Marillion - Distant Lights

Tomasz Dudkowski, Marillion - Distant Lights

To już taka świecka tradycja. Co dwa lata (choć ostatnio był wyjątek, z wiadomego powodu) odbywają się Marillion Weekend w różnych miastach Europy i Ameryki. Część z tych występów jest rejestrowana z myślą o pamiątkowych wydawnictwach audio-video. Nie inaczej rzecz miała się z edycją, która odbyła się w roku 2019. Wówczas zespół wystąpił ze swoimi trzydniowymi koncertami w Port Zélande (Holandia), Łodzi (Polska), Leicester (Wielka Brytania), Montrealu (Kanada) i Lizbonie (Portugalia). Podczas pierwszego w tych wydarzeń zebrała się ekipa filmowa pod dowództwem nadwornego reżysera koncertowych wydawnictw grupy, Tima Sidewella, by zarejestrować przy pomocy kamer show brytyjskiego kwintetu.

Na efekt prac dowodzonego przez Sidewella, teamu Toward Infinity przyszło nam tym razem poczekać aż trzy lata, a wydawnictwo (adekwatnie) zatytułowane „Distant Lights” swoją premierę miał podczas drugiego z tegorocznych Weekendów, w Szwecji (20-22.05., niestety, opóźnienia produkcyjne nie pozwoliły, by zestaw dostępny był już w Łodzi na początku kwietnia). Przyczyną wydłużonego procesu produkcji, była też konieczność skupienia się zespołu na pracy nad płytą „An Hour Before It’s Dark”, która miała najwyższy priorytet. Nie bez znaczenia była też przykra sytuacja, jak dotknęła reżysera, mianowicie skradziono mu część sprzętu, w tym twarde dyski. Na nich znajdowały się nagrania z piątku i soboty, które zostały bezpowrotnie stracone. Na szczęście wcześniej zdecydowano się by zarejestrować jeszcze piątkowy występ w Leicester i to właśnie ten koncert oraz niedzielny show z Port Zélande stanowią zawartość wydawnictwa.

Inną tradycją marillionowych Weekendów jest wykonywanie w całości na żywo materiału z wybranej płyty studyjnej (lub dwóch). Wydany w pudełku typu jewel case/fat box czteropłytowy zestaw zaczynają dwa dyski z zapisem występu zamykającego weekend w Holandii. 24 marca na scenie CenterParcs zespół zaprezentował materiał z albumu „Happiness Is The Road”, a dokładnie z jego pierwszej części, zatytułowanej „Essence”. Choć zaczyna się od utworu znajdującego się na pierwszej ścieżce studyjnej płyty numer dwa („The Hard Shoulder”), czyli nagrania „The Man From Planet Marzipan”. Oglądając zapis wizyjny koncertu, widzimy, że początkowo na scenie nie ma Steve’a Hogartha, a tekst „śpiewa” tytułowy przybysz z „marcepanowej” planety. Po tym wstępie ze sceny zaprezentowano utwory z pierwszego dysku albumu z 2008 roku. Najciekawsze fragmenty? Biorąc pod uwagę, że wersje koncertowe niespecjalnie różnią się od tych studyjnych, to tradycyjnie na największe uznanie zasługuje nagranie „Happiness Is The Road”, z chóralnie zaśpiewanym tytułem (nawet już po wybrzmieniu pieśni).

