Ranne Ptaszki - W pełni

Jacek Kurek

W połowie marca ukazała się druga płyta Rannych Ptaszków (5 kwietnia wydana również na LP). Nazwa zespołu natychmiast zwróciła moją uwagę, prowadząc ku urokliwej płycie nagranej na przełomie 2016 i 2017 r., a wydanej niewiele później przez niejakie Early Birds. Siedem lat różnicy. Niemało. Ale dojrzewaniem w czasie nowy album pachnąco rozkwita. Ten pierwszy zatytułowany został „Świt”, drugi „W pełni”. I układa się to w piękną, pełną wymowy całość. Nazwę anglojęzyczną grupy zastąpiła polska. Zespół zyskał tutaj pewną dwuznaczność…, bo nie tylko o porę dnia chodzić może, ale też o rany, które z czasem się pojawiają, które ku dojrzałości prowadzą, bez których nie byłoby życia „W pełni”. To tylko jeden z przejawów ważnych bardzo zmian, o czym za chwilę. Istotne jest tu bowiem zarówno to, co łączy, jak i to, co dzieli. Łączy płyty przede wszystkim głos, sensualna siła kobiecości i temperament Martyny Kubiak de domo Kwolek, bo pod tym właśnie panieńskim nazwiskiem ta wybitnie utalentowana artystka wystąpiła na płycie debiutanckiej. Martyna Kubiak vel Kwolek to autorka niemal wszystkich tekstów na debiutanckim „Świcie” (jeden napisała wtedy Maya Angelou, w innym wykorzystano fragment wiersza Haliny Poświatowskiej), zarówno polskich, jak i angielskich oraz muzyki do każdego z utworów oprócz jednego, bo był na pierworodnym albumie, i cover „My Favourite” Oskara Hammersteina II i Richarda Rodgersa zaaranżowany przez Martynę (po latach wspomina, że słuchacze wciąż pamietają tamto wykonanie). Na teraz wydanej płycie nie ma ani coverów, ani też pisanych po angielsku słów. To kolejna zmiana, znaczący trop.

Poznałem tę wspaniałą artystkę dzięki koledze, który był jej nauczycielem w liceum, w którym i ja przed laty dorywczo uczyłem, ale przede wszystkim, które także – podobnie jak Martyna – ukończyłem, choć oboje zrobiliśmy to w bardzo różnych epokach. Nawiasem mówiąc, do dzisiaj codziennie patrzę na zgrabną modernistyczną bryłę budynku tej zacnej szkoły, bo mieszkam raptem 200 metrów od niej. Martyna wpisuje się w całą konstelację wybitnych muzyków, aktorów, pisarzy czy malarzy (a są jeszcze przecież liczni uczeni) wykształconych tam na przestrzeni osiemdziesięciu lat. Powróćmy jednak do „Świtu” i tego, co „W pełni”…

„Świt” zawiera muzykę, będącą owocem młodzieńczej fascynacji subtelnym, wyrafinowanym jazzem dryfującym po spokojnych wodach szlachetnej muzyki pop. Na płycie „W pełni” ten gustowny splot nadal jest wyczuwalny, ale znacznie bardziej uobecnia się w nim śmiała, pozbawiona kompleksów, świadomie wyrażona indywidualność muzyków. W efekcie otrzymujemy propozycję szczęśliwie trudną do porównania z czymkolwiek, dzięki barwom, harmoniom i ekspresjom, z wdziękiem wymykającą się pokusie ukrycia jej w ponumerowanych szufladkach. Martynie towarzyszą znakomici instrumentaliści, których łączy napełniony wyobraźnią i kompetencją wyborny aranż. To płyta zdecydowanie bardziej dojrzała i jeszcze bardziej intymna, spowita aurą przenikania się światła i mroku, wywodząca się z głębi doświadczeń, nieraz snów niepokojących, tęsknot, nienasyceń, emocji, niepewności, takich jednakowoż, które prowadzą ku znalezieniu drogi, ku witalności życia. W utworze „Szukaj, szukaj” Martyna powtarza raz szeptem, a raz niemal krzycząc: „szukaj wiary, szukaj sensu”, w piosence „Ość” śpiewa: „dziś oddycham pełną piersią, choć jeszcze wczoraj brakowało tchu” i jeszcze: „marazm opuści cię, gdy przyjmiesz, że każdy ból ma jakiś cel”, natomiast w „Banalnym” deklaruje: „kwitnę i rozpylam miłość”. Zawsze jednak świadoma, że wciąż trzeba być czujnym, bo każda chwila wszystko może zmienić. Ot, to właśnie dojrzałość, mądrość wyrażona dźwiękami i słowem nimi otulonym.

