Ricocher - Quest For The Heartland

Artur Chachlowski,
ImageHolenderski Ricocher rozpoczął działalność w 1993 roku grając głównie covery uzupełnione 2-3 oryginalnymi utworami. Wkrótce jednak nowego repertuaru było więcej i po wydaniu demo „A Scream For Help” naturalną koleją rzeczy nadszedł czas na debiutancki album. Już pierwszy utwór „The Code” wprowadza nas w cudowny świat dźwięków kreowanych przez cały zespół. Tajemnicze i piękne  akordy dobywające się z syntezatorów, ciekawie rozwijająca się melodia i nagłe potężne uderzenie wszystkich instrumentów oraz głosu Erwina Boerenkampsa. Jego wokal mieści się gdzieś w przedziale Michael Sadler (Saga) –Geddy Lee (Rush). Ale sama muzyka przenosi nas w zupełnie inne rejony. Jesteśmy znacznie bliżej Marillionu. Szczególnie gitara Barta van Helmonda przypomina akordy kreowane przed laty przez Steve’a Rothery. W podejrzeniu o bliskie pokrewieństwo do Marillionu utwierdza nas dynamiczny numer „Your Pride”. Brzmi on jakbyśmy skrzyżowali „Incommunicado” z „Welcome To The Cage” Areny. Ale zarzut o nadmierne naśladownictwo swoich wielkich poprzedników idzie w zapomnienie, gdy tylko rozlega się początek kompozycji tytułowej. Zarazem utworu najdłuższego na płycie. Delikatne i nastrojowe brzmienie fortepianu, w pewnym momencie wzbogacone o orkiestrę i smyczki, a następnie feeria gitarowo-syntezatorowego szaleństwa. Wszystko to rozwija się spokojnie i leniwie, dopiero pod sam koniec pojawia się zmiana tempa i rozpoczyna się wspaniały finał całej płyty. Szkoda tylko, że nie trwa on dłużej... I chociaż album ten nie wnosi rewolucyjnych zmian do kanonów progresywnego rocka, to słucha się go z prawdziwą przyjemnością. Miejmy nadzieję, że kariera tej młodej grupy  rozwinie się w dobrym kierunku. Na razie warto cieszyć się pierwszą pozycją na liście dorobku formacji Ricocher.
MLWZ album na 15-lecie