Negative Zone - Negative Zone

Artur Chachlowski,
ImageJeżeli ktoś kocha wczesne pinkfloydowskie produkcje, pełne psychodelicznych klimatów, delikatnych dźwięków gitar i ciekawych partii wokalnych, to debiutancki album zespołu Negative Zone jest z pewnością dla niego wymarzonym prezentem. Przyznam szczerze, że zaskoczył mnie ten zespół. Nie tylko stylistycznym nawiązaniem do słynnych „Ech”, czy „Atomowego serca matki”, lecz przede wszystkim jakością swoich muzycznych propozycji. Początkowe zaskoczenie przerodziło się po kilku przesłuchania w prawdziwe zauroczenie. A teraz, gdy znam ten album już niemal na pamięć, to jestem pełen największego zachwytu nad kunsztem i talentem grupy Negative Zone. To, co prócz niezwykłej atmosfery płyty podoba mi się najbardziej, to fakt, że nie można mówić w przypadku muzyki wypełniającej ten album o jakichś nawiązaniach wprost, czy jakichkolwiek cytatach. Z drugiej strony, gdy słucha się tego wydawnictwa, cały czas odnosi się wrażenie, że ta muzyka musiała powstać jakieś 35 lat tumu i że niemożliwe jest, że Waters z Wrightem, Gilmourem i Masonem nie maczali w niej swoich palców. W produkcjach Negative Zone liczy się klimat i atmosfera tamtych lat. Wczesnych psychodelicznych lat 70, tętniących duchem epoki dzieci – kwiatów. Tu akustyczna delikatność przeplata się z intensywną dynamiką, zgrabne partie wokalne idealnie wtapiają się w eksperymentalne brzmienia. Nie ma tu nieprzemyślanych i niepotrzebnych dźwięków, każda pojedyncza nuta ma tu swoje właściwe miejsce. Zastanawiałem się na ile szczerze można grać jeszcze taką muzykę w dzisiejszych czasach? Przecież od tamtej kolorowej epoki minęło już kawał czasu.. I ilekroć słucham tej wspaniałej płyty, to coraz bardziej uświadamiam sobie, że w muzyce Negative Zone nie ma nic z wyrachowania i kunktatorstwa. Ta muzyka płynie prosto z serca. Jest piękna, wspaniała, niesamowicie optymistyczna. I do tego zagrana w sposób autentycznie szczery i rzetelny. Bardzo mądry i bardzo potrzebny to album. Po jego wysłuchaniu chce się żyć i chce się wierzyć, że prawdziwa muzyka nie umrze nigdy.
MLWZ album na 15-lecie