Opeth - Watershed

Maciej Stwora,

ImageGrupa Opeth została założona w 1990 roku w Szwecji, a „Watershed” (wydany w 2008 roku) jest już jej dziewiątym studyjnym albumem w karierze. Szwedzi w swojej twórczości łączą ostry death metal z nastrojowym rockiem progresywnym, uzyskując przez to oryginalny i rozpoznawalny styl. Wokalista zespołu Mikael Akerfeldt stosuje podobny kontrast w swoim śpiewaniu. Z jednej strony posługuje się krystalicznie czystym głosem, podczas gdy w innych momentach używa metalowego growlingu. Wszystko to połączone w jedną całość daje piorunujący efekt, o czym możemy się przekonać słuchając najnowszego wydawnictwa zespołu.  

„Watershed” składa się z siedmiu kompozycji:

Coil. Pierwszy utwór to delikatna ballada, zaśpiewana wspólnie przez Mikaela oraz Nathalie Lorichs, która wzbogaca swym pięknym śpiewem równie subtelny głos wokalisty Opeth. Urocze nagranie.

Heir Apparent. Diametralna zmiana klimatu. Początek jest stonowany, ale już w okolicy pierwszej minuty następuje mocne wejście i pokaz ostrego growlu Akerfeldta. Gitarzysta Fredrik Akesson popisuje się świetnymi partiami solowymi, a sekcja rytmiczna zachwyca swoją dokładną i perfekcyjną grą. W obrębie utworu występuje kilkukrotna zmiana klimatu, co jest znakiem rozpoznawczym Opeth. Ostatnie dwie minuty to już rock progresywny, z wyeksponowaną na pierwszym planie gitarą.

The Lotus Eater. Mamy tu do czynienia ze świetnym połączeniem dwóch stylów śpiewania wokalisty. W jednym momencie pojawia się czysty głos, który za chwilę zastępowany jest growlingiem. Muszę dodać, że w obu przypadkach poziom wykonania jest niezwykle wysoki. W czwartej minucie następuje uspokojenie, podczas którego dobrze słyszalne są instrumenty klawiszowe Pera Wiberga. W szóstej minucie wracamy do ostrzejszego grania, połączonego ze świetną partią wokalisty. Mocny fragment urywa się nagle, na kilkanaście sekund przed końcem i zostajemy sam na sam z niepokojącym ambientowym tłem. Robi wrażenie.

Burden. Kompozycja, która nastrojem zbliżona jest do nagrań z płyty „Damnation”, którą Opeth wydał w 2003 roku. Od początku do końca jest to czysto rockowy utwór, ze świetnymi partiami gitar, klawiszy oraz z dramatycznym śpiewem Mikaela. Warto zwrócić uwagę na cudowną gitarową solówkę w czwartej minucie. Intryguje także „rozstrojona” gitara akustyczna pod sam koniec. „Burden” to idealny przerywnik i odpoczynek od metalowych kompozycji na płycie „Watershed”.

Porcelain Heart. Powrót do ostrzejszych dźwięków, wyjątkowo delikatny śpiew wokalisty zderza się tutaj z „ciężkimi” partiami instrumentalistów oraz z rytmicznymi „łamańcami”. Martin Axenrot pokazuje w tym nagraniu rewelacyjny warsztat perkusyjny, który świetnie współgra z resztą zespołu. Zwracam uwagę na podniosłą końcówkę, w której uwydatnia się siła i moc brzmieniowa Opeth.

Hessian Peel. Najdłuższy utwór na płycie, cechujący się ogromną ilością zmian nastrojów w trakcie trwania. Zaczyna się łagodnie i klimatycznie, z wyraźnie wyeksponowanym głosem wokalisty. W piątej minucie słyszymy śliczny fortepian, a tuż po nim piekielnie mocne wejście wszystkich instrumentów oraz growlu Mikaela. Rewelacyjny kontrast. Chwilę później nastrój staje się spokojniejszy i w okolicy ósmej minuty pojawia się świetny rytm perkusyjny. Nie trwa to jednak długo i ponownie mamy do czynienia z dynamicznym metalowym graniem. I jeszcze finałowa, intrygująca transowa melodia. „Hessian Peel” jest świetnym przykładem na to, jak bogata i pomysłowa jest muzyka Szwedów. I dowodem na niezwykle wysoki poziom umiejętności muzyków. Majstersztyk.

Hex Omega. Rewelacyjne nagranie na zakończenie albumu. Mocne wejście, nagłe wyciszenie, piękny śpiew i znowu metalowe uderzenie. I tak na zmianę. W 3 minucie na pierwszy plan wychodzą klawisze Wiberga, pobudzają wyobraźnię słuchacza, a po chwili „płyną” już z resztą instrumentów. Ostatnie dwie minuty to absolutne mistrzostwo. Świetny riff gitarowy i genialne przybicia perkusyjne. Muzyczny raj.

Opeth należy w tej chwili do ścisłej, światowej czołówki zespołów, grających progresywno-metalową muzykę. „Watershed” jest fantastycznym potwierdzeniem tego faktu. Zespół łączy dwa odmienne, muzyczne światy, uzyskując doskonały efekt końcowy. Każdy, kto jest otwarty na oryginalne podejście do rocka progresywnego i nie unika ekstremalnych odmian metalu będzie zachwycony tym albumem. Pomysłowość, ogromne zróżnicowanie, piękne melodie, metalowy ciężar, bogactwo brzmieniowe, skomplikowana rytmika, liczne kontrasty - to znaki rozpoznawcze stylu Szwedów. Perfekcyjnie ukazane na płycie „Watershed”. Polecam wizytę w królestwie magicznych dźwięków Opeth.

MLWZ album na 15-lecie