Fren - All The Pretty Days

Olga Walkiewicz, Fren - All The Pretty Days

To co mnie urzeka w muzyce zespołu Fren jest niczym sen, który się śni o północy. Jest czymś nieziemskim naznaczonym zmysłowością i pasją. Cykl życia obraca się niczym wskazówka zegara, jest jak rzeka, która porywa wszystko, co napotka na swojej drodze. Unosi przed siebie w szaleństwie żywiołu i niełatwo nabrać dystansu do rzeczywistości. Chociaż jest to możliwe. Wystarczy zamknąć oczy i wsłuchać się w każdą nutę, w ciszę jaka otula frazy. Wyłuskać brylanty spośród kryształów wieczornej rosy. Znaleźć na kartach przeszłości te dni, które są klejnotami w skarbcu pamięci. I nie bać się żyć, by to co nas dotyka było jeszcze piękniejsze.

„All The Pretty Days” to drugi album zespołu Fren. Album wydany po dwóch latach i debiucie, jakim był „Where Do You Want Ghosts To Reside”. Muzyka będąca kawałkiem świata ulepionego z kryształów światła i mgły naniesionego pędzlem uczuć na płótno emocji, wzniesionego w architektonicznej wizji niepowtarzalnych brzmień przez czterech muzyków. Artystów, którzy umieją wyrazić językiem dźwięków swoje myśli i uczucia: Oskar Cenkier (instrumenty klawiszowe), Michał Chalota (gitary), Andrij Shamanov (bas) i Oleksij Fedoriv (perkusja).

„All The Pretty Days” to godzinna podróż przez płaskowyż sześciu „tajemnic”. Numer 1 to „Hammill”. Fortepianowy temat wprowadza nas do krainy baśni, by rozpocząć wspólny rejs z gitarą. Cudowny dialog, jaki prowadzi Oskar z Michałem, w tle rytm generowany przez perkusję i bas. Spokój, oszczędność środków wyrazu zamienia się w ekspresyjna burzę.

Numer 2 to „Wiosna”. Radość, jaka tkwi w każdej frazie, afirmacja życia, narodziny miliona uśmiechów, z których zbudowane są akordy i sensualizm poszczególnych taktów. Symfonia dźwięków odziana w opary młodości i soczyste zielenie. Tym razem gitara buduje akompaniament, a klawisze nanoszą melodie tematu, by dojść do chwili, gdy Michał przejmuje pałeczkę swoją zgrabną solówką. Bardzo ciekawe zmiany nastroju, dynamiki i ekspresji.

Numer 3 - „Romantik”. Ten utwór wybrzmiewa echem wyobraźni. Trzeba mu się poddać, oddać we władanie czarowi fantazyjnych harmonii. Poczuć go każdym atomem ciała. Okładka albumu ma w sobie niesamowitość: księżyc, który swoim blaskiem oświetla przedziwną postać, noc w pełnej krasie i to, co kryje się między słowami. To, co rodzi nasza fantazja.

Numer 4 - „Bajka”. Rzecz o nastroju pełnym księżyca i szeptu Beethovena. Melancholia zatopiona w tonacji a-moll, roziskrzona dynamiką gitarowej impresji. Oleksij bardzo mało używa stopy i werbli. Talerze wysuwają się zazwyczaj na plan pierwszy i dominują.

Numer 5 to utwór tytułowy. „ All The Pretty Days” to kolejna okazja do tego, aby na chwilę odpłynąć na skrzydłach wyobraźni. Muzyka bez słów jest niczym książka bez ilustracji. Musimy je sami stworzyć akwarelą, której barwy powstają z substratu dźwięków.

Numer 6 - „Turque”: 25-minutowa symbioza gitarowych riffów z klawiszowym legato cudownie przechodzi w orientalny motyw i rytm. Energia tej kompozycji zestraja się z filmową aurą w stylu Ennio Morricone. Bardzo efektowne zakończenie. Wisienka na torcie wtopiona w karmel pełen smakowitej improwizacji. Szeleszczące talerze, akordy fortepianu, na chwilę pojawia się nawet wokal i cisza wyłaniająca się niczym Afrodyta z morskiej piany…

Fren i jego muzyka - piękna, poruszająca ukryte pokłady emocji, napędzająca młyńskie koło naszego drugiego ego, źródło w oazie marzeń...

MLWZ album na 15-lecie