Versa - A Voyage/A Destination

Artur Chachlowski, Versa - A Voyage/A Destination
Pochodząca z Kanady formacja Versa powraca po dekadzie muzycznego milczenia. Pod koniec sierpnia ukazał się nowy album zatytułowany „A Voyage / A Destination”. Został on zrealizowany pod muzycznym kierownictwem Matthew Dolmage’a, który gra na fletach, gitarze, fortepianie oraz śpiewa, a trzon grupy, obok wspomnianego lidera, tworzą: Jesse Bell (perkuja), Hollas Longton (skrzpce), Benjamin Rancourt (gitary), Anthony Theocharis (bas) oraz Janelle Wrona (instrumenty klawiszowe). 
 
Nie znam wcześniejszych dokonań tego zespołu, ale nowa płyta to rzecz niezwykle intrygująca. I to z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze, zawiera bardzo ciekawą muzykę, która wymyka się wszelkim próbom zaszufladkowania. Trochę tu prog rocka, trochę post rocka, trochę folku, odrobinę jazz rocka, jest ciutka psychodelii, szczypta muzyki ambient… Sporo tu stylistycznych zawiłości oraz bliżej niezdefiniowanych inspiracji, lecz ku uciesze słuchaczy interesujących się ambitną i nieoczywistą muzyką, wszystko współgra tu ze sobą tak precyzyjnie jak w szwajcarskim zegarku. 
 
Po drugie, album zawiera tylko cztery kompozycje: dwie długie muzyczne epopeje mieszczące się w szerokiej definicji rocka progresywnego, „Pool Of The Naiads” (15 i pół minuty!) i „Voyage” (27 minut!!!), oraz dwa pięciominutowe postrockowe utwory instrumentalne, „Sea Of Vapours” i „Lantern Season”. O ile te dłuższe to prawdziwe epiki – rozbudowane, wielowątkowe, bogato aranżowane i złożone z kilku sekcji, to w tych krótszych dominuje minimalizm, melancholia i prostota oparta na dźwiękach fletów, skrzypiec i akustycznych gitar. Naprawdę nie sposób odmówić im prawdziwego uroku. Szczególnie tyczy się to utworu „Lantern Season”, w którym na tle leniwie plumkającej gitary przepięknie współgrają ze sobą partie trąbki i smyczków.
 
Po trzecie, do nagrań zostali zaproszeni liczni przyjaciele Dolmage’a ze sceny muzycznej, a kilka nazwisk budzi wręcz najwyższy szacunek: mamy tu m.in. Nicka D'Virgilio (perkusja w kompozycji „Voyage”), Jima Graya (wokal w „Voyage”), Marjanę Semkinę (wokal w „Voyage”), Erica Gillette (gitara prowadząca i wokal w „Pool Of The Naiads”) oraz Larsa Frederika Froislie (organy Hammonda w „Pool Of The Naiads”). Przyznacie sami, że towarzystwo bardzo szacowne, prawda?...
Na płycie „A Voyage / A Destination” mamy do czynienia z rockiem totalnie niejednoznacznym, nieoczywistym, a przy tym dojrzałym i dobrze przemyślanym. Dużo tu klimatów akustycznych, właściwie poza niewielkimi fragmentami utworu „Pool Of The Naiads”, gdzie Versa prezentuje się niczym mocno rozpędzony rockowy pociąg, to  mamy tu do czynienia raczej z melancholijnym graniem, którego ważnym ogniwem są akustyczne gitary, fortepiany, flety, trąbki, powściągliwie używane smyczki i delikatne, często harmoniczne, wokale.
 
To muzyka idealnie nadająca się do wieczornego wyciszenia, marzeń sennych, do zadumy, pozwalająca puścić wodze fantazji i odpłynięcia w wyimaginowanej podróży w nieznanym celu. Zawiera sporo niespodzianek i zaskakujących, a przy tym autentycznie pięknych, momentów. Na jeden zwracam szczególną uwagę: w końcowej części „Pool Of The Naiads” w otoczeniu trąbkowych fanfar pojawiają się przecudne, nieomal anielskie, chóralne partie wokalne, które, ilekroć ich słucham, malują przed moimi oczami zimowy krajobraz pełen białego puchu, skrzącego się mrozu i ciepła świątecznych kolęd. Ot, takie skojarzenie… Być może Wasze będą zupełnie inne? To muzyka dla marzycieli i prawdziwych romantyków. Wysmakowana, marzycielska i bardzo smakowita. Polecam z całego serca. Tylko zanim po nią sięgniecie, proszę się do niej odpowiednio przygotować, wyciszyć i nastroić…
 
Chodzą słuchy, że kolejny album, którego tytuł  „A Voyage / A Destination Part II” wskazuje, że będzie kontynuacją omawianego dzisiaj krążka, ukaże się jeszcze pod koniec 2022 lub na samym początku 2023 roku. Czekam na niego z niecierpliwością!
 
MLWZ album na 15-lecie