Ologram - La Nebbia

Artur Chachlowski, Ologram - La Nebbia

Osiem utworów, w tym dwa instrumentale, niespełna 42 minuty muzyki i w efekcie naprawdę całkiem zgrabna płyta. Tak najkrócej można streścić debiutanckie dzieło zespołu Ologram, który został powołany do życia przez włoskiego muzyka Dario Gianniego (instrumenty klawiszowe, gitara basowa). Oprócz niego, w zespole mamy jeszcze Roberto Gianniego na klawiszach, Lorenzo Gianniego na gitarach (trzech panów o tych samych nazwiskach sugeruje, że są to bracia, lecz nie do końca jestem tego pewien), Giovanniego Spadaro na perkusji i kilku gości, m.in. skrzypka Matteo Blundo oraz paru wokalistów, o których napiszę w dalszym ciągu tej recenzji.

Od strony muzycznej Ologram oferuje nowoczesny rock progresywny, z korzeniami dobrze osadzonymi w latach 70., z subtelnymi odniesieniami do muzyki Genesis, Pink Floyd, Marillion oraz włoskich klasyków pokroju grup Premiata Forneria Marconi czy Banco Del Mutuo Soccorso. Teksty konceptu zatytułowanego „La Nebbia” („Mgła”) opowiadają o wędrówce człowieka w poszukiwaniu sensu życia... Tytułowa mgła z pewnością czyni tę podróż bardziej męczącą i tajemniczą. Ale też fascynującą…

Muzyczna podróż we mgle rozpoczyna się instrumentalnym "Intro", szumem morza i syreną statku... A może to sygnał dochodzący z portu, z którego wypływa nasz statek? Lekko orientalny klimat podkreślony efektowną partą skrzypiec sugeruje, że jesteśmy gdzieś w okolicach Bliskiego Wschodu…

Kontynuacją opowieści jest tytułowa kompozycja „La Nebbia”, w której można podziwiać kunszt wokalny Fabio Speranzy. Muzycznie jesteśmy już wybitnie w progrockowym klimacie. To nagranie w sposób bezbłędny definiuje to, z czym będziemy mieć do czynienia na reszcie płyty. W utworze tym panuje przyjemny klimat budowany przez dźwięki grane na Moogu, które stanowią osnowę brzmienia zespołu. Na ich tle pojawiają się liczne solówki gitarowe (Lorenzo Gianni to bardzo uzdolniony gitarzysta) i klawiszowe arpeggia oraz atmosfera, która wpisuje się w stylistykę określaną mianem „włoskiej szkoły progresywnego rocka”.

„Vetro Di Rame” (znowu zaśpiewany przez Fabio Speranzę) osadzony jest w klasycznych progresywnych brzmieniach mocno zaakcentowanych instrumentalnymi solówkami, licznymi zmianami tempa oraz doskonałym wsparciem grającego na skrzypcach Matteo Blundo.

Wody, po których wraz z grupą Ologram żeglujemy, to Morze Śródziemne i tak też jest zatytułowany kolejny utwór („Mediterraneo”). Te 5 minut i 5 sekund, bo tyle trwa to nagranie, jest chyba najlepszym fragmentem tego albumu. W każdym razie od samego początku zwróciłem uwagę na tę kompozycje i ilekroć jej słucham, powoduje ona, że podoba mi się coraz bardziej.

Następną piosenkę, „Strane Voci”, śpiewa lekko zachrypniętym głosem Andrea Campisi, co bardzo dobrze pasuje do szorstkiego i twardego brzmienia tego utworu. Inny wokalista, Cristiano Sipione, użycza swojego głosu w dwóch kolejnych kompozycjach "Straniero" i "Una Rotta Verso Est" i w obu brzmi jakby był on klonem słynnego Bernardo Lanzettiego (PFM), co zdecydowanie podkreśla styl i charakter obu tych kompozycji.

Muzyczną podróż z grupą Ologram kończy drugi utwór instrumentalny. „Il Ritorno” to spokojny temat niczym koda spinający w sobie cytaty z poprzedzających go kompozycji i w którym po raz kolejny można docenić ogromne zdolności kompozytorskie i instrumentalne muzyków tworzących tę ciekawą włoską formację.

„La Nebbia” to kolejna bardzo przyjemna niespodzianka, która pod koniec zeszłego roku dotarła do nas z Italii. To niezwykle ciekawy debiut, którego nie sposób nie zauważyć, nie docenić i nie cieszyć się każdym fragmentem tej muzycznej opowieści. To album, który sprawi Wam dużo przyjemności przy słuchaniu i, kto wie, może okazać się początkiem jakiejś pięknej muzycznej historii. Nie ukrywam, że już teraz jestem ogromnie ciekaw kolejnych pomysłów Dario Gianniego i spółki i jestem pewien, że z zainteresowaniem będę wypatrywać kolejnych płyt, które w przyszłości ukażą się pod szyldem Ologram.

MLWZ album na 15-lecie