Freedom To Glide - The Chronicle Of Stolen Souls

Olga Walkiewicz, Freedom To Glide - The Chronicle Of Stolen Souls

Freedom To Glide to projekt utworzony przez dwóch przyjaciół: Andy’ego Nixona i Pete’a Rileya. Panowie przez wiele lat grali razem w pinkfloydowskim tribute bandzie Dark Side Of The Wall, doskonale znali się i podzielali pasję do rocka progresywnego. Pomysł, aby tworzyć własną muzykę powstał w 2010 roku. Pete zaczął już wcześniej komponować własny materiał. Skontaktował się z Andym proponując mu zagranie na gitarze w jednym z jego utworów. Efektem współpracy było powstanie dwuosobowego projektu, o bardzo ambitnych planach koncertowych i fonograficznych. Najważniejszym jednak był pozamuzyczny mianownik zespalający ich działania - zainteresowanie historią I wojny światowej. Każdy z nich zamierzał skomponować coś z okazji stulecia jej rozpoczęcia. Artystów łączył ogromny zapał, lecz zdawali sobie sprawę, że aby zmierzyć się z tak poważnym tematem potrzeba czasu i dopracowania wszystkiego w najdrobniejszych szczegółach. Do 2012 roku została wydana EP-ka „Rain” i minialbum - „The Wait”. Musiały upłynąć aż trzy lata, aby ujrzał światło dzienne ich pierwszy album studyjny „Rain”(2013). Rok później pojawiła się kolejna EP-ka - „Sick To Death”. Drugie pełnometrażowe wydawnictwo - „Fall,” ukazało się w 2016 roku, a na nim znalazło się ponowne odniesienie do tematyki I wojny światowej, widzianej z perspektywy stu lat po jej zakończeniu. Przewinął się m.in. problem jeńców wojennych z Dalekiego Wschodu, Rewolucja Rosyjska czy PTSD. Trzeci album, wydany w 2019 roku „Seed”, skupił się na przeżyciach jednostki, a inspiracją dla niego była zarówno literatura i poezja, jak i konkretne postacie, takie jak Robert Wilson i dziadek Andyego - Matt Nixon.

Dyskografia grupy Freedom To Glide stanowi więc hołd dla poległych i wszystkich dotkniętych koszmarem wojny. Trzeba też wspomnieć o bardzo ważnej corocznej tradycji. Tuż przed Bożym Narodzeniem zespół udostępniał swoim fanom pojedynczą kompozycję opowiadającą o toczącej się gdzieś wojnie. Najnowsza płyta „The Chronicle Of Stolen Souls” jest swego rodzaju podsumowaniem całego przedsięwzięcia. Powstałe na przestrzeni lat utwory zostały jeszcze raz nagrane, opatrzone zostały nowymi aranżacjami, zebrane niczym karty muzycznej kroniki, jak wspomnienia czy listy pisane atramentem wojennej pożogi. Panowie Roley i Nixon bardzo dobrze się rozumieją. Sam proces komponowania i nagrywania materiału odbywał się najczęściej „na odległość”. Każdy w swoim studio i wymiana plików online. A nie mieszkają od siebie daleko, bo zaledwie w odległości czterdziestu mil - Andy w West Midlands, a Pete w Derbyshire.

Dźwięk dzwonów to symbol upływającego czasu, stukot maszyny do pisania, słowa na papierze i to, co niewidzialne pomiędzy nimi - ludzkie uczucia. Tak się zaczyna ten album. Spokojem uniesionym do rangi absolutu, narracją zabarwioną akordami fortepianu, miękkim głosem Andy’ego Nixona. Krótki, niespełna trzyminutowy utwór ”The Chronicles of Stolen Souls (Prologue)” ma w sobie tytaniczną siłę budowania żywych emocji. Refren jest niczym motto: „...Read between the lines on the pages of the stories you were told, of the years as they unfolded. Read between the lines on the faces and the hands you got hold. There’s chronicle of stolen souls...”.

