Retroheads - Retrospective

Artur Chachlowski,
ImageNazwa zespołu oraz tytuł płyty od razu sugerują muzyczny powrót do przeszłości. I rzeczywiście tak jest. Początki tego norweskiego zespołu sięgają zaledwie 2003 roku, ale przez cały czas trwania tej długiej płyty poruszamy się po muzycznych obszarach niesamowicie bliskich tym, które przed laty eksplorowały zespoły Eloy i Pink Floyd. Założyciel Retroheads, Tore Bo Bendixen przez wiele lat pracował jako producent programów norweskiej TV oraz kompozytor muzyki do reklamówek. Jednak w pewnym momencie poczuł, że ten komercyjny gorset staje się mu odrobinę przyciasny i dlatego postanowił powołać do życia zespół, z którym pragnął spełnić swoje muzyczne marzenia. A były one ukierunkowane na muzyczną podróż w czasie do ukochanych przez niego lat 70-tych. Przy współudziale grona zaprzyjaźnionych muzyków (wśród nich m.in. Pal Sovik, znany z innej norweskie formacji Fruitcake) zrealizował album wręcz przepiękny. Pełen melodyjnej i nastrojowej muzyki. Bardzo klimatycznej, nieśpiesznej, z ciekawymi partiami wokalnymi i doskonale brzmiącym instrumentarium. To naprawdę muzyka dla zwolenników dokonań grupy Pink Floyd. I to z okresu uważanego powszechnie za najlepszy w jej działalności. Na albumie „Retrospective” znajdujemy atmosferę jakby żywcem wyjętą z niektórych części „Ciemnej strony Księżyca”, „Zwierzątek”, czy pamiętnej „Ściany”. Nie ma tu jednak jawnych zapożyczeń, ani ewidentnych cytatów. Są za to śliczne melodie, łatwo wpadające w ucho dźwięki, piękne muzyczne plamy i na długo zapadające w ucho tematy. Najważniejszym w tej muzyce jest jej klimat oraz niesamowita atmosfera. Narastająca, intrygująca i piękniejąca z każdym kolejnym przesłuchaniem. Porażająca swą mocą z każdą kolejną minutą. Nie sposób wyróżnić któregokolwiek spośród 9 fragmentów tego trwającego równą godzinę albumu. Jednak duży plusik zaznaczyłem aż przy sześciu utworach, z których „Man”, „Dreams” oraz „Starry Night” to po prostu prawdziwe perły nad perłami.
MLWZ album na 15-lecie