Mike And The Mechanics - The Road

Aleksander Gruszczyński,

ImagePo najnowszym albumie Mike'a Rutherforda z zespołem nie spodziewałem się hitów na miarę „All I Need Is A Miracle” czy „Another Cup Of Coffee”, ale miałem nadzieję, że znajdzie się na nim przynajmniej jeden wybijający się utwór. Nie znalazł się. Mimo to nie jest to płyta nieudana.

Styl grupy Mike & The Mechanics nie zmienił się za wiele od początku jej istnienia, pomimo wielu zmian personalnych. Nadal jest to pop-rock, od czasu do czasu z dodatkiem progresywnych smaczków. Niestety częściej zdarzało się, że był mdły i bez smaku. Na „The Road” nie ma żadnej z tych skrajności. Jak wspomniałem wyżej, jest album, na którym nie ma hitu, który na stałe wszedłby do kanonu zespołu, chociaż chyba każdy utwór kojarzy się z którymś z wielkich przebojów Mike Rutherforda.

Jednak nie można tylko narzekać. „The Road” jest płytą solidną, która w miarę słuchania zaczyna podobać się coraz bardziej, a to jest przecież bardzo ważne. Nie można powiedzieć, że wszystkie kompozycje na płycie to radosne, popowe kawałki, właściwie większość nie jest ani trochę radosna, ale każdy ma swój urok. W niektórych słychać próbę uzyskania bardziej współczesnego brzmienia i inspiracje współczesnymi gwiazdami pop-rocka, inne wyraźnie odwołują się do klasycznych kompozycji z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. I bardzo dobrze, bo gdyby nie to zróżnicowanie, to tego albumu słuchałoby się bardzo trudno.

Na płycie nie ma wybijających się kompozycji, ale mimo wszystko każdy może znaleźć na niej utwór, który mu się spodoba. Moim ulubionym jest „Background Noise” - spokojna piosenka, przynosząca na myśl deszczowy wieczór w Nowym Jorku. Pozostałe, jako samodzielne utwory, mnie nie przekonują, ale jako cały album - nie są złe.

„The Road” jest na pewno obowiązkową pozycją dla fanów Mike'a Rutherforda. Niekoniecznie musi spodobać się fanom Genesis. To rzetelna płyta, która prawdopodobnie wkrótce zniknie ze sklepowych półek, ale nie dlatego, że nakład zostanie wyczerpany, ale dlatego, że nie jest to żaden przełomowy album. Przyznam, że nie będzie mi jej szkoda, ale mimo wszystko warto posłuchać, bo wśród współczesnej popowej papki trudno o tak solidny pop-rockowy album.

MLWZ album na 15-lecie