Verbal Delirium - Conundrum

Olga Walkiewicz, Verbal Delirium - Conundrum

„Conundrum” to po łacinie „zagadka”. Słowo, którego znaczenie można rozpatrywać na wielu płaszczyznach. Jest symbolem nieznanego, niezgłębionej tajemnicy, jaką ma w sobie niepojęte i najcudowniejsze paliwo napędzające ewolucję - równowaga pomiędzy życiem i śmiercią. Czy można przejść obojętnie obok tematów, które zmieniły nasze postrzeganie świata? Czy powinniśmy udawać, że nic się w nas nie zmieniło przez ostatnie trzy lata? Człowiek to przedziwna istota… Jego niebywała zdolność przystosowywania się do nowych warunków jest rodzajem fenomenu. Czy rzeczywiście umiemy sobie radzić z problemami otaczającej nas rzeczywistości, czy to tylko nasza wyobraźnia? Pytania rodzą się same, unoszą się w powietrzu niczym metafizyczne opary grożące wybuchem.

„Conundrum” to tytuł nowego albumu grupy Verbal Delirium. To już czwarta studyjna płyta greckiego zespołu, jak zawsze oczekiwana przeze mnie z ogromną niecierpliwością. Na czym polega fakt, że jest to tak wyjątkowa formacja? Z pewnością nie bez znaczenia jest ogromny talent muzyków, ich wyobraźnia i pasja, szczególnie lidera i założyciela grupy - Johna „Jargona” Kosmidisa. To co sprawia, że możemy utonąć w morzu absolutu i wizji, to sen, który zespolił się z naszym nocnym marzeniem i obrazy, które przewijają się w kalejdoskopie myśli. Wszystko co w nas żyło niedopowiedziane, w chwilach zwątpienia i refleksji.

Album „Conundrum” ma pierwiastek niesamowitości i mroku. Zawiera w sobie strach przed nieznanym i pytania o przyszłość. Jest niczym przepowiednia szeptana w czarnej czeluści naszych najgorszych lęków. Tak właśnie rozpoczyna się ten album. „Falling”- ukazuje to, co dzieje się z komórką po zakażeniu SARS-CoV-2 – to historia wpisana w naszą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Muzyczny dialog pomiędzy wiedzą a sztuką. Czas sprowadzony do chwili, punktu na osi upływających zdarzeń lub czwarta współrzędna czasoprzestrzeni w teorii względności. Jaki wpływ ma wirus na ludzkie życie, na przyszłość człowieka jako jednostki? Symfoniczny rozmach tego krótkiego utworu, burzliwa ekspresja, zabójcze, potężne brzmienia unoszące w przestrzeń, druzgocące spokój, zmuszające do refleksji – wszystko to tworzy obrazy wpadające w głębokość źrenic, film pełen niepokoju, ostrzeżenie spadające na słuchacza niczym demon spragniony ofiary. Wideo, które jest ilustracją do tego utworu robi niesamowite wrażenie. Muzyka jest sprzężona z kadrami filmu, z artystyczną wizją naszego wnętrza, kosmicznej pustki wypełniającej biologiczny ogród ciała zbudowanego z atomów, komórek, z kawałków wszechświata tonącego w nieskończonym matrixie. Aranżacja i potęga symfonicznego brzmienia tej kompozycji to zasługa klawiszowca Verbal Delirium – Stratosa Morianosa.

Czas przedstawić wszystkich członków zespołu: John „Jargon” Kosmidis - wokal, instrumenty klawiszowe, George „La Trappe” Pagidas - bas, George „K” Kyriakidis - elektryczna i akustyczna gitara, Stratos Morianos - syntezatory, orkiestracje oraz Vasilis „Wil Bow” Armaos - perkusja. Gościnnie wystąpili też: Marios Ivan Papoulias - skrzypce (w utworach „Falling” i „In Pieces”), Nicolas Nikolopoulos – saksofon i klarnet (w „Conundrum”), Nikitas Kissonas - dodatkowy wokal (w „Falling”, „In Pieces’ i „Intruders”), Leonidas Petripoulos - dodatkowy wokal (w „Falling”, „In Pieces” i „Intruders”), Konstantina Vretou - dodatkowy wokal (w „Falling” i „In Pieces”) oraz Eva Miliou - dodatkowy wokal (w „Falling” i „In Pieces”). Mnóstwo artystów wniosło swój wkład w ten niepowtarzalny album. To jak zostawić kawałek życia, kilka kropli krwi, podpis na cyrografie opowieści o nazwie „Conundrum”.

