Nolan, Clive & Wakeman, Oliver - The Hound Of Baskervilles

Artur Chachlowski,
ImageJuż w dniu premiery (luty 1999 r.) pierwszego wspólnego dzieła Clive’a Nolana i Olivera Wakemana wiadomo było, że „Jabberwocky” nie będzie jednorazowym projektem tych dwóch wirtuozów klawiatury. W licznych wywiadach mówili już wtedy o pomyśle na adaptację detektywistycznej powieści Athura Conana Doyle’a „The Hound Of The Baskervilles”. Minęły 3 lata i dotrzymali słowa. Przygotowali album, który z całą pewnością dorównuje klasie swojego poprzednika.

Clive Nolan to wielka gwiazda współczesnej sceny progresywnej. Któż nie zna jego porywających partii instrumentalnych na kolejnych płytach Pendragonu, Areny, czy Shadowland? Oliver Wakeman to z kolei syn chyba najsłynniejszego keyboardzisty rockowego – Ricka Wakemana. Do tej pory zasłynął on kilkoma solowymi płytami, współpracą ze Stevem Howe, ale prawdziwym przełomem i największym artystycznym sukcesem był dla niego wspomniany już album „Jabberwocky” oparty na poemacie Carolla Lewisa i nagrany we współpracy z Clivem Nolanem. Format wydanego przed miesiącem albumu „The Hound Of The Baskervilles” jest bliźniaczo podobny do pierwszej płyty obu panów. Poszczególne piosenki (a także utwory instrumentalne) ilustrują kluczowe wydarzenia opisane w dziele literackim. W tym przypadku w powieści o słynnym detektywie Sherlocku Holmesie. Są one powiązane partiami narracji jego współpracownika i bliskiego przyjaciela Doktora Watsona. W tej roli wystąpił słynny brytyjski aktor Robert Powell. Chyba najbardziej kojarzący się polskim widzom jako odtwórca roli Chrystusa w filmie „Jezus z Nazaretu” Franco Zefirelliego. I od razu trzeba zaznaczyć, że wywiązał się on z roli narratora w sposób perfekcyjny. Czytane przez niego komentarze spinają poszczególne wydarzenia, spiętrzają napięcie w kulminacyjnych momentach i idealnie ilustrują następujące po sobie zwroty akcji. Jego głęboki, pełen wyczucia głos doskonale oddaje charakter tej mrocznej historii. Warto podkreślić, że to nie pierwszy raz, kiedy Robert Powell użycza swego głosu na płytach firmowanych nazwiskiem Wakeman. W 1983 roku na płycie Ricka „Cost Of Living” czytał on wiersz „Elegy From a Country Churchyard” Thomasa Greya. Gdyby kogoś interesowała kolejna ciekawostka, to przypominam, że na „Jabberowcky” w roli narratora wystąpił sam… Rick Wakeman. Ale dość tych dygresji, bo zaciemni nam się obraz tej i tak już bardzo mrocznej opowieści. Obok narratora mamy na płycie „The Hound Of The Baskervilles” całą plejadę intrygujących postaci. W ich role wcieliło się szereg znanych w rockowym świecie artystów. Oto jak przedstawia się obsada. A jest ona doborowa: w roli sir Henry Baskerville’a wystąpił Bob Catley z grupy Magnum, Miss Beryl Stapleton to Tracy Hitchings (Landmarq), rolę pani Laury Lyons odtwarza młoda amerykańska wokalistka Michelle Young, której płytę „Marked For Madness” recenzowaliśmy miesiąc temu na łamach MH. Inne męskie role wokalne to Ashley Holt wcielający się w rolę Doktora Jamesa Mortimera, Ian Gould jako przestępca Seldon oraz Paul Allison jako Stapleton. W chórkach słychać tez Paula Wrightsona (ex-Arena). To wokaliści. A kto muzycznie udziela się w tej opowieści? Przede wszystkim trzech słynnych progresywnych gitarzystów: Karl Groom (Threshold), Peter Banks (ex-Yes) i Arjen Lucassen (Ayreon). Na gitarach basowych dwóch innych, niemniej znanych muzyków: Peter Gee (Pendragon) i John Jowitt (IQ, Jadis). Na perkusji gra Tony Fernandez (Rick Wakeman Band). I wreszcie na syntezatorach  obaj pomysłodawcy, autorzy i kompozytorzy całości: Clive Nolan i Oliver Wakeman.

Jeśli nie wiecie czego dokładnie dotyczy fabuła powieści „Pies Baskerville’ów” nie przejmujcie się tym za bardzo. Brak tej wiedzy nie przeszkadza we właściwym odbiorze całej płyty. Ale bądźcie przygotowani na to, że muzyczna opowieść wciągnie Was tak mocno, że ze zdumieniem sięgnięcie po książkę i z zapartym tchem będziecie starali się sami wyjaśnić zagadkę tajemniczego psa siejącego grozę na bagnach zachodniej Anglii. Wiem, że tak będzie, bo sam tego doświadczyłem. Nie mogłem oprzeć się pilnej potrzebie przeczytania książki A.C. Doyle’a, więc szybko się w nią zaopatrzyłem i „połknąłem” w jeden wieczór. To chyba ewidentny dowód  na to jak dobra muzyka i ambitna literatura potrafią się pięknie przenikać.

