muzyki od klasyki, przez jazz do progresywnych głębin. Zawsze jest żądny nowych doświadczeń i z ogromnym szacunkiem odnosi się do wiedzy innych. Nawet tych, którzy mogliby się uczyć od niego. To niezwykle barwna postać, przenikająca swoją ciekawą osobowością świat Melpomeny w każdym jego wymiarze. Pamiętam naszą pierwszą rozmowę - niezwykłą, zakradającą się do krainy muzyki Mozarta, piękna jego sonat, zasadzek interpretacyjnych, esencji ich filigranowej lekkości i estetyki przekazu. To niezwykłe doświadczenie obcować z kimś tak błyskotliwym i utalentowanym, pełnym pomysłów i pozytywnej energii. Te wszystkie wartości potrafi przetransponować na język dźwięków, stworzyć portfolio swoich wizji i połączyć je z bukietem wspomnień.

Vast Conduit to projekt, który stworzył wraz z pięciorgiem wytrawnych muzyków, do których należą : Michael Harris (Thought Chamber) - gitara, Will Jenkins (Ghost And The City, Great Wall) - perkusja, Jeff Plant (Throught Chamber) - bas, Jim Hurley (Trans-Siberian Orchestra) - skrzypce oraz Friel - wokal. „Always Be There” to debiutancki album Vast Conduit, który miał swoją premierę 16 lutego 2022r. Zawiera godzinę znakomitej muzyki oscylującej w przestrzeni, gdzie spotykają się ze sobą rock progresywny, jazz fusion i hardrockowe nuty. Stylistyczna płynność, przenikanie się poszczególnych elementów i wyobraźnia, torują sobie drogę wśród ogromu barw i klimatycznej różnorodności. Kompozytorem całego materiału jest Bill Jenkins ze współudziałem Suzanny Spring (utwór „Barrier”), Douga Otta („EndlessDays”) i Betsy Walter („500 Miles”). Warstwa liryczna porusza problem relacji rodzinnych, pełnych skomplikowanych emocji i uczuć, które ścierają się z rzeczywistością i z realiami współczesnego świata wystawiającego na próbę nasze największe wartości i ideały.

Album rozpoczyna dźwięczna, klawiszowa sekwencja wprowadzając w zmieniającą się niczym w kalejdoskopie aurę utworu „Barrier”. Jazzowa improwizacja i wielowarstwowa budowa daje efekt niekończącej się opowieści. Jej wartką akcję wzmacnia przepiękne połączenie chórków z fortepianem, który pomimo, że akompaniuje wokalom, jest prawdziwym bohaterem tej kompozycji. Z kolei w instrumentalnym „Soul Tuck” zadziwia gitara nadająca pędu i motorycznego powabu – lekkiego i delikatnego jak piórko gołębia. Tytułowa kompozycja „Always Be There” spaja ze sobą pasaże rozbiegane po czerni i bieli klawiszy, z dźwięcznym głosem Friela i gitarowymi jazdami. „Endless Days” to mój faworyt. Kryształowe brzmienie fortepianu z czasem przechodzi w szepcące tło, aby podkreślić soczysty wokal i malownicze pociągnięcia smyczka dzierżonego w dłoni Jima Hurleya. Jest tu niezmiernie ciekawa linia basu, żyjąca swoim metafizycznym bytem. Jazzowy feeling zakroplony nutą improwizacji wyłania się ze zdwojoną siłą w „Too Busy”. To jedna z najbardziej pozytywnie zakręconych kompozycji na płycie. Szczególnie w zestawieniu z kontrastującym, przebojowym kawałkiem, jakim jest „Odessa”, czy melodyjnym i smakowitym - „500 Miles”. W „Philly Etymology” króluje zmysłowa trąbka, na której gra występujący tu gościnnie brat Billa - Tom Abraira. Poza nim mamy jeszcze wizytę Manona Roema, który ubarwił swoim głosem utwór „Barrier”, a w „Wesley Save Us” pojawia się dziecięcy głosik, którego właścicielką jest Jessica Jenkins. Natomiast w „Early Eclipse” mamy przyjemność usłyszeć grającego na gitarze Berta Lamsa z California Guitar Trio oraz śpiewająca w tym jednym utworze Betsy Walter. Po instrumentalnym ”Of a Father”, następuje energiczny utwór„Wesley Save Us”, który zamyka to wydawnictwo.

Album jest znakomicie nagrany, a bogactwo brzmień i ciekawe aranżacje potwierdzają ogromny potencjał muzyków spod znaku Vast Conduit. Płyta została wydana w czterdziestą rocznicę śmierci ojca Billa Jenkinsa i jest na niej mnóstwo nawiązań do jego filozofii życiowej i podejścia do otaczającej rzeczywistości. Sporo zadumy i wspomnień wplecionych ukradkiem pomiędzy słowa i dźwięki. Ale to muzyka jest głównym sprawcą niepokoju w sercu, jej siła i niepokorne piękno. To, co sprawia, że nawet chmury zastygają w bezruchu i łza spływa ukradkiem po policzku…

MLWZ album na 15-lecie