Cosentino, Saro - The Road To Now

Artur Chachlowski, Cosentino, Saro - The Road To Now

7 października br. ukazał się trzeci solowy album Saro Cosentino pt. „The Road To Now”. I przyznam szczerze, że pewnie przeszedłbym nad tym wydarzeniem do porządku dziennego, gdyby nie lista zaproszonych gości, którzy wzięli udział w nagraniach. Po stronie wokalnej mamy tutaj tak znanych artystów, jak Peter Hammill (w czterech utworach) czy Tim Bowness (No Man), a także znaną ze współpracy z Chrisem Rea i z licznych soundtracków Disneya, australijską piosenkarkę Karen Eden. Wśród instrumentalistów znajdujemy tutaj m.in. Gavina Harrisona, Davida Rhodesa, Johna Giblina i Treya Gunna.

Kim jest ten Saro Cosentino, że zdołał on na swojej płycie zebrać tak znamienitych gości? To urodzony w Rzymie, lecz obecnie mieszkający w Pradze, muzyk, który jako nastolatek założył swój pierwszy, bluesowy zespół, ale szybko zainteresował się muzyką eksperymentalną i elektroniczną, nawiązując współpracę z popularnym włoskim piosenkarzem i autorem tekstów Franco Battiato. Duet ten skomponował piosenkę, która została zgłoszona do Konkursu Eurowizji 1984 (w konkursie wystąpił Battiato), a nieco później panowie Cosentino i Battiato znów pracowali wspólnie, tym razem przy dwóch operach.

Saro Cosentino wydał swój debiutancki album w 1988 roku, po czym skoncentrował się na komponowaniu ścieżek dźwiękowych do filmów i programów telewizyjnych oraz pisaniu i produkowaniu płyt innych artystów, w tym Petera Hammilla, Davida Rhodesa, Tima Bownessa, Pandita Dinesha, Tony'ego Levina, Natashy Atlas, Jakko Jakszyka i Gavina Harrisona. W tamtym czasie powrócił też do kompozytorskiej współpracy z Franco Battiato, a w1997 roku ukazał się jego drugi krążek zatytułowany „Ones And Zeros”.

Tegoroczny album „The Road To Now” został nagrany w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, a także w domowym studio Cosentino w Pradze, a ostateczny miks odbył się w słynnym studiu Real World. Program płyty wypełnia siedem tematów, które trwają łącznie niecałe 40 minut. To, że jest na tym krążku tak mało muzyki nie oznacza, że jest to jakieś demo, czy też materiał składający się z jakichś szkiców, wczesnych i niedokończonych wersji, etc. Nie. Nic podobnego. To regularny album (dostępny na kolorowych winylach, płycie CD oraz w formacie cyfrowym), pełen świetnie brzmiącej melancholijnej muzyki oraz bardzo ładnych piosenek. Tyle, że krótki. Jak dla mnie trochę za krótki, ale ten niedosyt w obcowaniu z nową płytą Cosentino sprawia, że ilekroć wybrzmią ostatnie dźwięki ostatniego na płycie utworu „When Your Parents Danced” ręka mimowolnie wędruje do klawisza PLAY, by odsłuchać tą bardzo przyjemnie brzmiącą płytę po raz kolejny.

Album rozpoczyna utwór „You’re The Story”, w którym słyszymy kojący, dostojny, a przy tym jak zawsze intrygująco brzmiący, głos Tima Bownessa. Delikatnie zaprogramowany beat, kołyszące smyczkowe aranżacje, słodkie gitarowe solo oraz subtelnie szemrzące gdzieś daleko w tle trąbka i saksofon – na tym wszystkim opiera się to nagranie. Wyborny to utwór! Zaraz po nim następuje „The Joke” - pierwsze z czterech nagrań z charakterystycznie zaśpiewanymi frazami przez legendarnego wokalistę Petera Hammilla (Van Der Graaf Generator). O ile utwór otwierający miał charakter nastrojowej piosenki, to to nagranie nie dość, że rozmyte i utrzymane w somnambulicznym klimacie, posiada, szczególnie w swej finałowej części, wyraźny posmak ambient, etno, a nawet World Music. Tekst, taki trochę na czasie i poruszający modne tematy, mówi o chciwości korporacji i nawykach konsumenckich, które bezpośrednio wpływają na zmiany klimatyczne i jakość życia na naszej planecie.

Inny utwór z Hammillem w roli głównej to „November” (w chórkach pojawia się Bowness) i jest to bardzo smutna opowieść o dawno utraconej miłości. Tak smutna i ponura jak pogoda w tytułowym miesiącu. Ale ‘smutna’ nie oznacza ‘nudna’. Wręcz przeciwnie. „November” to, obok „You’re The Story”, mój ulubiony fragment tego wydawnictwa.

Niewiele ustępuje mu, biorąc pod uwagę smutek, przesłanie, jak i klimat całej kompozycji, temat „Time To Go”, w którym śpiewający niskim głosem Hammill kontempluje koniec drogi jako metafory ludzkiego życia. Czwarty utwór, w którym pojawia się lider VDGG, to umieszczony na samym końcu „When Your Parents Danced”. Jest to chwytająca za serce, zawarta w zaledwie dwóch minutach, opowieść o dwojgu najważniejszych ludzi w życiu dorastającego człowieka.

W dwóch innych, dość kontrastujących ze sobą, utworach w głównej wokalnej roli pojawia się wszechstronna, obdarzona mocnym, krystalicznie czystym, głosem, Karen Eden. Najpierw, z indeksem 3 pojawia się w złowrogo brzmiącym, mrocznym i przejmującym (ach ta wiolonczela! – gra na niej Dorota Barova) utworze „Pray”, zaś numerem 5 oznaczone jest nagranie „Us (Scars on Skin)”, które w przeciwieństwie do wszystkiego innego na tej płycie, wręcz książkowo wpisuje się w format typowo popowej piosenki. Ale przyznam, że jest to urocza popowa piosenka.

Na płycie „The Road To Now” znajduje się jeszcze jedno ważne nagranie – instrumentalny, najdłuższy w tym zestawie (prawie 7 minut) temat „Howl”, który w swoich zawiłościach i niejednoznaczności stylistycznej (od rocka po ambient, od smooth jazzu po muzykę baroku) demonstruje umiejętności wszystkich zaangażowanych w to przedsięwzięcie muzyków (polecam Waszej uwadze wyborne solo zagrane na trąbce przez Radima Knappa). A że wiemy już, że są to nie byle jacy instrumentaliści, więc nie jest to tylko prawdziwa uczta dla uszu, ale i bezsprzeczna ozdoba tego wydawnictwa.

Co w tym wszystkim robi Saro Cosentino? Gra na gitarach, na basie, na instrumentach klawiszowych, fortepianie, programuje, dba o aranżacje. Oraz koordynuje wszystko to, co dzieje się na „The Road To Now”. I robi to znakomicie. Dlatego też, a właściwie dzięki temu, mamy właśnie możliwość obcowania z tak znakomitym albumem, który z całego serca polecam uwadze jesiennych romantyków, których wiem, że wśród Czytelników MLWZ.PL nie brakuje.

MLWZ album na 15-lecie