Schwarz, Nerissa - New Eyes For Laika

Artur Chachlowski, Schwarz, Nerissa - New Eyes For Laika

Nerissa Schwarz – artystka, która jest jednym z filarów niemieckiej grupy Frequency Drift (recenzja ostatniej, wydanej w 2018 roku, płyty „Letters To Maro” znajduje się pod tym linkiem) wydała solowy album „New Eyes For Laika”.

To już drugi solowy krążek tej artystki, dla której głównym instrumentem jest elektryczna harfa. „New Eyes for Laika” to sekwencja dziewięciu ciekawych instrumentalnych kompozycji, oscylujących między światłem a cieniem, jednocześnie pobudzając wyobraźnię słuchacza swoimi brzmieniowymi nieoczywistościami oraz wciągającymi aranżacjami.

Twórczość Nerissy broni się przed kategoryzacją. I dlatego też mam spory problem z opisaniem jej muzyki. Nie będę skupiać się nad poszczególnymi utworami, gdyż stanowią one jedną, nierozerwalną całość. Jako że to wyłącznie instrumentalna muzyka, klimat jaki panuje na tym wydawnictwie prowokuje wręcz do tego, by każdy odbiorca puścił wodze fantazji i wyobraźni. Ale warto wiedzieć, że nowy album Nerissy został zainspirowany ambiwalentnym motywem samoświadomej sztucznej inteligencji. Najlepiej wyjaśnia to sama zainteresowana tak tłumacząc znaczenie tytułu swojej płyty: „Zawsze fascynowało mnie wyobrażanie sobie, jak pewna forma sztucznej inteligencji, gdyby kiedykolwiek powstała w przyszłości, postrzegałaby swoje otoczenie? W jaki sposób miałaby z nami współdziałać i jak traktowalibyśmy taką ‘czującą’ istotę? Mój album, jego tytuł oraz szata graficzna obracają się wokół tematu ‘sztucznych’ oczu, a w konsekwencji patrzenia na pewne rzeczy w inny sposób. Myślałem, że imię „Łajka” jest odpowiednia ze względu na to, co oznacza – rzekomo był to pionierski akt, ale w zasadzie eksploatacja innej formy życia w kompletnie innych warunkach”.

Brzmienie albumu opiera się na innowacyjnych dźwiękach harfy grającej na tle muzycznych plam tworzonych przez fortepian i kosmicznie brzmiące syntezatory, a czasami organy i nawet, o ile moje mało wprawne ucho się nie myli, melotron. Artystce trzeba oddać to, że potrafi wykreować niebywałą atmosferę utkaną splotem delikatnych pociągnięć wirtualnych strun, tworzących sugestywne tekstury, piękne melodie i subtelną zawiłość rytmiczną. Aż trudno uwierzyć jak wiele pięknych i magicznych dźwięków może wydobyć się z harfy.

Poszczególne utwory, a jest ich w programie tego krótkiego, bo trwającego niewiele ponad pół godziny albumu dziewięć, są równocześnie głęboko emocjonalne oraz wymagające skupienia i uwagi w trakcie słuchania. To kawał wyrafinowanych, a zarazem wysmakowanych brzmień. W sam raz dla koneserów ambitnej muzyki, którzy szukają czegoś z jednej strony relaksującego, a z drugiej - pobudzającego wyobraźnię.

Drugi solowy album Nerissy Schwarz ugruntowuje jej pozycję jako artystki odważnej i wykraczającą ponad wszelkie gatunkowe definicje, a przy tym niesamowicie utalentowanej kompozytorki i świetnej wykonawczyni (gra praktycznie na wszystkich słyszanych na płycie instrumentach; jedynie jej kolega z Frequency Drift, Andreas Hack wspomaga ją od czasu do czasu na instrumentach klawiszowych). Ale co chyba najważniejsze, chociaż na albumie jest sporo partii syntezatorów, większość wysublimowanych i przestrzennych dźwięków została wykonana na harfie.

Najkrótsze podsumowanie płyty „New Eyes For Laika”? Nerissa Schwarz to taki współczesny Andreas Vollenveider w spódnicy. Lecz jako muzyk-kompozytor o wiele bardziej wyrafinowany.

MLWZ album na 15-lecie