Incidense - Collide

Artur Chachlowski, Incidense - Collide

Holenderska grupa Incidense ma nam do opowiedzenia nową muzyczną historię. Aż trudno w to uwierzyć, ale niedawno minęło 10 lat od premiery debiutanckiego albumu „Incarcerated”, a teraz formacja Incidense powróciła z przytupem z nowym, progmetalowym albumem zatytułowanym „Collide”.

Zespół rozpoczął swoją działalność jako duet: Lucas Kruiswijk (instrumenty klawiszowe) - François Koopmans (gitary). Wkrótce potem do składu dołączył perkusista Rob van Nieuwenhuijzen, a trio zaczęło komponować ambitną muzykę, która spodobała się uczestnikom ich pierwszych koncertów, głównie dlatego, że uzupełniały ją przekonywujące teksty przedstawiające oryginalną wizję zespołu. W 2011 roku światło dzienne ujrzał debiutancki album „Incarcerated” i został on bardzo dobrze przyjęty przez holenderskich fanów prog metalu. Po jego wydaniu zespół zaczął dzielić scenę z zespołami pokroju Profuna Ocean, Silhouette, Machine i Also Eden, został wybrany jako jeden z 8 uczestników projektu ‘Dutch Exposure’ i zamieścił swój utwór „Reality Check” na okolicznościowej kompilacji wydanej przez wytwórnię Freia Music. Przy utworze tym zespół współpracował z Gerbenem Klazingą z Knight Area.

Gdy grupa Incidense zaczęła komponować materiał na swój drugi album, ówczesny basista Rich Huybens zdecydował się obrać inny kierunek muzyczny i dołączył do formacji Sylvium. Do nagrania nowych partii basowych zespół zaprosił Jurjena Bergsmę z grupy Silhouette. Zaproszono też na pokład nowego wokalistę, Petera Meijera, znanego lepiej jako wcześniejszy frontman grup Meadows i Hesken. Zespół rozpoczął próby przed występami na żywo, ale niestety pandemia zepchnęła projekt z powrotem do punktu wyjścia. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło i członkowie Incidense wzmocnili skład ściągając na pokład gitarzystę Daniela van der Weijde z Silhouette. Popracowali intensywnie w studiu i kiedy nagrania zostały ukończone i zmiksowane przez Francoisa Koopmansa, mastering został przekazany w ręce szwedzkiego producenta Jensa Bogrena, znanego ze współpracy z zespołami Opeth, Haken i Symphony X. I, powiedzmy to jednoznacznie, jego rękę słychać wyraźnie na płycie „Collide”. Incidence prezentuje na niej solidną dawkę żywiołowego prog metalu, a trzy wspomniane wcześniej zespoły stanowią ewidentny benchmark dla brzmienia tej płyty.

Album „Collide” zajmuje się współczesnym społeczeństwem, mediami i informacjami, którymi karmi się nas każdego dnia. Powoli, lecz skutecznie, przekładają się one na nasze przekonania i budują w nas nieczułość na wszystko poza podawaną nam na tacy tak zwaną „prawdą medialną”. I chociaż może się nam wydawać, że w swoim życiu podejmujemy własne decyzje, to okazuje się, że przez większość czasu jesteśmy totalnie ślepi i kierowani przez kreowane przez media wyobrażenie o tym, jak powinniśmy żyć. W głowie każdego trzeźwo myślącego człowieka każdego dnia rozgrywa się prawdziwa wewnętrzna walka. Walka ta przedstawiona jest przez grupę Incidense w oparciu o przewijający się motyw oparty na starożytnej historii dwóch wilków, które nieustannie toczą ze sobą wojnę: dobrego i złego wilka. Jeśli zastanawiasz się, który z nich wygra, to… po prostu ten, którego karmisz.

Przyznacie, że koncept to zgoła intrygujący. Taka jest też muzyka na płycie „Collide”. Pełna żywiołowych riffów, mocarnych brzmień, bogato ilustrowana efektownymi gitarowymi i klawiszowymi solówkami. Do tego wzbogacona o wysokiej klasy partie wokalne. No i ubrana jest ona w dobrze skrojone utwory, w większości bardzo długie, epickie i wielowątkowe (jeden z nich, finałowy „Inner Enemy”, rozdzielony jest nawet na dwie osobne, trwające po około siedem minut, części). Niektóre wydają się dosyć przewidywalne, niektóre brzmią oryginalnie i przekonywująco („Blinded” i „Collide” - to dwójka moich zdecydowanych faworytów), a inne, jak „Shock And Awe”, zaskakują swoją nietypową konstrukcją (zasadniczo ballada ta oparta jest na kakofonii głosów spikerów czytających wiadomości, na tle której grana jest przyjemna fortepianowa melodia zaśpiewana w bardzo przekonywujący sposób przez Meijera).

Siedem utworów, nieco ponad godzina muzyki i mnóstwo dobrego progmetalowego grania. Czyż trzeba czegoś więcej? Chyba nie, choć nie miałbym nic przeciwko temu, by zespół nieco bardziej postarał się o dodatkową szczyptę oryginalności. Bo wydaje mi się, że materiał wypełniający płytę „Collide” aż sam prosi się o krytykę, że jest on klonem twórczości Hakena, Symphony X czy Dream Theater. Nie zdziwiłbym się takimi głosami, gdyż ilekroć Kruiswijk wykonuje nawet najbardziej finezyjne solo (z całego serca polecam je wszystkie, lecz szczególnie to w kompozycji „Blinded”), to wydaje mi się, że to nie on gra, a Jordan Rudess. Albo gdy w harmonicznych wokalach w tytułowym utworze „Collide” pojawiają się aż nad wyraz ewidentne zapożyczenia hakenowskich patentów.

Z muzyką grupy Incidence jest tak, że z jednej strony niby brzmi tak, jakby się ją już wielokrotnie słyszało u innych progmetalowych wykonawców, a z drugiej – nie sposób odmówić jej mocy i przekonywującego uroku. Dlatego osobiście jestem jednak daleki od, moim zdaniem, niezasłużonej krytyki. To soczysty, wyrazisty i bardzo dobrze zagrany prog metal. Ten album może się podobać. Trzeba tylko chwilę z nim pobyć, dać mu trochę czasu i pozwolić, żeby bezgranicznie nas zachwycił. Zapewniam nie tylko ortodoksyjnych progmetalowców, że ma on tak wiele atutów, że każdy słuchacz o szeroko otwartych uszach doceni kawał dobrej i naprawdę solidnej roboty wykonanej przez tę szóstkę holenderskich muzyków skupionych pod szyldem Incidense.

MLWZ album na 15-lecie