Dobra muzyka...No właśnie, przyjrzyjmy się poszczególnym kompozycjom wypełniającym ten  album. Płytę otwiera pompatyczna uwertura, która za pomocą świetnych melodii, dzięki orkiestralnym aranżacjom i głosowi narratora idealnie wprowadza nas w klimat całej historii. Zrazu króluje tu zawrotne tempo, dynamizm, szybko zmieniające się nastroje, spośród których wybijają się szaleństwo, strach i trwoga. I po chwili wyłania nam się pierwsza piosenka: „The Curse Of The Baskervilles” opisująca wizytę Doktra Jamesa Mortimera w domu Sherlocka Holmesa przy Baker Street w Londynie. Nie chciałbym wyróżniać nikogo spośród wielu śpiewających na tej płycie wokalistów, ale interpretacja centralnej postaci historii, sir Henry’ego Baskerville’a w  wykonaniu Boba Catleya zasługuje na najwyższe słowa uznania. Ten weteran rocka przeżywający wzloty i upadki ze swoim macierzystym zespołem Magnum (nota bene właśnie na rynku pojawił się nowy album tego zespołu zatytułowany „Breath Of Life”. Gorąco polecam!) na płytach duetu Nolan – Wakeman  wypada szczególnie dobrze, ba! wręcz perfekcyjnie. Po raz pierwszy jego głos odzywa się w nagraniu „Shadows Of Fate” i jest to utwór wręcz zniewalający. Jego niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju wokal  w otoczeniu cudownych syntezatorowych orkiestracji naprawdę robi spore wrażenie. Inna śpiewana przez niego solo piosenka „Picture Of A Lady”, która pojawia się mniej więcej w połowie opowieści, to moim zdaniem drugi najjaśniejszy punkt programu całej płyty. Tym razem głos Catleya jest nadzwyczaj spokojny, natchniony, nastrojowy. Nic dziwnego, w tym momencie rodzi się przecież uczucie pomiędzy sir Henrym, a Miss Beryl Stapleton. Beryl to chyba najbardziej złożona i kluczowa postać tej opowieści. Przekonujemy się o tym  w trakcie utworu „The Argument”, kiedy to sir Henry i Beryl spotykają się na bagniskach i są obserwowani z ukrycia  przez jej zazdrosnego brata (męża?) Stapletona. Ten delikatny duet miłosny przeradza się  w pewnym momencie w gwałtowną kłótnię na 3 głosy. Podobny wymiar takiej wielopiętrowej wokalistyki posiada też kompozycja „Waiting”, będąca punktem zwrotnym albumu. Do trzech głosów dołącza się tu jeszcze Ashley Holt (Doktor Mortimer) i do naszych uszu dociera najprawdziwsza uczta wokalna. Dla takich utworów jak ten warto poszperać po półkach zaprzyjaźnionych sklepów muzycznych w poszukiwaniu tej absolutnie pięknej i ze wszech miar udanej płyty.

Zapewne zapytacie czy album ten nie posiada żadnej słabszej strony? Istotnie nie. No, może jeśli już do czegoś mógłbym się przyczepić to w książeczce brakuje mi szczegółowych opisów który z muzyków gra w którym utworze. Szczególnie może to drażnić, gdy wiadomo, że na płycie mamy aż 3 doskonałych gitarzystów. A soczystych partii granych na tym właśnie instrumencie nie brakuje na tym wydawnictwie. Chciałoby się też wiedzieć które syntezatorowe partie wykonuje Nolan, a które Wakeman. Wytrawne ucho dobrze zorientowanego fana z pewnością nie będzie miało problemów z rozszyfrowaniem który z muzyków odpowiedzialny jest akurat za to, a nie za inne solo, chociaż przyznam szczerze, że aczkolwiek nigdy nie uzurpowałem sobie pozycji  genialnego detektywa, to w odróżnieniu od Sherlocka Holmesa wcale nie łatwo przychodziło mi rozwiązanie tych wielu muzycznych łamigłówek. Niemniej jednak po kilkakrotnym uważnym przesłuchaniu tej płyty doszedłem do genialnej (niewątpliwie wciąż jednak nie na miarę Sherlocka Holmesa) konkluzji: album „The Hound Of The Baskervilles” z pewnością spełni oczekiwania nawet najbardziej wymagających słuchaczy. Śmiem twierdzić, że płyta ta jest jednym z najbardziej pozytywnych przykładów na potęgę muzycznej ekspresji jaką niesie ta tak bardzo kontrowersyjna forma muzycznej wypowiedzi, jaką jest klasyczny koncept-album. To jedna z najwspanialszych „płyt z fabułą”, które kiedykolwiek słyszałem. A najważniejsze jest to, że Clive i Oliver potwierdzają, że myślą już o swoim nowym wspólnym, przedsięwzięciu.

MLWZ album na 15-lecie