W 2019 roku grupa świętowała 30-lecie występowania w niezmienionym składzie, tyle bowiem minęło odkąd do zespołu dołączył Hogarth. W związku z tym każdego wieczoru podczas Weekendów prezentowano nagrania z czterech płyt wydanych przez kwintet Hogarth – Rothery – Kelly – Trewavas – Mosley. Zatem, oprócz materiału z „Essence” i kilku fragmentów z „The Hard Shoulder” (oprócz „The Man From Planet Marzipan” zaprezentowano także singlowy „Whatever Is Wrong With You” ze zmienioną solówką gitarową oraz zamykający album „Real Tears For Sale”), możemy wysłuchać reprezentantów albumów „Somewhere Else” („No Such Thing”, a także nagranie tytułowe, które dla mnie jest zdecydowanie najciekawszym fragmentem albumu z 2007 roku) i „Sounds That Can’t Be Made” („Invisible Ink” oraz piękny „The Sky Above The Rain”). Z płyty, która była wówczas najnowszą („F.E.A.R.”) wybrano tylko ostatnią część suity „The Leavers”. Nagranie „All One Tonight” od roku 2017 zwykło kończyć występy grupy. Tu wieńczyło cały Weekend. Kilkukrotnie odśpiewany wraz z publicznością wers „We come together” oraz popis tejże po zakończeniu występu (chóralnie zaintonowana melodia z gitarowego sola) zawsze przyprawiają o ciarki stanowiąc wspaniały finał trzydniowego święta fanów grupy. Choć patrząc na setlistę holenderskiego koncertu #3 możemy zauważyć, że po tym fragmencie albumu „F.E.A.R.” nastąpił jeszcze jeden bis w postaci wykonanego wraz z legendarną grupą Focus utworu „Hocus Pocus”. W programie płyty pominięto też inny cover, tym razem z repertuaru… Britney Spears („Toxic”). Dodam, że w polskiej odsłonie na bis wykonano piosenkę „Hooks In You” i jedyny song podczas Weekendu z „rybnych” czasów - „Slainthe Mhath”.

Pozostałe dwa dyskiwydawnictwa zawierają zapis otwierającego brytyjski Weekend koncertu w De Montfort Hall w Leicester, 26. kwietnia 2019 roku. Skoro w niedzielę prezentowano nagrania z czterech (wówczas) najnowszych płyt, to setlista piątkowa musiała zawierać utwory z pierwszych albumów z Hogarthem, które równocześnie były ostatnimi nagranymi dla koncernu EMI.

