Again, Fred & Eno, Brian - Secret Life

Jacek Kurek

Dzieli ich niemała różnica wieku, ale znają się od dawna, odkąd 30-letni dziś Fred (a ściślej Frederick John Philip Gibson) jako szesnastolatek przyjął zaproszenie na artystyczne spotkanie u słynnego, obecnie 75-letniego, sąsiada, Briana Eno. Nestor i pionier ambientu od początku był oczarowany talentem młodego twórcy (czego wyrazem jest obecność Freda na płytach „Someday World” oraz „High Life” z 2014 r.). Na łamach „New York Times” podkreślał, że rozwiązania, które Fred stosuje w muzyce, są zupełnie nowe i że nigdy wcześniej niczego podobnego nie słyszał. Akcentując pionierskość dokonań Gibsona, Eno być może nieco przejaskrawia, nie zmienia to jednak faktu, że łącząc siły, obaj powołali do życia muzykę skłaniającą do namysłu nad możliwościami wyboru dalszych dróg jej rozwoju.

Fred Again jest przede wszystkim producentem (już sama jakość produkcji płyty zniewala i przyciąga z siłą trudną do odparcia), ale też płodnym kompozytorem, autorem tekstów i multiinstrumentalistą. Jako muzyk zrazu tworzył ze skromną intencją, by odbiorcami jego muzycznych inwencji byli znajomi, tymczasem jego utwór „Marea (Weve Lost Dancing)” odsłuchano na Spotify ponad 160 milionów razy. W 2020 r. firmował z Headie’m One płytę „Gang”. Potem przyszły następne. Rok później faktycznie zadebiutował pandemiczną płytą „Actual Life”, która zyskała dobrą reputację na całym świecie, choć odrobinę gasząc (a może przeciwnie – wzmagając) nieugaszone tęsknoty klubowiczów za parkietem (poprzedzona była pięcioutworową EP-ką wydaną w maju 2020r.). Rychło powstały dwie kolejne części trylogii. Do wydania całości gorąco zachęcał Eno.

Płyta „Secret Life” ukazał się na początku maja tego roku nakładem wytwórni Text Records, będącej własnością Kierana Hebdena. Ten określił ją mianem najpiękniejszej, jaka ukazała się tego roku. Nie wszyscy jednak podzielają ten entuzjazm. Czytałem recenzję, której autor już w nagłówku sugestywnie oznajmiał, że to nad wyraz nudna muzyka, która w pierwszym rzędzie ujawnia słabości obu autorów. De gustibus non est disputandum - chciałoby się rzec i w samej rzeczy każdy ma swoją wrażliwość, muzyczne priorytety i oczekiwania. Niezbywalne to prawo.

Dla mnie owych 11 utworów trwających łącznie 45 minut stanowi osobistą, intymną wypowiedź, w której szczególną rolę odgrywa cisza będąca spoiwem w spotkaniu dwóch bliskich sobie i podziwiających się artystów. To wyrafinowany mariaż ciszy z dźwiękiem, stonowanego ludzkiego głosu z ambientową aurą dźwięków, młodości z dojrzałością. To zachęta, by schronić się przed wrzawą i zarazem bezpieczna przestrzeń dla przeżywania muzyki wypełnionej emocjami, muzyki zanikającej, wolno płynącej, ze swobodą poruszającej się w zwolnionym wymiarze czasu, tu i ówdzie zakłóconej obcymi, wzmagającymi czujność, dźwiękami. To muzyka na swój sposób medytacyjna i z pewnością bezkompromisowa, tym bardziej wiarygodna.

Jak wspomniałem, Fred Again imponuje aktywnością, z niczym nieograniczoną wyobraźnią sampluje, miksuje, łączy, splata, zapożycza, generując nieokiełznane dźwięki, robi to z poetycką wrażliwością i otwartością na wszystko, co przynieść może kolejny, nowy kolor jego muzyce. Pojawił się nagle i obecnie jest wszędzie. Pewnie rację ma Matthew Blackwell twierdząc, że inwencja Freda imponuje przede wszystkim ze względu na sposób, w jaki wprowadza znane i bezpardonowo podpatrywane u innych techniki, od których kipi internet, tworząc czarujące nowe wzory w szybko zmieniającym się kalejdoskopie wpływów.

Nie sądzę, by płytę „Secret Life” można nazwać przystępną, ale to akurat dobrze. Taka muzyka zasługuje na to samo, co upragniony górski szczyt, na który z mozołem się wdrapujemy, by już nigdy nie zapomnieć widoku, jaki zeń się rozpościera. Kluczem do wniknięcia w tę artystyczną propozycję zdaje się być relacja obu artystów, którzy wzajemnie określają się jako mentorzy. Dla Eno Fred jest autorytetem w tym przede wszystkim znaczeniu, że wprowadza go w świat muzyki współczesnej (najnowszej). Co ważne, na płycie zdaje się ufnie oddawać Fredowi pierwszeństwo w kreowaniu całej przestrzeni. I tak oto dotykani delikatną mgłą dźwięków odnajdujemy ten rodzaj zwiewności, której tym bardziej potrzebujemy im większy wokół zgiełk.

MLWZ album na 15-lecie Tangerine Dream w Polsce: dodatkowy koncert w Szczecinie The Watch plays Genesis na koncertach w Polsce już... za rok Airbag w Polsce na trzech koncertach w październiku Gong na czterech koncertach w Polsce Dwudniowy Ino-Rock Festival 2024 odbędzie się 23 i 24 sierpnia