Nadal towarzyszą autorce i wokalistce mocno oraz znakomicie zaznaczający się na obu płytach Marcin Pater na wibrafonie i marimbie (teraz także gitarze) oraz nie mniej wyrazisty Mateusz Szewczyk na kontrabasie i gitarze basowej (teraz też na moogu), ponadto Patryk Zakrzewski na instrumentach perkusyjnych. Piotra Budniaka za perkusją zastąpił uznany już wielce Tomasz Machański. „W pełni” nie ma intensywnie obecnego na pierwszej płycie saksofonu Kuby Chojnackiego, jest natomiast wytrawnie zaaranżowany przez znakomitego dyrygenta, kompozytora, pianistę i aranżera Nikolę Kołodziejczyka kwartet smyczkowy w składzie: Joanna Zagajewska i Łukasz Krusz (skrzypce), Kornelia Lewandowska (altówka), Nikol Latocha (wiolonczela). I ta obecność to kolejna zmiana doprawdy ważna, bo zmienia wiele od pierwszych sekund w muzycznym fruwaniu tych uwodzicielskich Rannych Ptaszków. W chórkach pozostała Marta Fedyniszyn, ale Gabrielę Szymańską zastąpiła Barbara Błaszczyk. Autorką niemal całego repertuaru i wokalistką jest Martyna Kubiak, z którą w jednym utworze („Ość”) śpiewa gościnnie Anna Bratek. Mateusz Szewczyk jest kompozytorem instrumentalnego (poruszające solo kontrabasu, przeprowadzające nas z ciemności ku światłu) utworu „Brzask”, który łączy dwie części albumu – tę nocną, mroczną i tę jasną, dzienną, pełną nadziei. „W pełni” ujmuje nieograniczoną wyobraźnią artystów, ich erudycją i – mimo niezaawansowanego jeszcze wieku – dojrzałością, będącą na tej płycie pod każdym względem rysem o szczególnym znaczeniu. Zespół podkreśla: „można nas oceniać również po okładce!”, wszystko dzięki minimalistycznemu, pięknemu w swej prostocie projektowi Marty Sitko-Milej (również autorki aktualnego logo zespołu). Inna rzecz, że okładka debiutu zaprojektowana przez Barbarę Kozaczkiewicz także tchnie wzruszającym urokiem.

Amfiladę jedenastu utworów rozpoczyna oniryczna i senno-tęskna „Jemnanoc” (utwór napisany do słów wiersza Krzysztofa Kościelskiego), a kończy niezrównana w prawdzie i prostocie „Cisza”. Wszystkie meandrują, kierując się ku światłu i nadziei z ekspresją rozpiętą między czułym szeptem a łagodnym krzykiem, melodiami gustownymi i niespiesznymi recytacjami. To kolekcja piosenek nieprzypadkowych, bez jednej słabej. Układają się w głęboko przemyślany koncept album, opowieść o wychodzeniu ku oddechowi, ku dobru i znajdowaniu sensu, bo nie jest „Banalny” i tego, co „Offline”, o zawołaniu celnym „Szukaj, szukaj” i o tym, że dobrze jest gdy „Wracam do domu”, o tym, że bywamy „Bliżej siebie”, ale czasem „Wciąż mi mało” i oczywiście trudno okiełznać „Ego”, o „Jemnanocy” i oswajaniu „Ciszy”, w której mieszka światło i o „Brzasku”… A także o tym, że prawdziwe piękno, smak życia, zamyka się w doświadczaniu pełni.

Tak… Dla mnie ta płyta to bez wątpienia najściślejsza czołówka spośród w tym roku już posłuchanych. Polecam ją wszystkim, którzy szukają drogi, a woleliby uniknąć nachalnych mentorów oraz tym, którzy już ją znaleźli i gotowi są poznać idących obok.

MLWZ album na 15-lecie Tangerine Dream w Polsce: dodatkowy koncert w Szczecinie The Watch plays Genesis na koncertach w Polsce już... za rok Airbag w Polsce na trzech koncertach w październiku Gong na czterech koncertach w Polsce Dwudniowy Ino-Rock Festival 2024 odbędzie się 23 i 24 sierpnia