OSI - Office of Strategic Influence

Artur Chachlowski,
ImageOSI? Któż zacz? Szybciutko wyjaśniam: kilka lat temu Mike Portnoy (Dream Theater) poszukiwał gitarzysty, który zasiliłby szeregi tworzonej właśnie superformacji Transatlantic. Zaproponował tę posadę Jimowi Matheosowi (Fates Warning), ale Jim nie mógł wtedy przestąpić do zespołu, gdyż pochłaniały go sprawy związane z macierzystą formacją. Jak wiadomo, utorowało to drogę na pokład Transatlantica liderowi The Flower Kings Roine’owi Stoltowi. Jednakże przy tworzonym kolejnym projekcie, właśnie OSI, Matheos nie odmówił już Portnoyowi. Przy ich boku stanął keyboardzista i wokalista Kevin Moore (kiedyś w Dream Theater, obecnie w Chroma Key) oraz w charakterze zaproszonych gości basista Sean Malone (Kordian Knot) oraz wokalista Steven Wilson (Porcupine Tree). I tak powstała grupa OSI, który to skrót, jak i tytuł samej płyty rozszyfrować należy jako nazwę tajnej agencji utworzonej przez amerykańską administrację po zamachach 11 września. Czyżbyśmy zatem byli świadkami narodzin kolejnego progrockowego superbandu? O nie, nic z tych rzeczy. Nie znajdziecie na tym albumie prostej kontynuacji dokonań Dream Theater, Porcupine Tree, czy Fates Warning. Nie usłyszycie też kolejnego klona innych projektów Portnoya w rodzaju Liquid Tension Experiment. OSI gra muzykę o dość oryginalnym zabarwieniu i szczególnym podejściu do zjawiska, któremu nadmiernie często przykleja się progmetalową etykietkę. O ile sama muzyka chwilami potrafi brzmieć dość ciężko, to przez cały czas unosi się nad nią duch psychodelii, akustyczne dźwięki mieszają się tu z industrialnym brzmieniem, niemal bez przerwy słyszymy mnóstwo elektronicznych i  programowalnych dźwięków. To efekt ogromnego wpływu muzycznej osobowości Kevina Moore’a, który sprawił że długimi chwilami wydaje się, że OSI to brat bliźniak jego grupy Chroma Key. Warto  jeszcze zwrócić uwagę na fenomenalną grę na bębnach i talerzach  Mike’a Portnoya. Tylu magicznych smaczków, które wyszły spod jego stóp i rąk nie słyszałem chyba jeszcze na żadnym albumie rockowym. No i na koniec podkreślić, że limitowana wersja tej płyty zawiera dodatkowy srebrny krążek, na którym oprócz obfitej dokumentacji wideo znajdujemy 3 bonusy. A pośród nich dziewięciominutową wersję utworu z repertuaru Pink Floyd „Set The Controls For The Hart Of The Sun” z płyty „Saucerful Of Secrets”. Palce lizać!
MLWZ album na 15-lecie