Millenium - Numbers And The Big Dream Of Mr Sunders (reedition)

Artur Chachlowski,

ImageGrupa Millenium kontynuuje serię kompaktowych wznowień swoich dotychczasowych płyt. 2010 rok zamyka reedycja ostatniej części trylogii o trzech braciach, czyli pamiętnego, oryginalnie wydanego w 2006 roku, albumu „Numbers And The Big Dream Of Mr Sunders”.

Ta koncepcyjna opowieść o magii liczb i ułudzie związanej z hazardem uważana jest przez wielu za najbardziej dojrzałe dzieło w dorobku krakowskiej grupy. Coś w tym niewątpliwie jest. I nie ma w tym absolutnie nic dziwnego. Bo przecież kierowany przez Ryszarda Kramarskiego zespół, jak każde umiejętnie prowadzone combo, rozwija się wspaniale z płyty na płytę i naprawdę trudno polemizować z faktem, że „Numbers And The Big Dreams Of Mr Sunders” to nie tylko wspaniałe zwieńczenie trylogii o Danielu, Adrianie i Johnie, lecz przede wszystkim najbardziej przemyślane i udane wydawnictwo w ówczesnym dorobku grupy. Tu mała dygresja; „ówczesnym”, czyli mówimy o stanie na 2006 rok. Dwa lata po „Numbers…” ukazała się kolejna płyta Millenium, „Exist”, za którą wielu dałoby się pokroić. Ale to już zupełnie inna historia. Polecam małoleksykonową recenzję tej płyty; znaleźć ją można pod tym linkiem.

O zawiłościach historii opowiadanej na płycie „Numbers…” napisałem szczegółowo przed 4 laty w recenzji tego krążka. Dziś tylko kilka słów o edytorskich zmianach w stosunku do oryginału. Pierwsze co rzuca się w oczy, to zmiana kolorystyki okładki. Ostrą czerwień oryginalnego projektu graficznego zastąpiły zielenie i szarości okładki, która z rozmazanym pałacem i architektonicznym przepychem oraz unoszącym się w powietrzu łóżkiem, w którym zapewne John Sunders snuł swój sen o milionach wygranych na loterii, dobrze wprowadza odbiorcę w klimat płyty.

Są też inne, rzekłbym: już bardziej merytoryczne, zmiany. Już pierwszy rzut oka na tył digipakowego pudełka pozwala zorientować się, że płyta ma swoje nowe, alternatywne zakończenie. Kramarski i spółka, jako bonus, umieścili na końcu płyty nową propozycję finału opowieści o Sundersie w postaci pięciominutowego nagrania pt. „Wake Up John!”. Ale to nie koniec zmian. Ryszard nie byłby sobą gdyby nie pozmieniał czegoś w nieco bardziej wyrafinowany sposób. Otóż, jak wszyscy pamiętamy, mniej więcej na kwadrans przed oryginalnym końcem płyty, pojawiał się instrumentalny utwór zatytułowany „Talk To Aliens”. Teraz, w niniejszej reedycji, to trzyminutowe nagranie rozrosło się aż do 8 minut, gdyż wzbogacono je o część wokalną, w której Gall śpiewa o Obcych wdzierających się w umysł głównego bohatera podczas jego snu. I teraz ta rozszerzona kompozycja nosi nowy tytuł: „Dream About Aliens”

Całkiem miła ta reedycja. Ale chyba powoli pora myśleć o nowej płycie. Bo przecież Ryszard Kramarski nie powinien teraz poświęcać swojego cennego czasu na zamienianie czegoś w niepotrzebującej przecież poprawek, jedynej dotąd niewydanej na nowo płycie „Exist”, od której premiery minęły już 2 lata z okładem. Moim zdaniem czas najwyższy na premierowy album. Może już w przyszłym roku? Życzę tego sobie, Ryszardowi oraz wszystkim sympatykom dobrej prog rockowej muzyki.

www.lynxmusic.pl 
MLWZ album na 15-lecie