Longdon, David - Door One

Olga Walkiewicz, Longdon, David - Door One

Czy można wsłuchać się w ciszę dźwięczącą niczym obietnica? Czy dni, które już minęły wyściełają woalem wspomnień teraźniejszość? Czasem wyławiamy z naszej pamięci słowa, które błyszczą niczym perły. Dlatego nigdy nie zapomnę tych dwóch krótkich zdań, jakie skierował do mnie David, podczas naszej ubiegłorocznej rozmowy: „Believe in power of music. Believe forever...”. Nie podejrzewałam wtedy, że już nigdy nie będziemy mieli okazji wymienić naszych myśli, złożyć sobie życzeń świątecznych czy urodzinowych.

David Longdon był cudownym człowiekiem, przemiłym i sympatycznym, genialnym muzykiem, multiinstrumentalistą, wokalistą i kompozytorem. 20 listopada minie rok jak odszedł - w ciszy chłodnego, jesiennego poranka, zostawiając po sobie skarby zrodzone z dźwięków, dzieła błyszczące jego tożsamością, kalejdoskop brzmień układający się w różnobarwne kwiaty…

Jego dyskografia obejmuje dziewięć albumów i trzy EP-ki wydane z Big Big Train – jego macierzystym zespołem. Ponadto nagrał wiele płyt z innymi grupami i muzykami, jak Martin Orford, Louise Philippe, Dave Kerzner, Judy Dyble, The Tangent, Downes Braide Association i The Charlatans. Album „Door One” jest jego drugim solowym albumem, po „Wild River” z 2004 roku. To nie jest ‘epitafium’ i nie doszukujmy się tu „ostatnich” wersów jakie chciał przekazać swoim fanom. Muzyka, jaka wypełnia tę płytę, jest zrodzona z kadrów jego życia pełnego obserwacji otaczającego świata, z fragmentów wspomnień, refleksji i spostrzeżeń dotyczących ludzi i rzeczywistości w jakiej żyjemy. Materiał powstawał stopniowo od 2020 roku, a nagrywany był od kwietnia ubiegłego roku. Do studio zostali zaproszeni znakomici muzycy: Jeremy Stracey (King Crimson, Noel Gallagher, The Finn Brothers) zasiadł za perkusją, na saksofonie zagrał Theo Travis (Steven Wilson, Soft Machine, Gong), Steve Vantsis (Fish) - na basie, natomiast Gart Bromham (Bjork, Sheryl Crow, George Michael) jest odpowiedzialny za brzmienie gitar, syntezatorów i za wokale w chórkach. David dzielił swój czas pomiędzy sesje nagraniowe z Big Big Train i te, w czasie których gromadzony był materiał na solową płytę.

W noc 20 listopada 2021 roku, gdy miał miejsce tragiczny wypadek, który skończył się śmiercią artysty, wrócił on do domu w Nottingham z sesji nagraniowej, na której był w Playpen Studios w Bristolu wraz ze swoim współproducentem Patrickiem Phillipsem. W tym dniu nagrane było 90% materiału na jego solowy album. Finał tej tragicznej nocy znamy wszyscy. Wtedy trudno było nam uwierzyć, że to prawda. Muzyczny świat okrył kilim głębokiego smutku. To niepojęte jak szybko umyka czas, jak prędko przemijają dni, tygodnie, miesiące. Musiało ich wiele upłynąć, aby „niedokończone marzenie” Davida Longdona mogło się spełnić. Decyzja o jego finalizacji albumu i jego wydaniu należała do najbliższych. Nie było to łatwe, lecz wszyscy wiedzieli, szczególnie partnerka Davida, Sarah, jak bardzo mu na tym zależało. Teraz ten album już jest. Ukazała sie 14 października.

