Downriver Dead Men Go - Ruins

Artur Chachlowski, Downriver Dead Men Go - Ruins

Downriver Dead Men Go to postrockowy zespół pochodzący z Leiden w Holandii. Jego długo oczekiwany trzeci album zatytułowany „Ruins” ukaże się 24 listopada 2022 roku na wszystkich platformach cyfrowych za pośrednictwem wytwórni Freia Music. Wydanie winylowe planowane jest jednak dopiero na 23 lutego 2023 roku.

Nowy album to dla Downriver Dead Men Go kolejny muzyczny krok do przodu i ukazuje on nieco cięższe i bardziej mroczne oblicze zespołu. Poszczególne utwory wypełniające program płyty „Ruins” mają szeroki zakres dynamiki: od eksplodujących gitar po delikatny szept i zahaczają o granice różnych stylów muzycznych. Żeby jednak sprawę maksymalnie uprościć, przyjmijmy, że jest to przestrzenny post rock w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu.

Downriver Dead Men Go wydali wcześniej dwa bardzo dobrze przyjęte albumy: „Tides” w 2015 i „Departures” w 2018 roku, dzięki którym udało im się zdobyć lojalnych fanów i stale rosnącą rzeszę sympatyków. Oba charakteryzowały się hipnotyzującym, nastrojowym i melancholijnym brzmieniem i zawierały elementy licznych gatunków - od post rocka po pewne akcenty progresu i dark wave.

Na swojej nowej płycie Holendrzy poruszają się po podobnych obszarach stylistycznych. Powolne, kontemplacyjne, smutne i mroczne utwory, a jest ich na tym krążku sześć, układają się w trzymającą w napięciu ścieżkę dźwiękową najlepiej brzmiącą w trakcie ciemnego i deszczowego jesiennego wieczoru.

Album „Ruins” przygotował nieco przemeblowany, w stosunku do dwóch poprzednich płyt, skład zespołu i wypełnia go muzyka, która otula słuchacza ciepłym kocem melancholii. Najwspanialej słychać to w singlowym utworze „Line In The Sand” oraz tytułowym „Ruins”, który z wysokiego ‘C’ rozpoczyna tę płytę. Na wyróżnienie zasługuje także najdłuższa, bo trwająca jedenaście minut kompozycja „Cruel World”. Panuje w niej tak gęsty klimat i zawiera ona tak potężny ładunek emocji, że te wszystkie ilustrujące je złowieszczo brzmiące dźwięki mogą potem długo śnić się po nocach… Podobać może się „Helpless” ze swoimi pinkfloydowskimi klimatami w tle. Na osobną wzmiankę zasługuje też króciutkie, trwające niewiele ponad dwie minuty nagranie finałowe „The Lie”. Głos i ponure dźwięki czarno-białych klawiszy… Kołysanka? Ukojenie? Wieczorne uspokojenie? Emocjonalne wyciszenie po potężnej dawce solidnych, mrocznych postrockowych klimatów…

Dobry, choć chwilami ponuro brzmiący wokal Gerrita Koekebakkera, zapadające w pamięć melodyjne linie gitar (Michel Varkevisser) i imponujące dźwiękowe plamy klawiszy (Peter van Dijk) w połączeniu z wybornie prezentującą się sekcją rytmiczną (Menno Kolk – bas i Marcel Heijnen – perkusja) tworzą fantastyczny nastrój i dają nadzieję na niezapomniane chwile, które spędzimy z tą trwającą niespełna trzy kwadranse nową, podkreślmy: bardzo udaną, płytą holenderskiego zespołu.

MLWZ album na 15-lecie