D Project

Akacia - An Other Life

Artur Chachlowski,

Image W materiałach informacyjnych o grupie Akacia, które znalazłem w Internecie sporo jest odwołań do rocka progresywnego. Trochę mnie to dziwi, gdyż w muzyce zespołu łatwiej odnaleźć zdecydowanie inne wzorce, które sprawiają, że Akacię trudno nazwać grupą na wskroś progresywną… Przynajmniej w takim rozumieniu tego pojęcia, które powszechnie uważa się za współczesną definicję gatunku. Przede wszystkim dużo tu odniesień do bluesa i rhythm’n’bluesa. Analizując też teksty poszczególnych kompozycji jasne staje się, że Akacia wywodzi się z mało u nas znanego, acz bardzo popularnego za oceanem gatunku określanego mianem „chrześcijańskiego rocka”. W warstwie lirycznej odnajdziemy sporo rozważań o Bogu, o świętości i religii. Z na wskroś art rockowych akcentów na płycie „An Other Life” być może ostatni na płycie, wielowątkowy utwór „Journal” w swej warstwie instrumentalnej przypomina odrobinę to, co w latach 70-tych robił Yes, czy w 80-tych King Crimson. Wspomniane nagranie trwa aż…22 minuty i jest jednym z…zaledwie 4 utworów wypełniających ten album. A że to album pełnowymiarowy (blisko 60 minut muzyki), to jasne staje się, że rozmiary wszystkich kompozycji są zgoła… progresywne. I choć nie jest to płyta, która od razu powala na kolana i trudno o złudzenia, że za chwilę stanie się ona albumem ponadczasowym, to przyznam szczerze, że po bliższym zaprzyjaźnieniu się z tym materiałem polubiłem muzyczne propozycje Akacji. Szczególnie dobre wrażenie robi głos Erica Naylora, niezła jest sekcja rytmiczna Dough Meadows (dr) – Steve Stortz (bg), lecz szczególne słowa uznania należą się Michaelowi Tenenbaumowi (g,k). Jego gitara brzmi jakby grał na niej sam Steve Howe, a niektóre partie organów Hammonda zapierają wręcz dech w piersiach, powodując falę przyjemnych dreszczy na plecach

MLWZ album na 15-lecie