„Door One”… - cóż oznacza ten tytuł? W jednym z wywiadów David wyjaśnił: „Aldous Huxley napisał esej „The Doors of Perception”. To biblia dla hippisów. „Door One” to zalesiony teren z trawą i wzgórzem w moim rodzinnym Nottingham, na którym często spotykałem się z kumplami. Nie mam pojęcia dlaczego tak się nazywa. Ale spodobał mi się pomysł nazwania albumu Door One”, ponieważ numeracja sugeruje, że są jeszcze inne drzwi. Każdy z utworów jest jak drzwi, które można otworzyć. Życie jest krainą pełna ścieżek, lecz którą z nich wybierzemy, zależy od nas. Nie sposób przejść przez ten labirynt z zamkniętymi oczami”.

Album otwiera przepiękna kompozycja instrumentalna „Into the Icehouse”. Śpiew skowronka przeistacza się w klarowny dźwięk fortepianu - czysty i surowy, niczym promień wschodzącego słońca nad doliną spowitą w poranną mgłę. Atłasowy spokój wypełnia zmysły. Śnimy na jawie przez krótką chwilę. To piękny sen. Bardzo piękny…

Przebudzenie to pełen słońca utwór „Watch It Burn”. Wokal Longdona jest dla mnie zawsze niesamowitą ozdobą każdego utworu, który śpiewa. Akompaniament fortepianu wraz z gitarą nadaje żywiołowego charakteru tej ciekawej kompozycji. Znakomite porozumienie na linii Stacey - Vantsis zapewnia arcyciekawe i efektowne brzmienie sekcji rytmicznej. Utwór opowiada o relacji pomiędzy ludźmi, uzależnieniu i o emocjach z tym związanych.

„There’s No Ghost Like an Old” ma nieco folkowy wydźwięk i bogate instrumentarium: saksofon, mandolina, organy, są tu ciepłe gitarowe freski, miękki odcień bluesa i smakowita linia wokalna. Ten utwór wtapia się swoim niefrasobliwym urokiem w drogi rzucone pomiędzy pola i łąki, w cynober pyłu unoszącego się nad bezkresnym szlakiem. W żar południowego słońca. Theo Travis dodaje swoją grą odrobiny pikanterii i sensualności. Taka truskaweczka na torcie.

Mój ulubiony fragment płyty to „The Singer and the Song” z bajecznym refrenem, w którym Longdon wkracza w wysokie rejestry, w sposób czarowny rozniecając aurę blasku zwiewnego niczym gwiezdny pył, jak wschód księżyca nad doliną pragnień. Jest tu wątek bardzo osobisty, pełen motywów układających się w kadry wspomnień: „The stage lights burning so brightly as I stand completly immersed in the song...”.

„Forgive (But Not Forget)” kontrastuje z pozostałymi utworami. Koronkowa gitara, taneczny rytm, zmysłowy wokal Davida - impresje i malarskość tej kompozycji przepięknie unoszą temat i oplatają improwizującym brzmieniem gitarowej solówki.

„Sangfroid” zostało nagrane podczas sesji Big Big Train w Abbey Road Studios. Klimat tej kompozycji zakotwiczony jest pomiędzy rozedrganym rockiem, a popowym szaleństwem. Piękna orkiestracja – wyważona i dyskretna - zachwyca do samego końca.

„The Letting Go” to ponad dziesięciominutowa kompozycja - bardzo nastrojowa, wprowadzająca w krainę hipnotycznych doznań, terapeutycznego oderwania od tego, co nas przeraża i wywołuje paranoiczny lęk.

Czy można zakończyć muzyczną opowieść o życiu w inny sposób? Ostatni utwór to „Love Is All”. I tak jest naprawdę. Miłość jest początkiem i końcem. Jest wszystkim, jest bogactwem, które przechowujemy na dnie szkatuły serca. Naszym największym darem i marzeniem. Orężem i naszą siłą… Tak myślał i tak to napisał, David Longdon – wizjoner, artysta, marzyciel…

MLWZ album na 15-lecie