Alias Eye - Field of Names

Artur Chachlowski,

ImageUkazanie się tej płyty poprzedziła spora kampania promocyjna. Wszakże debiutował zespół, na czele którego stoi Philip Griffith, syn lidera doskonale znanej w latach 70.,  a dziś już legendarnej grupy Beggar’s Opera, Martina Griffitha. Mało tego, od dawna nie słyszany, lecz występujący tu gościnnie ojciec stworzył z  synem imponujący duet wokalny w otworze „The Readiness Is All”. Reszty nagrań na tym albumie słucha się równie znakomicie. Wszystkie one są niezwykle zgrabnymi i dość oszczędnymi kompozycjami, rzadko wykraczającymi poza rozmiar 5-6 minut. Mam wrażenie jakby zespół świadomie nie starał się epatować zbyt rozbudowanąformą swoich utworów. Jakby wolał sięgać po zupełnie inne środki wyrazu, by przykuć uwagę  słuchacza. Bo w poszczególnych utworach dzieje się naprawdę wiele interesującego. Może właśnie dlatego wydaje mi się, że album ten skazany jest na sukces. Znajdziemy na nim kilka artrockowych perełek, jak „Premortal Dance”, Just Another Tragic Song”, czy „Driven”. Znajdziemy świetny, bezpretensjonalny utwór „Hybrid” z doskonałą częścią instrumentalną. Znajdziemy wreszcie podniosły finałowy hymn „An End In Itself”. Być może nie jest to album, który okaże się muzycznym kamieniem milowym, ale na pewno pozytywnie wyróżnia się on na tle innych neoprogresywnych debiutów ostatnich miesięcy.

MLWZ album na 15-lecie