Pinn Dropp - …Calling From Some Far Forgotten Land EP

Tomasz Dudkowski, Pinn Dropp - …Calling From Some Far Forgotten Land EP

Na początek trochę historii. Najpierw była cyfrowa EP-ka (wydana w formie przenośnej pamięci) „ReVerse, Re:Treat, Re:Unite” (2017), dzięki której Pinn Dropp (Piotr Sym – gitary, instrumenty klawiszowe, Mateusz Jagiełło – wokal, bas, instrumenty klawiszowe i Dariusz Piwowarski – bębny, gitara) zagościli w świadomości słuchaczy jako obiecujące zjawisko na scenie progrockowej. Swoją pozycję ugruntowali, bardzo dobrze przyjętym, albumem „Perfectly Flawed”, wydanym już jako kwartet (do składu dołączył basista Paweł Woliński) rok później. W międzyczasie grupa rozpoczęła działalność koncertową poszerzając line-up o klawiszowca Bartka Kosińskiego. Nastąpiła też zmiana na stanowisku bębniarza – Piwowarskiego zastąpił Zoran Krecho. W tym składzie formacja rozpoczęła przygotowania do nagrania kolejnego krążka. Żeby jednak przerwa wydawnicza nie była zbyt długa postanowiono uprzyjemnić oczekiwanie coraz liczniejszemu gronu fanów i wydać „przystawkę przed daniem głównym” w postaci czteroutworowego minialbumu zatytułowanego „…Calling From Some Far Forgotten Land”. Jego premiera w wersji cyfrowej miała miejsce tuż przed ubiegłorocznymi Świętami Bożego Narodzenia. Na krążku CD debiutował podczas Marillion Weekend 2022 w kwietniu, gdzie zespół wystąpił przed gwiazdą wieczoru ostatniego dnia imprezy. Po raz kolejny nastąpiły roszady w składzie. Krecho sprawdził się jako bębniarz koncertowy, jednak przy pracy w studio już tak dobrze nie było. Gościnnie na płycie zagrał muzyk grupy Echorec, Jake Aubrey. Współpracował on wcześniej przy nagrywaniu solowego projektu Kosińskiego. A jeśli chodzi o tego klawiszowca, to fakt, że mieszka on w Wielkiej Brytanii mocno utrudniał prace i w trakcie nagrywania materiału drogi jego i reszty zespołu rozeszły się, a na jego miejsce przyjęty został (wcześniej będący „zastępcą” Bartka) Mirek Skorupski (White Highway, Soundforged, Polish Metal Alliance, King of Rock'n'Roll - Ronnie James Dio Memorial). Na albumie słychać partie instrumentów klawiszowych w wykonaniu obu muzyków. Na koniec dodam, że na koncertach grupę wspiera perkusista Kuba Mikulski (Roan), który kilka tygodni temu został oficjalnie jej członkiem, co sprawiło że aktualnie Pinn Dropp jest kwintetem.

Przejdźmy zatem do zawartości trwającego 24 minuty wydawnictwa. Rozpoczyna się od krótkiego, mrocznego utworu „The Call”, w którym na klawiszowo – gitarowym tle cytowany jest fragment wypowiedzi Carla Gustava Junga na temat projekcji cienia. Pełni on w zasadzie rolę intro do, umieszczonej na drugiej ścieżce, pieśni „Vortex”. Ta zaczyna się zdecydowaną partią pianina, do którego dołączają soczysty bas, mocna gitara i dynamiczna perkusja. Nie brak tu także interesującego sola na gitarze, a całość spina swoim wokalem Jagiełło, którego wsparł Woliński skandujący w refrenie wers „Rise up, be set free”. Tytułowy wir to stan, w który dajemy się wciągać lub wciągamy kogoś innego. Może on mieć znaczenie pozytywne lub, wręcz przeciwnie, może być synonimem upadku. Dodam, że to właśnie fragment zaczerpnięty z warstwy lirycznej tego utworu dał tytuł całemu wydawnictwu.