Historia toczy się dalej… Wyłaniający się z „Falling” utwór „In Pieces” prowadzi do alei zakazanych emocji, uczuć pełnych czarnych snów, rozpalonych ogni na ołtarzu uczuć - miłości znaczonej goryczą. „My lovely princess in two broken pieces”… Lekkość i dyskretna aureola ironii i sensualności. Piosenka utkana z kawałków zmysłowości i błyszczących kropli rosy. Jest w niej znamię bólu i niesamowite chórki. Patetyczne zakończenie, niczym fragment „missa brevis” zatopiony w kolorystyce obrazów Gabriela Rosettiego. Klawiszowa esencja wsiąka w ambalaż wokalnych harmonii i orkiestrowych głębi.

„Intruders” kołysze w rytmie wczesnych lat 60., mieni się tęczą rockandrollowych szaleństw i punkowych rytmów. Jest tu kropla żartu i pokłady energii. To co można sobie wyobrazić w czasie podróży na rozhulanej prędkością karuzeli. Muzyczny rollercoaster sklejony ze snów i wizji, z fragmentów jawy i porozdzieranych kawałeczków marzeń.

Cała płyta jest pełna znakomitych aranżacji, klawiszowych zawirowań przechodzących w czyste brzmienia fortepianu, obłędnej pracy sekcji rytmicznej i szalonych gitar. I te wymyślne polifonie zmieszane z sarkastycznym żartem. „Intruders” to mistrzostwo muzycznej satyry tworzącej wymyślny koktajl z powagą tematu. Tę kompozycję można odkrywać na nowo przy każdym przesłuchaniu. Jest w niej niespożyta siła i ukryte znaczenia. To cyrkowy spektakl odegrany na deskach Globe, ironia ukryta w wersach greckiej tragedii. Kontrasty muzyczne perfekcyjnie oprawione w ramę niezwykłych harmonii.

John „Jargon” Kosmidis potrafi omotać swoim głosem, którym wyraża całą gamę uczuć i emocji. Ma to ujście w barwnych woltach solowych, sekwencjach chóralnych i ciekawych wokalizach. Przykładem niech będzie znakomita kompozycja „Children Of Water”. Główna linia melodyczna jest tu osadzona na akompaniamencie fortepianu i subtelnościach gitary. Wyważone bębny, delikatnie rozkołysane talerze - lekkie i filigranowe, niczym dzwonki i miękkie werble nadające aury tajemniczości - to tajemnica atmosfery mistycyzmu otulającego głos Jargona.

Tytułowe nagranie „Conundrum” to kolejny „teatr rozmaitości”. Czego tu nie ma - świetne partie na instrumenty dęte, za które jest odpowiedzialny Nicolas Nikolopoulos, organowe zawiłości, zgrabne tematy prowokowane przez „grand piano” i ten klimat budowany przez tętniące serce zespołu, jakim jest sekcja rytmiczna. To jedyny kawałek instrumentalny na płycie - bardzo efektowny i wart grzechu.

Zaraz po nim następuje jeden z dłuższych utworów albumu, czyli „The Watcher” - równie zwariowany i nieprzewidywalny. To prawda, Verbal Delirium uwielbia zaskakiwać swoich słuchaczy niekonwencjonalnymi rozwiązaniami, zmianami tempa, tonacji, dynamicznym chaosem i nagłymi zakrętami na torze sklejonym z dźwiękowych cegiełek.

Blisko dziesięciominutowy „Neon Eye Cage” to z kolei utwór mówiący jak bardzo współczesny człowiek jest uzależniony od świata kreowanego przez internet i social media. Zatracamy poczucie realnego życia zamykając je w „sieci”. Stajemy się pionkami niewidocznej machiny zabierającej naszą wolność. Początek przesiąknięty jest dymem starych klubów jazzowych, w których niewidzialny pianista muska klawisze opuszkami palców, a zapach Chanel 5 miesza się z wonią whiskey. Gitarowe riffy sennie oplatają wokal, lecz to tylko złudzenie spokoju, to wstęp po którym wybucha wulkan energii o symfonicznym aranżu. Po nim następuje powrót do nostalgii pierwotnego tematu.

Na sam koniec zespół pozostawił kompozycję „Fall From Grace”. To prześliczna ballada, która jest fantastycznym zamknięciem albumu. Esencja delikatności - sprzężenie muzyki z myślą i tekstem, neonowy pył na włosach poddających się pieszczocie, platynowy blask pomiędzy słowami oraz głos Jargona: „A space between us now. Dividing lines around. Look what I have done”... To doskonała kompozycja i ten fortepian… Mój ukochany instrument od piątego roku życia. Znów mnie zwyciężył razem z głosem Jargona - miękkim jak aksamit, pełnym blasku i siły, płonący ogniem… A na zakończenie pojawia się jeszcze „K” i jego obłędna gitarowa solówka…

Są takie albumy, po których trzeba wziąć zimny prysznic, aby powrócić do realnego świata. Chyba nastąpił ten moment? „Conundrum” to cudowne przeżycie, muzyczny wszechświat w pigułce… Czyżby płyta roku?...                

MLWZ album na 15-lecie