Utwór nr 2 to „Stolen Souls” i przywołuje on wspomnienia pierwszego dnia Gwiazdki 1914 roku podczas I wojny światowej i tzw. „rozejm bożonarodzeniowy”. Delikatne klawisze, przytłumiona gitara, drżące talerze. Przepyszna aranżacja o lekko jazzowym odcieniu, fantastyczny fortepian Pete’a otulony głosem Andy’ego i gitarowa solówka niczym wisienka na torcie. Jak niesamowicie można oddać ludzkie zmęczenie, smak pyłu bitewnego osadzającego się na wargach, namalować udręczone twarze z błyskiem odwagi w oczach. Ile tu barw i odcieni grudniowego wieczoru, pasma mgły zamarzającej na rzęsach, oczekiwanie i strach czający się niczym złodziej w ciemnych okopach. Ile waży ludzka dusza zabrana przez wojnę? Głos Nixona przypomina swoją barwą Roine’a Stolta, ma tę samą subtelną dźwięczność i eteryczny magnetyzm.

Każdy dzień naszego życia jest niepowtarzalny, chwile są niczym ruch skrzydeł motyla i jak motyle - przemijają, są ulotne i kruche. I dlatego każdą z nich trzeba się cieszyć, trzeba celebrować i tak zwyczajnie „chwytać dzień...”. „Seize the Day” jest odpowiedzią na niewypowiedziane pytania. Parasolem, pod którym można schować się podczas deszczu, milczeniem zaczarowanym w delikatnym pląsie gitary.

Jak łatwo utracić nadzieję i zwątpić w sens tego o co się walczy… Krótkie gitarowe riffy, niczym pociągnięcia bagnetu na oślep przeczesującego pustkę. Prosty rytm, jak marsz w nieznane, w przestrzeń podzieloną linia frontu, drogą bez powrotu. „The War Cannot Be Won” to piosenka pełna zwątpienia. Bardzo prosta w formie, lecz efektowna pod względem brzmienia.

„Peace Without Victory” wypelniony jest fortepianowymi dźwiękami - rozśpiewanymi w każdym takcie, stanowiącymi zarówno akompaniament, jak i główną linię melodyczną. Podstawą jest jednak wokal - kojący i spokojny, subtelny w osnowie plecionej przez solówkę i pracę perkusji. Kolejne karty opowieści zapisane są w „Silent Land” oraz „Left Side Of My Brain”. Kompozycji tej towarzyszy nieco inna aura. Klawiszowe tło jest tu budowane przez elektroniczne brzmienia keyboardu - surowe w swojej formie, przechodzące w fortepianowe akordy i chórki. Oszczędność w budowie utworu, delikatne muskanie klawiszy i wokal narracyjny, prowokujący skupienie i refleksję.

Utwór „The Chronicle of Stolen Souls (Epilogue)” zamyka klamrą ten koncept. Trochę smyczków zawoalowanych w orkiestracyjnym postumencie, akordy fortepianu i powrót do znanego nam tematu melodycznego wybrzmiewającego na początku albumu.

Jest jeszcze dodatkowe zakończenie albumu. To utwór ”This Is How It Ends” z klimatem wyciętym z twórczości Stevena Wilsona i przewijającymi się samplami w postaci syren alarmowych. Oczywiście na końcu pojawia się przepiękny klawiszowy akcent zagrany na czarno-białych kolorach.

Obraz wojny narysowany przez zespół Freedom To Gilde nie ma w sobie wystrzałów armatnich, huku dział, krzyku rannych i bólu sączącego się z ran pootwieranych przez zabłąkane kule. Stanowi raczej rodzaj myśli przemienionej w nuty, to łzy zawieszone na pięciolinii zmierzchu i kawałki uczuć żołnierzy wtrąconych w Tartar wojny. Wojny, o której nie można zapomnieć...

MLWZ album na 15-lecie