Stain Monsters - Still In Love

Artur Chachlowski

Od wielu lat dzięki norweskiej firmie Apollon Records poznajemy nowe ciekawe zjawiska na mapie norweskiego rocka. Odkrywamy też dawno zapomniane skarby, o istnieniu których w ogóle nie mieliśmy pojęcia.

Grupa Stain Monsters została założona w 1988 roku przez Steina Monstada i HP Gundersena, którzy pracowali wówczas w legendarnej kafejce Cafe Opera w Bergen. Byli dobrymi przyjaciółmi, którzy pochodzili z dwóch zupełnie różnych muzycznych światów. Stein interesował się wczesną muzyką syntezatorową, taką jaką grali Gary Numan czy John Foxx, zaś HP skłaniał się ku dopracowanemu popowi w stylu Steely Dan i Simple Minds. Łączyła ich fascynacja muzyką zespołów z lat sześćdziesiątych i wczesnych siedemdziesiątych, takich jak Electric Light Orchestra, T. Rex czy późni Beatlesi. Założyli zespół o nazwie Stain Monster i ich pierwsza płyta ukazała się w 1991 roku. Podobno do dziś ma w swojej ojczyźnie status kultowej. Nie znam, nie słyszałem, ale nie wypada nie wierzyć w to, o czym informują materiały reklamowe wytwórni Apollon.

Minęło kilka dekad i panowie Monstad i Gundersen postanowili powrócić do współpracy. Trochę dla zabawy nagrali nową piosenkę „Lykke & soorg”, by sprawdzić czy magia nadal unosi się w powietrzu. Okazało się, że zdecydowanie tak. Poszerzyli swój zespół, który w efekcie rozrósł się aż do sześciu osób. W tym gronie znalazła się keyboardzistka Cecilie Leganger. Pewnie mało kto wie, ale to wielokrotna mistrzyni oraz medalistka mistrzostw świata i Europy w piłce ręcznej, brązowa medalistka Igrzysk w Sydney (2000), w 2001 roku uznana za najlepszą bramkarkę. Teraz okazuje się, że jest nie tylko najlepszą pianistką wśród bramkarek, lecz także najlepszą bramkarką wśród keyboardzistek…

Wprawdzie muzyka na nowej płycie Stain Monsters w zasadzie nie opiera się na brzmieniu instrumentów klawiszowych (choć nie sposób nie docenić świetnej pracy wykonanej przez Cecilie), bo brzmienie zespołu to domena gitarzystów (na gitarach grają HP Gundersen oraz ikona norweskiego rocka Kjartan Kristiansen z Dum Dum Boys) oraz miękkiego klimatu budowanego przez łagodnie grającą sekcję rytmiczną: Ben Eriksen (bas) – Stein Inge Brækhus (perkusja), a nade wszystko ciepłego wokalu Steina Monstada. To on i jego talent lśni na płycie „Still In Love” najpełniejszym blaskiem.

W programie albumu znajdujemy 10 bezpretensjonalnych, pogodnych i niesamowicie melodyjnych piosenek. To rzecz z gatunku płyt w sam raz na lato. Do relaksu na rozgrzanej słońcem plaży, do sączenia ulubionego drinka przy basenie, do potańczenia w dyskotece oraz do wieczornego relaksu, gdy jesteś zmęczony całym dniem i chcesz posłuchać czegoś, co cię zrelaksuje i wprawi w dobry nastrój. To album o bardzo pozytywnym wydźwięku – świetny towarzysz w dobrych i pogodnych chwilach.

Ktoś może narzekać, że spora część materiału wypełniającego płytę „Still In Love” to błahe piosenki, a niektóre z nich zahaczają o stylistykę ‘cała sala śpiewa z nami’, ale muzyka Stain Monsters potrafi też przynieść odrobinę refleksji, gdyż zawiera sporo ambitnie zaaranżowanego materiału, jak na przykład utwory „Tropical Wind” (wspaniałe beatlesowskie smyczki i wokal utrzymany w stylu Marca Bolana!), „Weird Game” czy „Happy”, które – wydaje się – mogłyby pół wieku temu znaleźć się śmiało na wczesnych solowych płytach Paula McCartneya czy Ringo Starra. Bo „Still In Love” to dokładnie ten rodzaj stylistyki, która spodoba się fanom The Beatles, Beach Boys, The Last Hurrah, Dum Dum Boys, T. Rex czy Flying Burrito Brothers.

Rozpoczyna się majówka. Lato za pasem. Polecam tę muzykę na długie wakacyjne i weekendowe wyprawy. W samochodzie, z rozwianym włosem i przeciwsłonecznymi okularami na nosie też sprawdza się doskonale.

MLWZ album na 15-lecie Tangerine Dream w Polsce: dodatkowy koncert w Szczecinie The Watch plays Genesis na koncertach w Polsce już... za rok Airbag w Polsce na trzech koncertach w październiku Gong na czterech koncertach w Polsce Dwudniowy Ino-Rock Festival 2024 odbędzie się 23 i 24 sierpnia