Porcupine Tree - Futile

Przemysław Stochmal, Porcupine Tree - Futile

Wytwórnia płytowa Lava Records, która wzięła pod swoje skrzydła Porcupine Tree w 2001 roku i pod własną egidą opublikowała album „In Absentia”, szukając sposobów na promocję muzyki grupy w USA, musiała pokonać zasadniczy problem. Prężnie działająca promocja radiowa podlegała twardym rygorom gatunkowej segregacji; określone rozgłośnie w Stanach Zjednoczonych były mocno hermetyczne, jeśli chodzi o zakres stylistyki prezentowanych nagrań. Tym samym, eklektyczne uniwersum Porcupine Tree stanowiło niełatwy promocyjnie produkt. Jako że jednym z głównych przymiotów nowego albumu był wyraźny zwrot zespołu w kierunku ciężkich brzmień, Lava postanowiła latem 2003 roku opublikować promocyjną płytkę skierowaną właśnie do słuchaczy o metalowych upodobaniach.

Wyjątkowa publikacja „Futile” wyrosła na fundamencie kompozycji, nad którą zespół pracował pod kątem następnego albumu. Pierwotny pomysł na tę tytułową wizytówkę płyty pochodził od nowego perkusisty Gavina Harrisona, dla którego odkrycie ciężkich brzmień i math-metalu stało się bodźcem twórczym tak w pracy dla zespołu, jak i w przygotowywaniu klinik perkusyjnych. Ukończony wspólnie ze Stevenem Wilsonem utwór okazał się być jednym z najcięższych w repertuarze grupy, wyróżniając się mocarnym unisonowym riffem refrenu oraz rytmiczną kompleksowością. Jako całość z perspektywy czasu wypada jednak dość blado, choć w tamtym czasie był potężnym dowodem na wzbierającą tendencję Wilsona i kolegów do odważnego podkręcania mocy.

Tytułowe nagranie poprzedza na płycie kompozycja „Orchidia”, która w wersji demo znalazła się już na winylowym singlu „4 Chords That Made A Million” (2000). Wraz z perkusją Harrisona i dogrywkami gitar ten niedługi instrumentalny utwór brzmi jak sięgający tradycji „Signify” kompromis hard-rocka z kraut-rockiem i jako taki świetnie wpisuje się w metalowy modus operandi Porcupine Tree tamtego czasu. Dla balansu, kompozycja „Drown With Me”, pierwotnie opublikowana na rozszerzonej europejskiej edycji albumu „In Absentia”, to piosenka oparta na akustycznym graniu melancholijnymi akordami, przystrojona tradycyjnymi harmoniami wokalnymi.

„Futile” to jednak nie tylko nagrania premierowe czy znane wcześniej wąskiemu gronu odbiorców. Siódmy album studyjny przywołuje tu radiowa edycja „Strip The Soul” oraz „Blackest Eyes” nagrane podczas występu na falach satelitarnego XM Radio. Formę nowego line-upu we wcześniejszym repertuarze przybliża „Hatesong” pochodzący z trzeciego występu grupy z Gavinem Harrisonem przy perkusji z lipca 2002 roku. Znalazło się również miejsce na jedenastominutowy zapis telefonicznego wywiadu ze Stevenem Wilsonem. Całość uzupełnia zaś… nagranie zespołu Opeth, umieszczone tu w ramach promocji wspólnej minitrasy Szwedów wraz z Porcupine Tree, a także dla podkreślenia artystycznych związków Wilsona ze skandynawską formacją. Utwór „Death Whispered A Lullaby” nie tylko został przez niego wyprodukowany, opatrzony jego tekstem, ozdobiony jego grą na instrumentach klawiszowych i chórkami, ale również jest całkiem bliski stylistycznie muzyce Porcupine Tree w jej quasi-akustycznej odsłonie.

Nieprzeznaczona na sprzedaż płyta swoimi kanałami szybko przedostała się na czarny rynek. W 2006 roku zespół postanowił wydać jej przebudowaną wersję jako oficjalny produkt cyfrowy. „Futile” otrzymała formę półgodzinnej EP-ki. Pozostawiono koncertowy „Hatesong” oraz premierowe kompozycje, które uzupełniono o znakomity „Chloroform” oraz miniaturowe preludium „Collapse”, pierwotnie mające otwierać płytę „In Absentia”. Album zyskał formę, rzec by można, klasycznego minialbumu zawierającego odrzuty z sesji długogrającej. Jako taki okazał się jednak o kilka lat spóźniony, gros materiału powtarzając, a pozbawiony wersji fizycznej w tamtym czasie nie mógł być dość atrakcyjny.

„Futile” jako płyta promocyjna dla amerykańskich rozgłośni stanowi zaś interesujący dokument przywołujący ten etap w karierze Porcupine Tree, kiedy to zespół próbował najmocniej przepychać się łokciami na rynku, przyjmując kurs nieumyślnie i bezwzględnie sadowiący go w progmetalowej niszy.

MLWZ album na 15-lecie