Abraxas - 99

Artur Chachlowski,

Image“Ten album to rodzaj seansu. To wędrówka po zakamarkach swojej świadomości i podświadomości. Każdy bowiem ma prawo poznać choć po trosze komnaty swoich myśli, emocji i innych doznań. Nie każdemu jest to jednak dane. Ale Ty dostałeś swoją szansę”.

Ta deklaracja jest swoistym mottem do nowego albumu bydgoskiej grupy Abraxas. W półtora roku po płycie “Centurie” i blisko 3 lata po albumie debiutanckim na rynku pojawił się właśnie krążek o dość lapidarnym tytule “99”. Te dwie cyferki oznaczają z pewnością rok wydania płyty, ostatni rok przed oczekiwanym przełomem wieków, rok tuż przed rozpoczynającym się nowym Milenium. A może coś zupełnie innego? Wszak Abraxas to słowo kabalistyczne, to idea walki dobra ze złem, miłości z nienawiścią, szaleństwa z milczeniem. Taka jest też muzyka, z której od dawna słynie zespół. Pełna kontrastów: drapieżności i spokoju, dynamizmu i liryki, eksperymentalizmu i melodyjności. Ale “99” to album nieco inny od swoich poprzedników. Bardziej mroczny, jakby jeszcze bardziej tajemniczy, pełen melorecytacji, eksperymentów ocierających się o kakofoniczne brzmienie oraz licznych muzycznych plam jakich pełno na obrazach Waldemara Malaka, zdobiących okładkę i wnętrze  książeczki. “99” to album dość trudny w odbiorze. Szczególnie przy pierwszym przesłuchaniu. Ale nie brakuje na nim niczego, co nie charakteryzowałoby ugruntowanego już od dawna image’u tego bydgoskiego zespołu. Ekspresyjny głos Adama Łassy, jego głęboko przemyślane i jak zawsze kontrowersyjne teksty, znajome brzmienie, przepiękne melodie, wspaniałe gitarowe solówki w wykonaniu Szymona Brzezińskiego, malownicze pejzaże wyczarowywane na klawiaturze przez Marcina Błaszczyka oraz soczyste i niepokorne brzmienie basu Rafała Ratajczaka.

W ciągu 18 miesięcy dzielących albumy “Centurie” i “99” wiele wydarzyło się w Abraxasie. Przede wszystkim zaszło kilka istotnych zmian personalnych. Na perkusji Marcina Maka zastąpił Mikołaj Matyska, a dodatkowo do grupy dołączył, a właściwie powrócił Łukasz Święch. Obydwaj są aktualnie także członkami innej bydgoskiej artrockowej grupy Anyway. Jest na płycie “99” jeszcze jeden wątek łączący Abraxas z Anyway. Kompozycja “Noel” skomponowana została przez innego członka Anyway Krzysztofa Pacholskiego. O związkach łączących obie te bydgoskie formacje pisaliśmy już w rubryce “Rock Progresywny” w MH 6’99. Warto może jeszcze podkreślić fakt, że sądząc po rezultatach zarówno transfery personalne, jak i współpraca kompozytorska to absolutne strzały w dziesiątkę. Pośród innych wydarzeń ostatnich 18 miesięcy Abraxas może po stronie plusów zapisać całą masę istotnych wydarzeń i udanych przedsięwzięć. Płyta “Centurie” zajęła 1 miejsce w plebiscycie “Trójki pod księżycem” na najlepszy album 1998 roku, liczne i pełne teatralnych odniesień koncerty uczyniły z Abraxasu zespół kultowy oraz wszędzie mile witany. I to zarówno w kraju (zespół towarzyszył m.in. występom duetu Robert Plant - Jimmy Page, Fisha i Porcupine Tree), jak i za granicą (Francja, Holandia). Wszędzie gdzie tylko Abraxas się pojawiał zyskiwał zasłużone uznanie publiczności. W czerwcu ubiegłego roku na Prog-Festiwalu w Zielonej Górze zdobyli nagrodę publiczności, dla najlepszego perkusisty, klawiszowca i gitarzysty. Dodatkowo Szymon Brzeziński i Marcin Błaszczyk towarzyszyli Colinowi Bassowi w jego europejskiej trasie koncertowej. Aż trudno uwierzyć, że w takim nawale pracy członkowie zespołu znaleźli wystarczająco dużo czasu, by skomponować, a potem zarejestrować materiał, który ukazał się właśnie na albumie “99”. A naprawdę jest tu czego słuchać. 13 utworów, z których kilka to swego rodzaju przerywniki i łączniki trwające zaledwie po kilkadziesiąt sekund. Ale są tu też i dłuższe, pełnowymiarowe progresywne kompozycje. No i to one właśnie wypadają najlepiej, najokazalej, najwspanialej. “Jezebel”, “Anatema”, “Iris”, czy “Medalion” to utwory, które wzruszają do łez. Lśnią niczym perły pośród innych klejnotów. Ponadto finał płyty w postaci dwóch utworów “Oczyszczenie” i “Moje mantry” to prawdziwie piękne, rozkołysane klawiszowo - gitarowe szaleństwo. Palce lizać! Mamy na płycie “99” jeszcze jedną perełkę - drapieżną “Spowiedź” z łatwo wpadającą w ucho melodią oraz gościnnym udziałem Anji Orthodox z grupy Closterkeller. Gości jest tu zresztą znacznie więcej, a jeden z nich - Krzysztof Ścierański wykonuje fenomenalną solówkę na bezprogowym basie w bodaj najpiękniejszym utworze na płycie “Jezebel”.

“99” to album absolutnie piękny. Być może nieco trudniejszy w odbiorze, być może wypełniony nieco trudniej przyswajalną muzyką, ale to tylko pierwsze wrażenie. Aby odkryć prawdziwe piękno tej płyty trzeba wysłuchać jej wiele razy. A gdy dotrzemy już do tej ostatniej, najgłębszej warstwy tajemnicy, to z pewnością niełatwo będzie nam uwolnić się od tej zniewalającej muzyki. Wykorzystajmy zatem swoją szansę, wszak dzięki płycie “99” dane jest nam poznanie komnat swoich myśli, emocji i innych doznań...

MLWZ album na 15-lecie