Abraxas - Prophecies

Artur Chachlowski,
ImageJuż w chwili, gdy na rynku pojawił się album „Centurie” wiadomo było, że w niedługim czasie ukaże się angielskojęzyczna wersja tej płyty. Wreszcie po roku oczekiwań trafia nam w ręce album zatytułowany „Prophecies”. Dla polskich sympatyków grupy Abraxas ma on w gruncie rzeczy jedynie wartość dokumentalną. No, może poza jednym istotnym szczegółem. Znajdujemy bowiem na tej płycie jeden dodatkowy utwór. I to jaki utwór! Cover chyba najsłynniejszej kompozycji w historii symfonicznego rocka „The Court Of The Crimson King”. Abraxas gra go po rockowemu, dynamiczniej, ostrzej i szybciej niż Robert Fripp wraz ze swoimi kolegami przed 30 laty. Myślę jednak, że jest to niewystarczająca ciekawostka, by zachęcić polskich słuchaczy do kupienia albumu „Prophecies”. Z założenia przecież adresowany jest on do zagranicznych fanów. Czy dzięki tej płycie Abraxas stanie się prawdziwym towarem eksportowym? Wkrótce się  o tym przekonamy. Chociaż i tak bez tego angielskojęzycznego zabiegu bydgoski kwintet już dawno należy do ścisłej artrockowej czołówki. Zachodnia publiczność dawno doceniła śpiewającego po polsku Adama Łassę. Tymbardziej, że jego koledzy grają na najwyższym światowym poziomie. Przecież takie nagrania, jak „Pokuszenie” (w wersji angielskiej „Temptation”), „Czakramy” („Czakras”), czy „Excalibur” nieczęsto trafiają się na jednej płycie. Już teraz wiadomo, że są one milowymi kamieniami progresywnego rocka. Ale czy mocny akcent wokalisty nie zniechęci do tej płyty rodowitych Anglosasów? Przysłuchując się nowym wersjom tych wspaniałych utworów odnoszę wrażenie, że Łassa niezbyt pewnie posługuje się swoim angielskim, szczególnie w najbardziej dramatycznych i ekspresyjnych momentach. Nie czuję się na siłach, by wydawać sądy co do lingwistycznych zdolności lidera Abraxasu, a o rzetelne refleksje po wysłuchaniu albumu „Prophecies” spytam moich przyjaciół urodzonych w Londynie. Jedno jest pewne: dzięki temu wydawnictwu wreszcie będą mieli oni pojęcie o czym mówią teksty poszczególnych kompozycji. A w przypadku Abraxasu to dodatkowy, ogromny pozamuzyczny walor ich twórczości. Staranne przekłady autorstwa Rafała Zimnego z pewnością oddają tajemnicę oryginałów. Tak więc, coś mi się zdaje, że mimo wszystko angielskojęzyczna publiczność będzie cieszyć się z tej płyty. A nam, w kraju krążek ten osłodzi oczekiwanie na kolejny, miejmy nadzieję, że piękny album grupy Abraxas.

 
MLWZ album na 15-lecie