Twelfth Night - MMX Live

Paweł Świrek,

ImageZespół Twelfth Night w ostatnim czasie wznowił działalność koncertową. Z oryginalnego składu została tylko sekcja rytmiczna (Clive Mitten – Brain Devoil) oraz jeden z wokalistów – Andy Sears, który był jednym z dłużej współpracujących z zespołem wokalistów, ale nie odegrał aż tak znaczącej roli w historii grupy, jak zmarły w 1993 roku Geoff Mann. Resztę składu stanowią młodsi muzycy. Wśród nich „znajomi” z grupy Galahad: pianista Dean Baker oraz gitarzysta Roy Keyworth.

Materiał koncertowy jest trochę niestarannie zmontowany – słychać momentami dość drastyczne cięcia między utworami (na przykład ucięta w pół słowa zapowiedź na końcu pierwszego krążka). Podobnie jak przed laty, koncert zaczyna się charakterystycznym wstępem, po którym następuje „The Ceiling Speaks”. Tym utworem przez wiele lat zespół rozpoczynał koncerty (początkowo z Geoffem Mannem, a potem z Andym). Kolejne dwa utwory dobrano w identyczny sposób, jak na bonusowym krążku do płyty „Art and Illusion”, czyli „Kings And Queens” i „We Are Sane”. O ile „The Ceiling Speaks” bardzo przypominał wykonanie sprzed lat, o tyle kolejne dwa utwory już w mniejszym stopniu przypominały dawne wersje. Dwaj nowi gitarzyści doskonale poradzili sobie z niebywałym zadaniem, jakim było umiejętne zastąpienie Andy Revella. „The Last Song” sam w sobie brzmi nieprzekonująco nie tylko na płycie studyjnej („XII”), ale również na tej płycie koncertowej. Na przypomnienie debiutanckiego albumu zespół wykonał instrumentalny „Für Hellene I”. Akustyczne wykonanie „First New Day” moim zdaniem jest zupełnie bezbarwne. Brakuje charakterystycznej elektroniki i syntezatorów wspomaganych automatem perkusyjnym. Niby mamy tu bardziej art-rockowe brzmienie, ale wypadło ono zupełnie blado w porównaniu do pierwowzoru. Zespół niepotrzebnie przekombinował. Podobnie w przypadku kolejnych utworów z płyty wydanej dla Virgin, czyli „The Craft” i „Take A Look”. Tą ostatnią kompozycję zespół niepotrzebnie skrócił prawie o połowę, robiąc z niej karykaturę krótszej wersji demo z najładniejszym fragmentem właściwej wersji w środku. Tym sposobem sprofanowano piękną kompozycję. Urwaną zapowiedzią kończy się pierwsza część koncertu.

Druga płyta rozpoczyna się jedną z najpiękniejszych kompozycji zespołu - „The Creepshow”. Pełen dramatyzmu głos Andy'ego brzmi równie wspaniale jak przed laty. Kolejne utwory z „Fact And Fiction”, czyli „This City” i „Words Without End” brzmią już mniej przekonująco. Z przykrością muszę stwierdzić, że na początku „This City” zespół trochę fałszuje. „Blondon Fair” został zagrany trochę za szybko i z nieczystym wokalem. Kolejne utwory też trochę spaprano, bo o ile „Fact And Fiction” brzmi poprawnie, to niepotrzebnie połączono go z „C.R.A.B.”, który z kolei połączono z zakończeniem „The Poet Sniffs A Flower”. Moim zdaniem zespół powinien zagrać „C.R.A.B.” jako oddzielny utwór, zaś „The Poet Sniffs A Flower” wykonać w całości. W „Fact And Fiction” Andy pomylił tekst (przekręcony jest fragment ze słowem „propaganda”). Bezbłędnie jest za to pod koniec albumu. Okazałą suitę „Collector” zespół wykonał bardzo dobrze finalizując ją zakończeniem z „Sequences” (niewymienionym w spisie utworów). Tu jest trochę dziwna sprawa, gdyż fragment „Sequences” jest równie długi, jak fragment „The Poets Sniffs A Flower”, lecz mimo to nie został wyróżniony. Tym utworem kończy się główna część koncertu. Potem na bis zostały jeszcze wykonane: „Love Song” z żywiołową reakcją publiczności oraz zupełnie „odwalony”, a nie zagrany, mało przekonywujący utwór „Theatre”.

Ogólnie koncert po wielu latach przerwy w działalności zespołu został zagrany zupełnie przyzwoicie pomimo wpadek w niektórych utworach. Faktem jest, iż muzycy tworzący dawny skład Twelfth Night nie grali tych utworów wiele lat. Nowi członkowie grupy umiejętnie opanowali materiał z zaledwie garstki płyt zespołu. Z kronikarskiego obowiązku informuję jeszcze, że oprócz dwupłytowego albumu CD, zespół pod tym samym tytułem wydał koncert na DVD.

MLWZ album na 15-lecie