Na ścieżce nr 3 umieszczono, najdłuższy w tym zestawie (prawie 9 minut, ale cóż to znaczy przy trwającym 14 minut utworze „Cyclothymia”,czy 21-minutowym nagraniu tytułowym z długogrającego debiutu) utwór „Cluster”. To prawdziwy progrockowy majstersztyk! Podzielona na trzy części kompozycja niesie ze sobą wszystko czym powinno charakteryzować się solidne progrockowe granie. Zaczyna się spokojnie, z subtelną gitarą, która współgra z delikatnym fortepianem i melodyjnym basem oraz czaruje charakterystycznym wokalem. Potem robi się bardziej podniośle z ciekawymi orkiestracjami, wciągającym refrenem i interesującym, acz krótkim solem na klawiszach. W drugiej części zachwyca chóralnym śpiewem, opartym na wciągającej melodii, poprzedzonym bardziej dynamicznym intro z niebanalną partią perkusji. Trzecia odsłona to znów nastrój balladowy z subtelnie przetworzonym wokalem, wysuwającą się na czoło gitarą basową i obiecująco zaczynającą się solówką, która nie wiedzieć czemu, została bardzo szybko wyciszona, kończąc tym samym tę bardzo udaną pieśń.

Na finał otrzymujemy, utrzymany w podobnym nastroju do poprzedniego, utwór „Always Here”. Czaruje partiami fortepianu, wyrazistym basem, melodyjną gitarą oraz gościnnym udziałem skrzypaczki, Natalii Żebrowskiej (z którą potem kilkukrotnie zespół wystąpił na żywo, a jej partie wzbogaciły nie tylko opisywane nagranie). Tekst jest interpretacją historii zawartej w „Księdze Judyty” i dotyka tematu miłości Holofernesa do rzeczonej Judyty, dla której (dosłownie) stracił głowę…

“She hits the road

She needs no crown

She is a star

A queen of town

 

With lips so hot

And blood so cold

Who lives by sword

Dies by the sword

….

She comes

Her eyes are shining

Tonight she's in my bed

She hold my sword

It's shining

Feel like I've lost my head”

Teksty do dwóch ostatnich nagrań napisał Mateusz Jagiełło i zarówno w „Cluster”, który opowiada o wyjściu Izraelitów z Egiptu, jak i w cytowanym powyżej „Always Here” słychać inspiracje Biblią. Natomiast słowa do „Vortex” napisał Piotr Sym i tu widać z kolei większą fascynację ludzką psychiką. Czyli nadal w lirykach zespołu dominują tematy dotyczące teologii, humanizmu i psychologii, co podkreślają w wywiadach sami muzycy.

Co jest największym atutem tego krótkiego krążka? Na pewno bogactwo zapadających w pamięć melodii. Bo choć i na debiucie było ich sporo, tak tu kompozycje Syma i Wolińskiego wraz z liniami wokalnymi Jagiełły aż skrzą się od nich. Może nie jest to najbardziej oryginalny materiał, w nagraniach słychać fascynacje grupy szczególnie wczesnym Marillion, nieobce są też echa dokonań choćby Pendragon, czy IQ, ale nie jest to bynajmniej zarzut. Taka muzyka tkwi w muzycznym DNA zespołu, przez co sposób jej przedstawienia jest jak najbardziej autentyczny. Po prostu Pinn Dropp, korzystając z najlepszych wzorców, przedstawia własną wizję progrockowego grania. Dodatkowo mając w składzie tak charakterystycznego (i charyzmatycznego) wokalistę bez problemu wnosi do wspomnianego nurtu swój niepowtarzalny znak jakości.

Jako, że nagrania pojawiły się pierwotnie pod sam koniec ubiegłego roku to w niektórych muzycznych podsumowaniach AD 2021 znalazło się już dla nich miejsce. Jednak biorąc pod uwagę, że w formie fizycznej (jesienią wydawnictwo ma też ukazać się na czarnym krążku) światło ujrzało już w tym roku, to polecam Państwu zwrócenie uwagi na „…Calling From Some Far Forgotten Land” także i w tegorocznych plebiscytach, bo z pewnością na to zasługuje. A jeśli wszystko ułoży się po myśli grupy, to o pozycje na nich będzie walczył z pełnowymiarowym albumem numer dwa, nad którym muzycy aktualnie pracują. Osobiście bardzo na niego czekam, gdyż ten minialbum skutecznie podsycił apetyt na kolejne dzieło Pinn Dropp.

MLWZ album na 15-lecie