SADO - Weather Underground

Artur Chachlowski,

ImageW przypadku grupy S.A.D.O. zaintrygowała mnie informacja, że założyła ją trójka muzyków z bardzo lubianej przeze mnie włoskiej formacji Arcansiel: Paolo Baltaro, Sandro Marinoni i Gianni Opezzo. Wprawdzie od momentu zawiązania zespołu minęło już ponad 15 lat i w S.A.D.O. aktualnie działa już tylko dwóch pierwszych z wyżej wymienionych, ale co zaskakuje jeszcze bardziej, to fakt, iż muzyka obu zespołów to dwa kompletnie różne muzycznie światy. Porównanie wypada niestety zdecydowanie na niekorzyść S.A.D.O.

„Weather Underground” jest już bodaj piątym albumem w dorobku S.A.D.O. Jak się okazuje, zespół ten jest obecnie grupą dość luźno związanych ze sobą muzyków, którzy działają pod kierunkiem Paolo Baltaro (bg, k). Wśród tego licznego grona znajdujemy między innymi Sandro Marinoriego (sax, fl), Enrico Bricco (g), Andreę Beccaro (dr) i Giovanniego Battistę Franco, który odpowiedzialny jest za stronę wokalną. A właściwie… głosową, bo na tej płycie nie ma praktycznie tradycyjnie rozumianych partii wokalnych. Są głosy, szepty, rozmowy i toczone są one w zależności od wersji płyty – w języku włoskim lub angielskim. Rozmowy te przeplatane są licznymi wstawkami pozamuzycznymi – dźwiękami telefonów, strojonych radioodbiorników, komunikatami z dworców kolejowych, dzwonami kościelnymi, melodiami kolęd, hymnów narodowych i nie wiadomo czym tam jeszcze. Wszystkiemu towarzyszą dosyć nieuporządkowane, jak na mój gust, melodie podzielone aż na 25 indeksów, w które wplecione są narracje (Guido Michelone – w wersji włoskojęzycznej, Stevn Thomas – wersja angielska). Autorem słów (piosenek? tekstów?) jest Franz Krauspenhaar. Całość w formie dwóch krążków (przypominam: osobno wersja włoska i angielska) spakowana jest w grube plastikowe pudełko z kilkustronicową książeczką. Opakowanie ładne, ale zawartość muzyczna dość chaotyczna… Właściwie trudno nazwać to, co blisko przez 50 minut dociera do naszych uszu, muzyką uporządkowaną. To zlepek improwizacji, dziwacznych melodii, przeszkadzajek, dialogów i licznych efektów dźwiękowych. Żaden temat melodyczny nie trwa dłużej niż kilkadziesiąt sekund. Gdy wydaje nam się, że już już coś zaczyna się klarować, dana melodia przechodzi w diametralnie różną, kompletnie zmienia się nastrój, włączają się ni w pięć, ni w dziewięć jakieś dialogi i pojawiają się niespodziewane efekty akustyczne… Całość przypomina raczej soundtrack jakiejś audycji telewizyjnej, ni to jakiegoś show, ni to teleturnieju, ni to jakiejś zabawy z udziałem publiczności. Po prostu dziwadło. Album – eksperyment, do którego słuchania nie zachęcam tych słuchaczy, którzy gustują w tradycyjnie rozumianym progresywnym rocku. Bo to nie jest album progresywny, choć jako taki jest przez S.A.D.O.  promowany. No, chyba żeby progres mierzyć skalą osobliwości…

Zostawmy na boku muzykę i dźwiękowe dziwadła docierające do uszu w trakcie słuchania tej płyty. Przyjrzyjmy się innym sprawom, które wskazują na to, że wydawnictwo „Weather Underground” posiada ambicje „albumu zaangażowanego”. Otóż, nazwę S.A.D.O. należy rozszyfrować jako „Societá Anonima Decostruzionismi Organici”. Nawet nieznającym włoskiego tłumaczyć nie trzeba. Tytuł płyty, „Weather Undergound”, to nazwa pewnej wywrotowej organizacji, która powstała na początku lat 70. w USA. Do dziś uważana jest za jedną z najdziwniejszych grup terrorystycznych, której „zamachy” – dzięki drobiazgowym i punktualnym informacjom przekazywanym policji z odpowiednim wyprzedzeniem – nie pochłonęły ani jednej ofiary. Jej nadrzędnym celem było zwracanie uwagi na niepokojące zjawiska i praktyki panoszące się we współczesnym świecie i to tak rozległe, jak sterylizacja ubogich kobiet w Azji, wojna w Wietnamie, strajki grup społecznych, konflikty etniczne, interwencje zbrojne. O tym właśnie opowiada ta płyta. A właściwie o tym traktuje słowo pisane wydrukowane w książeczce, które odnosi się do konkretnych zjawisk i przypisuje je kolejnym „tematom muzycznym” wypełniającym ten album.

Tak to sobie wymyślili ci włoscy muzycy. Przyznacie, że dosyć to wszystko dziwaczne. Nawet adres internetowy tej formacji jest przedziwny. No, bo któż dzisiaj miałby cierpliwość wklepywać na klawiaturze http://www.societaanonimadecostruzionismiorganici.com ?

A mnie, naiwnemu, wydawało się, że znajdę na tym krążku muzykę równie piękną, równie ciekawą i równie zachęcającą, jak na starych płytach Arcansiela…

MLWZ album na 15-lecie