Airbag - All Rights Removed

Artur Chachlowski,

ImageWciąż nie milkną echa premier oraz powszechne zachwyty nad wydanymi niedawno płytami Dream Theater, Opeth, Pain Of Salvation, The Tangent, Stevena Wilsona i Steve’a Hacketta, a tymczasem w znacznie mniejszym świetle reflektorów odbywa się premiera nowej płyty grupy Airbag.

I choć obiektywnie rzecz biorąc, nowe albumy wyżej wymienionych Wielkich progresywnego rocka to pozycje ze wszech miar bardzo udane, to płyta „All Rights Removed” wciąż niezbyt popularnych jeszcze w prog rockowych kręgach Norwegów, może swoim poziomem śmiało z nimi konkurować, a pod wieloma względami nawet je przewyższa.

Album „All Rights Removed” stanowi bardzo spójną całość złożoną z sześciu połączonych ze sobą kompozycji. Wszystkie utwory są ze sobą powiązane i płynnie przechodzą jedne w drugie. Właściwie kilka sekund ciszy zapada dopiero przed trzyczęściową finałową kompozycją „Homesick”. Dlatego płyty słucha się w sposób bardzo płynny i swobodny. Jako że Airbag posiada wyjątkowe i charakterystyczne dla siebie brzmienie (choć niektórzy zarzucają mu zbyt duże inklinacje do balladowego stylu Jeżozwierzy), to cały materiał na tym krążku brzmi właściwie jak jedna wielka megasuita, a niektóre fragmenty – jak na przykład trzyminutowy „Light Them All Up” wypełniony genialnymi partiami skrzypiec i saksofonów – choć oznaczone osobnym indeksem, stanowią jakby zwieńczenie czy raczej dopełnienie poprzedzających je utworów (w tym przypadku kompozycji „Never Coming Home”).

Nie ma chyba sensu w sposób szczególny wyróżniać żadnej z umieszczonych w programie tego albumu kompozycji. Gdyby którąś usunąć, posypałaby się reszta. Gdyby którąś „naciągnąć” do przebojowego formatu (jak to kiedyś było w przypadku utworu „Colours” z płyty „Identity”, który kilka miesięcy temu ocierał się o czołówkę Listy Przebojów Programu Trzeciego), to zaszkodziłoby to reszcie tego, z założenia „antyprzebojowego”, materiału.

Na swojej nowej płycie muzycy tworzący grupę Airbag (Asle Tostrup - v, Bjørn Riis - g, v, Jørgen Hagen - k, Henrik Fossum - dr i Anders Hovdan - bg) poszli o krok do przodu w stosunku do swojego debiutu sprzed dwóch lat. Nagrali niesamowicie spójny, „płynący” album wypełniony magicznymi dźwiękami z pogranicza klasycznego rocka progresywnego i post rocka. Dorzucili do tego szczyptę minimalizmu, ubarwili całość nieco cięższymi niż niegdyś gitarami (szczególnie w otwierającej płytę kompozycji tytułowej) oraz nadali swojej muzyce jeszcze większego pinkfloydowskiego aromatu. No i uderzyli w dłuższe i bardziej skomplikowane formy muzyczne (vide wspomniana już absolutnie fenomenalna kompozycja „Homesick”. Urok tego genialnego nagrania polega nie tylko na ewidentnych pinkfloydowskich konotacjach, ale na niesamowitym rozmachu i niezwykle frapującej konstrukcji – głos wokalisty odzywa się zaledwie w pierwszych 3 minutach tego 17-minutowgo utworu!). Teraz nie mają już sensu porównania muzyki Airbag do Talk Talk, do Radiohead, czy – jak to niektórzy czynili – do A-Ha. Airbag to po prostu… Airbag. Zespół dojrzały, długimi chwilami brzmiący jak Pink Floyd z okolic płyt „Wish You Were Here” i „Animals”, stojący w pierwszym szeregu skandynawskich przedstawicieli współczesnego prog rocka (płytą „All Rights Removed” pokazali, że „dogonili” już Gazpacho) i kto wie czy nie wyznaczający nowe trendy w tym – to pewnie wielu zaskoczy – wciąż ewoluującym progresywno-rockowym gatunku. Choć w swoich wypowiedziach muzycy Airbag zdecydowanie odżegnują się od takiego szufladkowania ich muzyki.

Świeżość, niezmierzona ilość świetnych pomysłów i rozwiązań melodycznych, charakterystyczna dla nich melancholia i to płynne, nieśpieszne brzmienie… - takich niewątpliwych walorów płyta „All Rights Removed” ma znacznie więcej. Przy każdym kolejnym przesłuchaniu odsłania się przed nami co najmniej jeden nowy element – czy to jakiś szczegół, motyw, solo czy fragment tekstu – który rzuca nowe światło na tę piękną, zamkniętą i jednorodną muzyczną całość.

Nic tylko zamknąć oczy, słuchać i marzyć… Na 50 minut Airbag zabiera nas do całkiem innego świata. Warto się wybrać w tę fantastyczną muzyczną podróż.

MLWZ album na 15-lecie