Riverside - demo (EP)

Artur Chachlowski,
ImageSą takie srebrne kompaktowe krążki, które cieszą w sposób wyjątkowy. I ten albumik warszawskiego kwartetu Riverside (Mariusz Duda – v,bg, Piotr Gruziński – g, Piotr Kozieradzki – dr, Jacek Melnicki – k) osobiście zaliczam do tej właśnie kategorii. Choć tak naprawdę ta płytka zawierająca zaledwie 5 nagrań jest w kolorze czarnym, co niesamowicie upodabnia ją (poza rozmiarem oczywiście) do starych wydawnictw winylowych. Na muzykę zespołu Riverside natknąłem się gdzieś w Internecie, odsłuchałem jeden, a potem drugi plik mp3 i… zamurowało mnie z wrażenia. Czyżby ktoś wreszcie pokazał, że nad Wisłą też można grać TAKĄ muzykę?! Muzykę pełną polotu, ciekawych pomysłów, niesamowitego nastroju, a do tego wykonaną  w technicznie perfekcyjny sposób. Muzykę lokującą się w obszarach definiowanych jako „progresywny metal”, lecz moim zdaniem określenie to jest w przypadku Riverside o ile nie mylące, to z pewnością nie mówiące całej prawdy o zespole. Tak ostatnio popularny progmetalowy gatunek obfituje w ogromną ilość płyt nowych artystów wydających swe płyty pod wszelkimi szerokościami geograficznymi. Ale uważam, że żaden z nich (no, może poza kilkoma chlubnymi wyjątkami) nie dorasta grupie Riverside do pięt. W zespole tkwi niesamowity potencjał, niezwykła energia, ogromna pasja… Szkoda tylko że to demo trwa zaledwie pół godziny. Już teraz z niecierpliwością czekam na pełnowymiarowy album. Chociaż myślę, że niezwykle udanymi pomysłami zawartymi  w takich utworach, jak „The Same River” (12 minut przepięknej odjazdowej muzyki), „Loosing Heart” (niesamowicie zgrabne i niemal przebojowe nagranie), czy „Out Of Myself” można by śmiało obdzielić przynajmniej kilka albumów innych, bardziej znanych wykonawców.
MLWZ album na 15-lecie