Odwołam się znów do wersji filmowej wydawnictwa. Ta część rozpoczyna się symbolicznie – podczas pierwszych taktów otwierającego płytę „Seasons End” nagrania „The King Of Sunset Town” na ekranie widzimy portrety muzyków z roku 1989, które następnie płynnie zmieniają się w aktualne zdjęcia członków grupy. Idealny wstęp do tego, co będzie się działo podczas całego Weekendu AD 2019. Jako drugi usłyszeliśmy utwór „The Bell In The Sea”, który pierwotnie ukazał się na stronie B singla „The Uninvited Guest”. Moim skromnym zdaniem nie ustępował on w niczym stronie A, a nawet był ciekawszy, jednak to właśnie „Nieproszony gość” znalazł się ostatecznie na albumie. Inna sprawa, że w wersji koncertowej sprawdza się on znakomicie, dając możliwość do wspólnego z publicznością śpiewania, a wokaliście do zaprezentowania muzycznych gadżetów, w postaci „grającego kija do krykieta”, czy też „magicznych rękawiczek”, dzięki którym można grać np. na szybie jak na klawiaturze. Właśnie ten drugi patent był wykorzystany podczas opisywanego wieczoru. Set z „Seasons End” zakończyło przepiękne nagranie tytułowe z cudowną solówką Rothery’ego i klawiszowym duetem Hogarth – Kelly. Najliczniej reprezentowana podczas piątkowego występu była płyta, jedna z najbardziej kontrowersyjnych w dyskografii zespołu, „Holidays In Eden”. Z dziesięciu zawartych na niej ścieżek w setliście znalazło się ich aż siedem. Rozpoczyna się jak w wersji studyjnej, od fantastycznego nagrania „Splintering Heart”, którego pierwsza część jest zaśpiewana przez Steve’a H. pośrodku publiczności (konkretnie na balkonie De Montfort Hall). Następnie zespół zagrał finał w postaci trzech połączonych utworów „This Town / The Rakes Progress / 100 Nights”. Niestety zespół zdecydował się przedstawić także, najsłabszą w mojej opinii, piosenkę tytułową. Set uzupełniły dwa singlowe nagrania, „Dry Land” i „Cover My Eyes”. Szczególnie drugie z nich to prawdziwy koncertowy killer pozwalający wyszaleć się wokalnie publiczności. Po tej dawce energii widzowie mogli się wyciszyć przy dźwiękach puszczonego z taśmy utworu, szóstego członka Marillion, producenta Michaela Huntera. Temat „River” był wykorzystywany już wcześniej jako intro przed prezentacją albumu „Brave”. Tu zapowiadał on set złożony z otwierającego klasyk z 1994 roku, wspaniałego trio „The Bridge/ Living With The Big Lie/ Runaway”, tradycyjnie zagranego w większości solo przez wokalistę „The Hollow Man” i onirycznego „Brave”. Fragment ten pozwolił na wyciszenie się fanów zgromadzonych na widowni, którzy mogli odpłynąć przy subtelnych dźwiękach. Prezentacja nagrań z ostatniego albumu nagranego dla EMI, „Afraid Of Sunlight” przyniosła drastyczną zmianę nastroju. Dynamiczny utwór „Gazpacho” i, szczególnie, następujący po nim, „Cannibal Surf Babe” emanowały energią. Przyznaję, że nie przepadam za tą drugą piosenką, uznając ją za jedną z najsłabszych w całej karierze grupy (i zapewne nie jestem w tym odczuciu osamotniony), jednak towarzysząca jej wizualizacja przedstawiająca bawiących się w takt muzyki członków zespołu przywołuje uśmiech na twarzy i powoduje, że jej odbiór jest przez to zdecydowanie mniej bolesny, ale do tego trzeba włączyć „wersję z obrazkiem”. Jako trzeci przedstawiciel płyty z 1995 roku wybrzmiał z kolei jeden z mocniejszych jej punktów, czyli finałowy „King”. Przejmująca pieśń o zgubnym wpływie sławy kończyła także zestaw przygotowany na piątkowy wieczór, a tym samym zamyka wydawnictwo „Distant Lights”. Jak wspomniałem wcześniej, nie obejmuje ono sobotniego setu, podczas którego ze sceny dobiegały pieśni wybrane przez zespół z płyt „This Strange Engine”, „marillion.com”, „Anoraknophobia” i „Marbles” (zabrakło jakiegokolwiek przedstawiciela albumu „Radiation”). O ile brak tych nagrań w wersji video spowodowane rabunkiem dysków jest zrozumiały, to śmiem przypuszczać, że zapis audio jest w posiadaniu grupy (i to zapewne z każdego z Weekendów). Szkoda, że nie zdecydowano się na jego upublicznienie, oddając do naszych rąk wydawnictwo, mimo wszystko, niekompletne. Na otarcie łez pozostaje nam możliwość obcowania z dwoma utworami z sobotniego występu w Holandii (jednak coś się zachowało), zagranymi na bis - „Estonia” i „This Strange Engine” z jedną z najwspanialszych (tak twierdzi także jej autor) solówek Rothery’ego. Zostały one umieszone jako bonusy na dyskach DVD i Blu-ray, uzupełnione o nagrany w Leicester song „This Train Is My Life” z niesamowitą oprawą świetlną, o którą zadbała publiczność. Atrakcyjność „wizyjnych” wersji wydawnictwa podnosi zaprezentowana scenografia z użyciem ekranów, na których były wyświetlane bardzo ciekawe wizualizacje. Szkoda, że w tegorocznej edycji zrezygnowano z ich wykorzystania.

Kolejny zestaw dokumentujący niesamowite wydarzenie gromadzące, zawsze licznie przybyłą z różnych zakątków świata, publiczność spragnionych obcowania z muzyką kwintetu, sprawi sporo radości zarówno tym, którzy w nich uczestniczyli, a także innym fanom grupy. Nie ma co ukrywać, że jest to pozycja skierowana właśnie do nich, tym bardziej, że sprzedawana jest wyłącznie za pośrednictwem strony zespołu oraz na koncertach. Materiał dostępny jest też w serwisach streamingowych.

Nie jest to może najlepsze wydawnictwo „live” w przebogatej dyskografii grupy zawierającej już kilkadziesiąt (!) płyt zarejestrowanych na żywo, jednak obcowanie z „Distant Lights” potrafi dostarczyć dużej dawki przyjemnych chwil, pokazując jak zespół prezentuje się aktualnie.

MLWZ album na 15-lecie