Slow Electric - Slow Electric

Przemysław Stochmal,

ImageTim Bowness, znany przede wszystkim jako wokalista No-Man, dopiero co zachwycił przepięknym albumem „Warm Winter”, nagranym wraz z prowadzącym Nosound Giancarlo Errą pod szyldem Memories of Machines, a już powraca z garścią nowych, czarujących dźwięków. Wraz z długoletnim współpracownikiem Peterem Chilversem zaprosił do współpracy estońskich muzyków: gitarzystę Roberta Jurjendala i grającego na trąbce Alekseia Saksa, jak również Tony’ego Levina, który pojawił się w dwóch nagraniach na albumie.

Naturalnym jest, że płyta Slow Electric, bo tak nazwano ów projekt, w kontekście tegorocznej premiery wciąż jeszcze świeżego albumu Memories of Machines, dla wielu może stać się obiektem porównań. Wszelkie konfrontacje jednak wydają się być słabo uzasadnione, bo choć w obu przypadkach mamy do czynienia z wyjątkowo urokliwym dziełem podpisanym przez Tima Bownessa, to jednak „Slow Electric” jest materiałem zdecydowanie odmiennym, aniżeli „Warm Winter”. Delikatność i melancholia, jaka cechuje większość dokonań wokalisty No-Man, na tym albumie sprowadza muzykę do bardzo minimalistycznego wymiaru – materiał ten niewiele ma wspólnego nawet z bardzo szeroko pojmowaną muzyką rockową.

Muzyczne impresje oparte na idealnym współgraniu hipnotyzującego głosu Bownessa oraz delikatnych instrumentacji Chilversa, jakie duet ów prezentował w swoich wcześniejszych dokonaniach, w odsłonie Slow Electric zostały przepięknie rozwinięte brzmieniami, które dostarczyła para estońskich instrumentalistów oraz szacowny gość projektu. Muzyka niemalże pozbawiona rytmu (tej zasadzie w największym stopniu uchyla się nieco jazzujący „Criminal Caught In The Crime”) kołysze w refleksyjnej monotonii. Jedyny w swoim rodzaju wokal wraz z kojącymi nutami wygrywanymi na pianinie dryfuje pośród ulotnych ambientowych plam, romantycznych nawoływań trąbki i subtelnych refleksów gitarowych. Czaruje tu każde jedno nagranie, zarówno premierowy materiał, jak i znane wcześniej, a opracowane na nowo tematy - „Days Turn Into Years”, „Also Out Of Air” oraz część no-manowego tryptyku „Truenorth”. Z rozkoszą pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że utwory te nigdy nie brzmiały lepiej… 

Z pewnością nie każdy gotowy jest na dawkę tak bardzo ulotnej, delikatnej i na wpół sennej muzyki. Jest to jednak dziełko absolutnie oczarowujące. Jeśli faktycznie zostałbym poproszony o wskazanie mojej bownessowskiej płytowej faworytki tego roku, zdecydowanie byłaby to właśnie „Slow Electric”. W jej przypadku nie potrzeba było kilku lat pracy, „dopieszczania” materiału poprzez dbanie o każdą pojedynczą nutę. Piękno tej muzyki tkwi w jej ewidentnej szczerości oraz w czymś, czego tak naprawdę nazwać się nie da, a i próbować nazywać nie wypada.

Życzyłbym wszystkim sympatykom tak czarujących dźwięków, by premiera „Slow Electric” pomogła rozpowszechnić się pozostałym, wciąż przeznaczonym dla nielicznych dokonaniom duetu Bowness/Chilvers.

MLWZ album na 15-lecie