D Project

Aside Beside - Tadj Mahall Gates

Artur Chachlowski,
ImageGdy trafia nam w ręce album zupełnie nowego zespołu to pierwszemu przesłuchaniu zawsze towarzyszy pewien element niepewności. Pierwszy utwór na płycie „Tadj Mahall Gates” to kompozycja tytułowa. I szczerze powiem: nie robi ona większego wrażenia. Utwór drugi, „Nightmare” również rozpoczyna się niemrawo. Dopiero gdzieś w jego połowie, gdy głos wokalisty przepuszczony jest przez wokoder oraz gdy rozlega się finałowe gitarowe solo zaczynamy się głębiej zastanawiać się nad tą muzyką. I od tego momentu robi się na tej płycie coraz ciekawiej. 10 kolejnych utworów to nieustanny wzrost emocji,  a co za tym idzie coraz to wspanialsze, potęgujące się z minuty na minutę pozytywne muzyczne wrażenia. Można śmiało stwierdzić, że zespół Aside Beside szuka inspiracji w artockowej i jazzrockowej muzyce lat 70. Przez długie chwile odnosi się wrażenie, że to jakaś stara, nieznana płyta, dopiero teraz odkryta, odgrzana, zremasterowana, wyczyszczona i tak podana publiczności. A przecież „Tadj Mahall Gates” to album nagrany całkiem niedawno. I to przez bliżej nieznanych muzyków, którzy tak naprawdę dopiero teraz debiutują. I czynią to w  sposób nad wyraz dojrzały. Myślę, że trzeba docenić ten fakt przy słuchaniu tej wysmakowanej płyty, która wypełniona jest bardzo ładnymi melodiami, licznymi partiami melotronu, których nie powstydziłby się zespół King Crimson, delikatnymi partiami fletu, z których dumny byłby sam Andy Latimer, ciekawymi pomysłami, jak na przykład wykorzystanie śpiewaków operowych, czy miłych dla ucha żeńskich chórków. Na osobne uznanie zasługuje wokalista Lionel Giardina. Barwa jego głosu przypomina wokal Martina Edena z popularnej na początku lat 90., a teraz już nieco zapomnianej formacji Chandelier. Warto podkreślić, że w jego śpiewaniu nie ma śladu akcentu, co nie jest zjawiskiem zbyt częstym wśród artystów pochodzących z Francji. Przede wszystkim jednak ten album ma w sobie to „coś”... Ma klimat. Ma atmosferę, która powoduje, że chce się słuchać tej płyty bez przerwy, że chce się poznawać ją lepiej, że pragnie się dotrzeć wgłąb jej pięknego przesłania. Że słuchając jej ma się przyjemne dreszcze na całym ciele...
MLWZ album na 15-lecie