D Project

Parmenter, Matthew - Astray

Artur Chachlowski,
ImageCzęsto grono słuchaczy zakochanych po uszy w muzyce, z którą mamy do czynienia na płycie „Astray” nazywa się niszowym. W rzeczy samej, muzyczne produkcje Matthew Parmentera raczej nie mają szans plasować się na szczytach list przebojów, czy w czołówce rankingów najlepiej sprzedających się płyt. Z drugiej strony, o ile pozostaniemy przy określeniu „nisza”, to wiem, że wcale nie jest ona taka niewielka.  Matthew to bezkompromisowy i niezwykle konsekwentny w tym co robi artysta. Wiedzą o tym ci wszyscy wtajemniczeni rozkochani w jego dotychczasowych produkcjach z zespołem Discipline. Wydał wraz z nim dwie, budzące niekłamany podziw i szacunek płyty „Push & Profit” (1993) oraz „Unfolded Like Staircase” (1997). Tym razem firmuje swe najnowsze produkcje wyłącznie własnym nazwiskiem, a to zapewne dlatego, że we wszystkich utworach na „Astray” gra on osobiście na wszelkich możliwych instrumentach, a tylko od czasu do czasu wspomaga go na basie Mathew Kennedy, nota bene jego partner w Discipline. Album „Astray” jest płytą niesamowicie mroczną, chwilami niesamowicie ciężką od ogromnego ładunku emocjonalnego nagromadzonego w tekstach i muzyce. Choć sam początek tego wydawnictwa wcale na to nie wskazuje. Otwierający płytę utwór „Now” na długo zapada w pamięć i to nie tylko dlatego, że posiada fajną i wpadającą w ucho melodię oraz stary, dobry genesisowski klimat. Potem jest coraz gęściej, coraz bardziej zawile, coraz mroczniej, coraz smutniej. Nie znaczy to wcale, że Parmenter uraczył nas słabym, czy pokrętnym albumem. Mam wrażenie, że ta płyta taka właśnie miała być: dostojna, nieprzenikniona, smutna i pełna emocji. Te emocje najlepiej słychać w „Another Vision”, a przede wszystkim w „Between Me And The End”, gdzie głos i fortepian stanowią niesamowicie smutny, nostalgiczny i nierozerwalny ze sobą duet. Do złudzenia przypomina mi to chwytające za serce solowe piosenki Petera Hamilla. Zresztą nie tylko solowe. Zamykająca całość ponad 20-minutowa kompozycja „Modern Times” to prawdziwa gratka dla sympatyków twórczości  Van derGraaf Generator. Ale i miłośnicy nagrań macierzystej formacji Parmentera - grupy Discipline, a także starego King Crimson, a nawet i Genesis niewątpliwie znajdą na „Astray” mnóstwo bardzo smakowitych klimatów.
MLWZ album na 15-lecie